Joe's Garage

Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: Joe's Garage

Pisanie by Sawney on Nie Paź 29, 2017 6:20 pm

Nie można powiedzieć, by uważał tego akurat mężczyznę za idiotę. Co więcej, zdołał go polubić. Co też zdarzało się rzadko, bo chociaż tolerował ludzi w swoim otoczeniu, dawali mu oni możliwość utrzymywania się na miarę godziwym poziomie, ale niewielu z nich lubił. Tego mężczyznę zdołał polubić. Ponadto on miał coś takiego w sobie, co sprawiało, że czuł się przy nim dobrze. Jego żona również to miała.
Tak. Historia to nie tylko wojny, które są naprawdę straszne, ale za nie byli odpowiedzialni tylko niektórzy ludzie. One zmieniły oblicze tego świata — odpowiedział i cicho westchnął. Wiedział, że każda wojna to coś strasznego, ale wojny również zmieniają oblicze świata. Poza tym pozwalały się wzbogacić, dawały możliwość realizowania swych najgorszych instynktów. On o tym dużo wiedział i jak każdy czasem chciał im ulec. Będąc potężnym Zaświatowcem miał więcej możliwości do ich realizacji, ale też więcej pokus.
Nie przeszkadzało mu to, że ten mężczyzna trochę zawiesił się. Na swój sposób był on całkiem dobrym towarzyszem rozmów, a jego obecność nie przeszkadzała mu. Zdziwił się tym pytaniem, dlatego też uniósł jedną z brwi.
Nie masz nic na twarzy. Dlaczego o to pytasz? — Zwrócił się do niego. Odpowiedź wydawała się prosta, bowiem on nie widział, ale takie rzeczy zazwyczaj się czuje. — Widziałem, ale dotąd nie miałem możliwości z żadnym porozmawiać — dodał i cicho westchnął. Nie zamierzał go okłamywać.

_________________
Tym kolorem piszę, gdy jestem MG (#e0c166)
avatar
Sawney

http://luciferum.forumpolish.com/t176-sawney http://luciferum.forumpolish.com/t177-sawney http://luciferum.forumpolish.com/t178-zadzwon-do-sawneya

Powrót do góry Go down

Re: Joe's Garage

Pisanie by Jude Blackburn on Nie Paź 29, 2017 9:16 pm

Uśmiechnął się delikatnie na wspomnienie tego, że historia to nie tylko wojny.
-W ludzkiej historii było może 6 lat podczas których faktycznie nikt na nikogo nie napadał, gdy nie toczyły się żadne spory, ani wojny, gdy ludzie tylko i wyłącznie się rozwijali. Więc na te dziesiątki tysięcy lat historii… cóż wychodzi na to, że ludzka historia to głównie wojny – nie próbował w tym momencie zaimponować towarzyszowi swoją wiedzą. Raczej chciał pokazać, że ludzie to rasa, która lubuje się w konfliktach. Ale o tym jego towarzysz zdawał się sporo wiedzieć. Niemniej, niektórzy ludzie byli do czegoś takiego stworzeni. Ze swoim słabszym kręgosłupem moralnym, większymi zdolnościami do przystosowania się do trudnych warunków, brakiem sumienia lub dużą umiejętnością jego zagłuszenia.
Cóż niektórzy urodzili się, by być w ogniu wojny. Do niedawna uważał się za taką osobę. A potem przyszła ostatnia misja i cały jego świat po prostu legł w gruzach. A on w tym wszystkim, w tej ciemności starał się znaleźć światło nadziei.
-Bo mi się przyglądasz. Może nie widzę, ale czuję pewne rzeczy, a jeszcze inne jestem w stanie usłyszeć – odpowiedział ze wzruszeniem ramion. Może nie powinien o tym teraz mówić, ale tak właśnie było. Zaśmiał się cicho i krótko, a był to dźwięk naprawdę przyjemny dla ucha.
-Nie ma zbyt wielu… osób niepełnosprawnych w Luciferum, prawda? – Zostawił w spokoju swój kubek, by potem zacząć skubać ostrożnie ciasto widelczykiem. Ostatecznie wziął jego kęs do ust. -Mrr… smaczne, jak zawsze.
avatar
Jude Blackburn

Kieszenie : Futerał na skrzypce, smyczek i telefon
http://luciferum.forumpolish.com/t184-judas-thorn-blackburn http://luciferum.forumpolish.com/t185-judas-blackburn#290 http://luciferum.forumpolish.com/t186-jude-s-phone#291

Powrót do góry Go down

Re: Joe's Garage

Pisanie by Sawney on Pon Paź 30, 2017 5:31 pm

Historia to nie tylko wojny, bo głównie chodzi o jej bohaterów. Wojny były dziełem ludzkim. Często były środkiem do celu. Wydawać by się mogło, że ludzie wręcz nie umieją żyć bez wojen i to była prawda. Nawet dzisiaj toczą się wojny. Są jeszcze straszniejsze niż kiedyś, bo ludzie opracowali wiele bardzo skutecznych narzędzi do zabijania. A te, co już istniały zostały dopracowane. Czy to było przerażające? Owszem. Dokonali wielu niezwykłych rzeczy, ale też ich rozwój poszedł w całkiem złą stronę.
Sam starał się być ponad konfliktami związanymi z ludzkością, chociaż teraz żył wśród ludzi może być trudno mu zachować neutralność, zwłaszcza, jeśli konflikt będzie eskalować. Wtedy oczywistym było, że stanie po stronie innych Zaświatowców. Już teraz twierdził, że części ludzi po prostu należało się, bo próbują ich ograniczać zasłaniając się tym, że to dla dobra wszystkich. W rzeczywistości przemawiał przez nich strach.
W istocie, ludzie to rasa, która lubuje się w konfliktach, ale w ten sposób też zmieniają oblicze świata, chociaż niekoniecznie na lepsze. Ja na przykład nie lubię wojen i starałbym się unikać ich za wszelką cenę. Chyba, że nie miałbym wyboru i musiałbym wziąć w niej udział — odpowiedział swojemu towarzyszowi. Zabrzmiało to tak, jakby mówił o ludziach z wyłączeniem siebie i to była prawda, bo sam nie był człowiekiem. Wszelkie konflikty to przede wszystkim ludzie – ich przyczyna, ale i bohaterzy, znamienite postacie, które wpłynęły na losy tego świata. Poparcie Zaświatowców byłoby właśnie jedną z tych sytuacji, których nie mógłby zignorować i musiałby ich wesprzeć.
Sam miał bardzo luźny kręgosłup moralny – tego dopiero nauczyła go jego żona, chociaż prawdą było, że starego psa nie nauczy się nowych sztuczek. Na miarę swoich możliwości dostosował się do czasów, w których żył.
Rozmawiam z tobą. Jestem nauczony spoglądać w twarz swojemu rozmówcy — odparł bez ogródek. Może takie wytłumaczenie wystarczy temu mężczyźnie.
Pomimo zawodu, jaki wykonuję nie mam z nimi styczności, więc za bardzo nie mogę powiedzieć czy są czy ich nie ma — odrzekł w sposób możliwie, jak najbardziej neutralny. Niepełnosprawność nie była niczym dziwnym. Dzisiaj ci ludzie mieli nawet łatwiej niż kiedyś. Zaśmiał się cicho, słysząc słowa mężczyzny.
Zgadzam się, ale drugiego kawałka raczej już nie zmieszczę — odparł z pewnym rozbawieniem.

_________________
Tym kolorem piszę, gdy jestem MG (#e0c166)
avatar
Sawney

http://luciferum.forumpolish.com/t176-sawney http://luciferum.forumpolish.com/t177-sawney http://luciferum.forumpolish.com/t178-zadzwon-do-sawneya

Powrót do góry Go down

Re: Joe's Garage

Pisanie by Jude Blackburn on Pon Paź 30, 2017 7:09 pm

Słuchał co na temat wojen miał do powiedzenia jego towarzysz. A takie tematy, szczerze mówiąc potrafią bardzo dużo powiedzieć o osobie, z którą się na ich temat rozmawia. W końcu Sawney nie wiedział, że rozmawia z byłym żołnierzem, z osobą która konflikty postrzegała w nieco inny, może nawet nieco bardziej zadziwiający sposób. Bo większość ludzi uważa, że wojna to chaos, brak ładu, hałas i ból. A przecież nie wszystko musiało tak wyglądać. To był opis tylko tego największego kotła, który zwykle się widziało w filmach czy o którym czytało się w książkach.
-Wojna, choć ciężko w to uwierzyć, prowadzi też do dobrych rzeczy. To dzięki niej był postęp w medycynie, dzięki niej był postęp w technologii. Wojny napędzają ten świat, sprawiają, że on ewoluuje. Rasy, które nie walczą zatrzymują się w rozwoju i nic nie osiągają – odpowiedział poważnie, chociaż już był w stanie określić – przynajmniej ze swojego punktu wiedzenia, dzięki wiedzy którą posiadał, a która jak wiemy była mocno okrojona, że Sawney był może nie tyle tchórzem, co człowiekiem, który nie przymuszony raczej nic od siebie nie da. Osobą, z którą w wojsku mieliby straszne problemy i chyba prościej dla wszystkich byłoby ją odstrzelić. Indywidualista, możliwe, że z przekonaniem, że urodził się do lepszych rzeczy, do czegoś bardziej złożonego i wymagającego niż wojna.
Słysząc o dobrym wychowaniu, prychnął niczym rozjuszony kot.
-Też chętnie spoglądałbym w twarz mojego rozmówcy… ale nie mogę – burknął jedynie, chociaż jego twarz znów się zarumieniła. I to bynajmniej nie z tego powodu, że się zawstydził. Co po prostu ze złości. Nie, nie złościł się na Sawneya, tylko na własną sytuację. Z tego też powodu znów opuścił głowę, by skupić się na swoich „rzeczach”, które miał poniekąd pod ręką, tak by niczego nie popsuć, rozlać czy cokolwiek innego.
Odpowiedź była jaka była, on nie zamierzał zagłębiać się w ten temat. On nie widział zbyt wielu niepełnosprawnych w Luciferum – nawet jeśli to zabrzmiało ironicznie, taka była prawda.
-Po takim obiedzie to ciężko – przyznał z delikatnym uśmiechem, wciąż skubiąc swoje ciasto, ale też konsumował je powoli. Raczej dla samej przyjemności, niż by faktycznie zaspokoić resztki głodu. Dlatego się z tym nie śpieszył, a delektował się tym wszystkim.
avatar
Jude Blackburn

Kieszenie : Futerał na skrzypce, smyczek i telefon
http://luciferum.forumpolish.com/t184-judas-thorn-blackburn http://luciferum.forumpolish.com/t185-judas-blackburn#290 http://luciferum.forumpolish.com/t186-jude-s-phone#291

Powrót do góry Go down

Re: Joe's Garage

Pisanie by Sawney on Pon Paź 30, 2017 11:49 pm

Nie wiedział tego, aczkolwiek taka wiedza mogłaby zmienić jego postrzeganie spraw dotyczących wojny i przede wszystkim swojego rozmówcy. Wojna to coś, co burzyło dany porządek świat i przynosiło wiele bólu, ale wojny były dziełem ludzkim i oni są za wszystko odpowiedzialni. Z drugiej strony… wszystko ma swój czas i miejsce. W przyrodzie nic nie ginie, wszystko jest wykorzystywane tak, by mogło powstać nowe życie.
Na ruinach podbitych i zniszczonych cywilizacji powstały nowe, nieraz wspanialsze i trwalsze. To samo mógł powiedzieć o innych sprawach nie bezpośrednio związanych z samą ideą toczenia wojen.
Wszystko płynie. Tyle, że dzisiaj świat ma te najlepsze lata za sobą, bo dzisiaj z każdej kolejnej wojny nie powstała żadna wspanialsza cywilizacja i pod tym względem wojny wydają się nie mieć głębszego sensu. Może jego postrzeganie w tej kwestii zmieni się za dziesięć czy piętnaście, może więcej lat, kiedy ta cywilizacja jeszcze bardziej rozwinie się.
Ja w to akurat wierzę, aczkolwiek teraz jestem zdania, że w czasach współczesnych wojny nie mają sensu. Bo postęp w medycynie już się dokonał, a teraz on ma miejsce w sposób najczęściej niezwiązany z wojną. Nie wiem wiele o technologii, ale mogę zgodzić się z tym, że technologia się rozwija. Bardziej kiedyś tak było, ale może kiedyś okaże się wojny, które teraz się toczą sprawiły, że ta rasa ewoluowała i powstała nowa, znacznie wspanialsza — odpowiedział po chwili namysłu, aczkolwiek może się mylił. W końcu miał więcej doświadczenia, nawet, jeśli był po prostu w miarę bezstronnym obserwatorem  i kiedyś naprawdę uważał, że dawniej wojny miały więcej sensu. Nie uważał się za tchórza. Był indywidualistą i faktycznie był przeznaczony do lepszych rzeczy.
Uniósł jedną z krzaczastych brwi, słysząc to prychnięcie. Zaskoczyło go ono i dlatego nieznacznie przechylił głowę w prawo niczym zaciekawione kocie.
Przeszkadza ci to, prawda? Nie urodziłeś się niewidomy — zwrócił się do niego po chwili, po tym, jak wyciągnął pewne wnioski z postawy tego mężczyzny. Było stosunkowo dobrym obserwowałem, chociaż zwykle widział to, co chciał.
To prawda — potwierdził to. Nie zamierzał odejść od stołu dopóki jego towarzysz nie skończy posiłku. Dobrze mu się z nim rozmawiało, co było dodatkowym powodem, by pozostać przy tym stoliku.

_________________
Tym kolorem piszę, gdy jestem MG (#e0c166)
avatar
Sawney

http://luciferum.forumpolish.com/t176-sawney http://luciferum.forumpolish.com/t177-sawney http://luciferum.forumpolish.com/t178-zadzwon-do-sawneya

Powrót do góry Go down

Re: Joe's Garage

Pisanie by Jude Blackburn on Wto Paź 31, 2017 12:34 am

Westchnął cicho, bo jego zdaniem właśnie wielkiego postępu nie było. A nawet jeśli był, to na pewno nie w tych miejscach, w których on był. Może u arabów dano by mu radę wyleczyć wzrok? W końcu tam wojna za wojną w sumie się toczy i na pewno coś z tego dobrego wynika. Chociaż jak to mówią, wojna wojnie nie równa i równie dobrze może się nic nie dziać.
-Teraz również tak jest, choć ludzie w swym mniemaniu doszli do momentu, gdzie nic więcej nie da się wymyślić. Bo przecież wszystko już jest, wszystko zostało powiedziane. A jedyne co nas czeka, to technologia, która nam ułatwi albo utrudni życie. Na szczęście, tego raczej nie doczekam – westchnął jakby z przekąsem, a może również z czymś na kształt ulgi. W jego sytuacji nic mu po technologii, chociaż gdyby nie nowa, niedawno wprowadzona, to nawet nie byłby w stanie zadzwonić do swoich rodziców. A tak to był i mógł nawet z nimi swobodnie rozmawiać. Rzadko, bo rzadko, ale mógł i to w jakimś stopniu było najważniejsze.
Może nie powinien o pewnych rzeczach mówić, może nie powinien się do nich przyznawać, nie powinien wspominać. Może dobrze by było, gdyby jego rozmówca sądził, że taki się urodził. Nie wiedział, czy tak było lepiej. Jedno wiedział na pewno…
-Mnie? Czemu miałoby mi to przeszkadzać. Jestem ponoć w najpiękniejszym kraju na świecie i nawet nie mogę go zobaczyć. Nawet jeśli, to teraz jestem i w żaden sposób nie można tego zmienić – odpowiedział ze wzruszeniem ramion, ale i w tym momencie rumieńce stały się większe. Oj tak, wkurzaj byłego żołnierza, który ma lekkie problemy z panowaniem ze sobą. Oczywiście niestwierdzone, bo przez długi czas, co innego było na tapecie „napraw” i zdecydowanie nie były to narastające problemy psychiczne.
Odsunął się gwałtownie od stołu, tak że ten się zatrząsł, ale nie wstał ze swojego miejsca. Zamiast tego „spojrzał” w kierunku wyjścia i wziął głęboki oddech. Starał się uspokoić, bo z jego złości nic nie wyjdzie.
avatar
Jude Blackburn

Kieszenie : Futerał na skrzypce, smyczek i telefon
http://luciferum.forumpolish.com/t184-judas-thorn-blackburn http://luciferum.forumpolish.com/t185-judas-blackburn#290 http://luciferum.forumpolish.com/t186-jude-s-phone#291

Powrót do góry Go down

Re: Joe's Garage

Pisanie by Sawney on Wto Paź 31, 2017 3:54 pm

Wszelaki postęp wymagał czasu, nieraz wymagał wiele lat a nawet wieków. Wymagał czasu, którego ludzie nie mieli. Rozumiał tego mężczyznę i jego dążenia do tego, by odzyskać utracony wzrok. Zastanawiał się, czy wpadł na to, by zwrócić się z pomocą do Zaświatowców. Niektórzy posiadali takie zdolności, które mogą przywracać zdrowie. Z drugiej strony… jeśli tacy, jak on się ukrywają to temu osobnikowi byłoby trudno znaleźć Zaświatowca, który mu pomoże. Aczkolwiek może jednego już znalazł.
Bo to prawda. Rzeczy, które tworzą ludzie powinny im ułatwiać życie, czy się mylę? Na szczęście? Dlaczego miałbyś tego nie doczekać? Zabrzmiało to bardzo pesymistycznie, wiesz o tym? — odpowiedział. Może powinien wypowiadać się o ludziach w inny sposób, jakby sam był jednym z nich, ale to nie było takie proste. Bo prawdą było, że był istotą odmienną i znacznie doskonalszą od ludzi. Naprawdę nie wiedział i nie rozumiał tego, dlaczego ten mężczyzna miałby tego nie doczekać. Brzmiało to jednak bardzo pesymistycznie. Może chciał zakończyć swoje życie.
Zaczynał mu współczuć, a to w jego przypadku bardzo rzadko zjawisko. Zwłaszcza względem ludzi, ale do niego poczuł jakąś przedziwną sympatię, także wynikającą z tego, że przypominał mu jego nieżyjącą już żonę. Poza tym w miarę dobrze dogadywali się.
Wiedział jednak, że ten mężczyzna może nie chcieć by mu inni współczuli i jest to zrozumiałe.
Przeszkadza ci to. Zapewne stało się to nagle i po tym jak straciłeś wzrok nie mogłeś się z tym pogodzić, nadal nie możesz. Wciąż szukasz, wciąż masz nadzieję, że jednak będzie możliwe jego odzyskanie. Możliwie dlatego tak myślisz o technologii i medycynie. A gdyby się dało zmieniłbyś to? — odpowiedział na jego słowa, drążąc ten temat z pewną świadomością. Widział, że go denerwował, ale to było dobre. Nie można w sobie dusić pewnych rzeczy. Nie wiedział, że ten mężczyzna ma lekkie problemy ze sobą, a raczej z panowaniem nad sobą. Podobno nie ma ludzi zdrowych, są tylko niezbadani. On może nie był człowiekiem, ale sam mocno odbiegał od normalności.
Uśmiechnął się kącikiem ust, widząc to, że Jude gwałtownie odsuwa się od stolika i czując, że przez to aż zatrząsł się ten stolik. Uchwycił to, że „spogląda” w stronę drzwi i najwyraźniej myśl o wyjściu.

_________________
Tym kolorem piszę, gdy jestem MG (#e0c166)
avatar
Sawney

http://luciferum.forumpolish.com/t176-sawney http://luciferum.forumpolish.com/t177-sawney http://luciferum.forumpolish.com/t178-zadzwon-do-sawneya

Powrót do góry Go down

Re: Joe's Garage

Pisanie by Jude Blackburn on Wto Paź 31, 2017 8:44 pm

Gdyby jeszcze umiał jakiegoś znaleźć, to może wpadłby na pomysł, żeby się zwrócić do niego z pomocą. Inną kwestią było to, że on nie wiedział jakie moce mają Zaświatowcy. A jeszcze jednym, dość poważnym problemem był fakt, że Jude nie umiał prosić o pomoc. Owszem, chętnie by wrócił sobie wzrok, ale z drugiej strony proszenie o coś takiego, to było zdecydowanie poza jego możliwościami. Bo Zaświatowcy to nie lekarze, którzy w miarę możliwości muszą udzielić pomocy.
-Powinny, ale tu pojawiają się takie problemy jak dostosowanie się do nowej technologii, nauczenie się obsługiwania jej. Niektórzy ludzie są na to za starzy, a innym brak odpowiednich możliwości poznawczych. Pewnie jakby poszukać znajdzie się więcej powodów, dla których to problem, a nie ułatwienie – odpowiedział ze wzruszeniem ramion. -Bo znając moje szczęście skonsumuje mnie jakieś choróbsko, ulegnę wypadkowi lub sam będę miał tego wszystkiego dość. Wiem i co z tego?
Rozpaczać nie zamierzał. Był starym psem, któremu raczej już nic nie pomoże. A obecny stan sprawiał że tylko popadał w coraz większą depresję. W dodatku depresję pomieszaną ze skłonnościami destrukcyjnymi i jeszcze problemy psychiczne, które wyniósł z wojska.
Normalnie mieszanka wybuchowa, która tylko czeka na odpowiedni moment by wybuchnąć. Nie zamierzał silić się na sztuczny optymizm, na szukanie pozytywów. On nawet ich nie chciał. Bo sam ich nie dostrzegał. Nie umiał się dostosować do sytuacji, w której się znalazł, a przez to miał poważne problemy z tym, by się odnaleźć czy chociażby spróbować zmienić nastawienie.
Słysząc co mówi Sawney na jego twarzy odmalowało się coś między przerażeniem, a bezdennym smutkiem i bezsilnością. Bo w sumie tak dokładnie było, ale to wcale nie znaczyło, ze chciał o tym słuchać. Właśnie dlatego znów te wszystkie emocje dosłownie wyparowały z twarzy Juda, by ich miejsce zająć mogła złość. Łatwiej było się złościć, nawet jak to nie miało sensu. To było łatwiejsze, niż pokazanie, że to naprawdę boli i męczy.
-Jestem zmęczony szukaniem rozwiązania, którego nie ma. Którego nie może mi dać ani medycyna, ani technologia – stwierdził, a właściwie warknął, co przy jego głębokości głosu mogło robić należyte wrażenie. -Nie da się, próbowałem wszystkiego, nawet przyjechałem do tego cholernego kraju! – Uderzył ze złością rękami w stolik, aż ustawione na nim rzeczy podskoczyły radośnie. Kubek z kawą się przewrócił, a resztka jego zawartości wylała się do ciasta. Cofnął dłonie ze stołu, a potem wziął głęboki oddech, przymykając oczy. Równie dobrze mógłby chodzić z zamkniętymi, różnicy mu to nie zrobi.
Nie chciał wyjść, chciał ochłonąć, ale to będzie trudne jeśli Sawney zamierzał drążyć ten temat.
avatar
Jude Blackburn

Kieszenie : Futerał na skrzypce, smyczek i telefon
http://luciferum.forumpolish.com/t184-judas-thorn-blackburn http://luciferum.forumpolish.com/t185-judas-blackburn#290 http://luciferum.forumpolish.com/t186-jude-s-phone#291

Powrót do góry Go down

Re: Joe's Garage

Pisanie by Sawney on Wto Gru 26, 2017 6:23 pm

Było to bardzo dziwne – w jednej chwili był tam, sparaliżowany i z piękną kobietą na kolanach, którą całował a w następnej już tutaj, w tej restauracji, czekając na obiad i rozmawiając z Jude o wielu rzeczach.
Wydawać by się mogło, że to sen, jednak zabrał coś ze sobą z tamtego wymiaru. Kieliszek do tequili, który teraz stał na stoliku w tej restauracji. Co do Lavini… może kiedyś spotka ją jeszcze raz i może ich spotkanie będzie wyglądać inaczej.
Pamiętał – jak przez mgłę – że rozmawiał o czymś ze swoim towarzyszem. Tak… rozmawiali w jakimś stopniu rozmawiali o Zaświatowcach, o technologii i dostosowaniu się do nowego świata, obecnych czasów.
Zanim rozpoczęła się jego przygoda w Miasteczku Koszmarów miał tyle mu do powiedzenia, ale tak nagły powrót był dezorientujący i wszystko to, co chciał powiedzieć, to, co miał na końcu języka zniknęło.
Było to bardzo niefortunne, bo to może doprowadzić do tak zwanej towarzyskiej katastrofy. Tym bardziej, że zanim został wciągnięty do innego wymiaru rozmawiali o ciekawych i ważnych rzeczach. Być może uda się to wyprostować.
… Co mówiłeś? — zdołał wyartykułować z siebie. W jego głosie pobrzmiewało zdezorientowanie, wywołane byciem w innym wymiarze i gwałtownym powrotem z niego do świata rzeczywistego. To naprawdę może doprowadzić do katastrofy towarzyskiej, bo brunet w jakimś stopniu dał upust swoim emocjom, co doprowadziło do wylania się kawy i paru innych rzeczy.

_________________
Tym kolorem piszę, gdy jestem MG (#e0c166)
avatar
Sawney

http://luciferum.forumpolish.com/t176-sawney http://luciferum.forumpolish.com/t177-sawney http://luciferum.forumpolish.com/t178-zadzwon-do-sawneya

Powrót do góry Go down

Re: Joe's Garage

Pisanie by Jude Blackburn on Wto Gru 26, 2017 6:42 pm

O zniknięciu swojego towarzysza nic nie wiedział, bo dla niego w tym momencie zatrzymał się czas. Właściwie wszystko stanęło, jakby zamrożone, ale tego nie wiedział. Bo nawet nie zdawał sobie z tego sprawy. Zresztą, sam śnił sen na jawie, który trwał zaledwie tyle, co mrugnięcie okiem.
Złość zdawała się uchodzić, ale to było tylko złudzenie. Rozmowa, którą prowadzili nie była ani trochę wygodna, ani trochę miła. Właściwie to była cholernie nieprzyjemna, bo nie lubił jak ludzie drążyli pewne sprawy, a to zdecydowanie robił ten mężczyzna. A potem gdy już dał prawdziwy upust emocją, gdy miał się już uspokoić i wysłuchać co mądrego miał do powiedzenia Sawney, dowiedział się, że ten nawet go nie słuchał. W dodatku brzmiał na zdezorientowanego. Och cudownie, czyżby mówił o takich nudnych rzeczach, że jego towarzysz postanowił sobie przysnąć? Cudownie. To sprawiło, że w jednej chwili Jude zrobił się czerwony i to bynajmniej nie ze zawstydzenia, chociaż częściowo również ono było źródłem tych rumieńców. Jednak głównym ich prowokatorem była złość.
-Nic! Nic nie mówiłem! – Wybuchł znów. Ręce już wcześniej cofnął od stołu i w sumie dobrze, bo teraz gdyby opierał je na blacie, to nic nie powstrzymałoby go przed podniesieniem go i rzuceniem w swojego towarzysza. Tak, w Anglii parę razy był notowany za agresywne zachowanie. Jednak w tym nie ma nic dziwnego. Po wojsku było naprawdę źle, a brak pewnych czynników z nim związanych sprawiał, że czuł się naprawdę… paskudnie.
Wziął głęboki oddech, policzył w myślach do dziesięciu, tak by faktycznie nie zacząć niczym rzucać.
-Widocznie jestem zbyt… mało interesującą osobą, by mnie słuchać – fuknął i w tym momencie zamierzał po prostu ruszyć ku drzwiom, tak by faktycznie wyjść. Zapomniał jednak o jednej małej rzeczy, swoim futerale na skrzypce, który oczywiście podstawił sobie niemal pod nogi, tak by go nie zapomnieć. Owszem, nie zapomniał o nim, a to głównie przez to, że się przez niego wywrócił. I pół biedy, gdyby tylko się wywrócił, ale przy wywrotce zahaczył głową o sąsiedni stół, więc dość mocno się uderzył. Za lekko by stracić przytomność, wystarczająco by polała się krew. Nie wydał z siebie jednak najmniejszego dźwięku, zamiast tego, chwycił za blat stołu, w który przyrżnął, by się z jego pomocą podnieść. Zrobił to chwiejnie, bo mimo wszystko, troszkę go zmroczyło.
-Durne skrzypce – warknął pod nosem. Spod jego ubrania wymknął się nieśmiertelnik, dwie blaszki informujące o jego personaliach, a także dacie urodzin.
avatar
Jude Blackburn

Kieszenie : Futerał na skrzypce, smyczek i telefon
http://luciferum.forumpolish.com/t184-judas-thorn-blackburn http://luciferum.forumpolish.com/t185-judas-blackburn#290 http://luciferum.forumpolish.com/t186-jude-s-phone#291

Powrót do góry Go down

Re: Joe's Garage

Pisanie by Sawney on Wto Gru 26, 2017 9:16 pm

Zanim został wciągnięty do tamtego wymiaru toczyli niekoniecznie miłą dla jego towarzysza rozmowę. Pamiętał to, że doprowadziła do tego, że temu mężczyźnie puściły nerwy, ale siłą rzeczy nie do końca wiedział, co on powiedział do niego zanim zniknął.
To nie było tak, że go nie słuchał. Robił to odkąd zaczęli rozmawiać na tak ciekawe tematy, tylko stało się coś, na co nie miał wpływu i o czym za bardzo nie mógł powiedzieć. A nawet gdyby powiedział to był prawie pewien, że ten mężczyzna by mu w to nie uwierzył.
Dezorientacja była związana z czym innym. Nie zdradzał nawet najmniejszych oznak senności – bo prawdą było, że on spać nie musiał i nie odczuwał senności. Z jednej strony było to dobre, z drugiej było trochę złe, bo wszyscy inni spali. Mieszkał jednak sam od wielu lat i z tego względu to nie było problemem.
Pomimo, że starał się otrząsnąć i uwolnić się od tego zdezorientowania dostrzegł to, że jego towarzysz zmienia kolor na czerwony, czyli najwyraźniej zdenerwował go jeszcze bardziej. Ten wybuch tylko to potwierdził.
Powiedziałby, że jednak coś mówił, jednak zdał sobie sprawę z tego, że nie ma dobrego argumentu. Biorąc pod uwagę prawdziwy powód tego, że go nie słuchał to żadne wytłumaczenie nie będzie stosowne. Bo nie było  dobrą wymówką to, że zamyślił się. Bo tego nie robił.
Chciałem cię prosić, byś mi to powtórzył, bo wiem… że zanim odpłynąłem rozmawialiśmy na wiele ciekawych tematów i miałem nadzieję na kontynuowanie jej. Szczególnie, kiedy się uspokoisz — zwrócił się do tego bruneta, starając się brzmieć na równie spokojnego co chwilę temu.
Gdyby rzucił stolikiem albo innymi rzeczami nie miałby mu tego za złe. Uznałby to za bardziej naturalne niż próbę opanowania się.
Gdybym za taką osobę cię uważał nie prosiłbym cię o powtórzenie i nie chciałbym z tobą rozmawiać, ale jeśli chcesz iść to nie będę cię zatrzymywać — odpowiedział i ciężko westchnął. Nigdy nie gonił za towarzystwem innych ludzi, szczególnie jeśli oni sami próbowali go unikać.
Nie spodziewał się tego, że mężczyzna potknie się o swój futerał na skrzypce i uderzy się o stół. Wystarczyło to, by poderwał się z miejsca i zbliżył się do niego.
Pomogę ci usiąść i przesunę ten futerał, co ty na to? — zwrócił się do tego mężczyzny. Wydawało mu się to słuszne, skoro się przewrócił i skoro go polubił, nawet, jak ten osobnik mu to utrudnia. Dostrzegł te nieśmiertelniki, które wyglądały na autentyczne i zrozumiał, że ma do czynienia z byłym żołnierzem.

_________________
Tym kolorem piszę, gdy jestem MG (#e0c166)
avatar
Sawney

http://luciferum.forumpolish.com/t176-sawney http://luciferum.forumpolish.com/t177-sawney http://luciferum.forumpolish.com/t178-zadzwon-do-sawneya

Powrót do góry Go down

Re: Joe's Garage

Pisanie by Jude Blackburn on Wto Gru 26, 2017 9:53 pm

Jakoś ciężko uwierzyć, w to rozmawianie o ciekawych rzeczach, skoro mimo wszystko odpłynął. Jakby faktycznie było ciekawie, to by go słuchał – dla Juda wydawało się to oczywiste. Zwłaszcza, że ostatni czasy lepszy był z niego słuchacz, niż faktycznie rozmówca. Łatwo go było zdenerwować, jeszcze trudniej uspokoić, czego obecna sytuacja była najlepszym dowodem. Chociaż prawda jest też taka, że gdyby go Sawney przed swoim zniknięciem nie rozzłościł, czy raczej zdenerwował, to może sprawa potoczyłaby się inaczej. Niestety piwo się rozlało, trzeba znaleźć ścierę i wytrzeć.
A niestety, jak Anglicy są zwykle flegmatykami, tudzież melancholikami, tak Sawney miał pecha trafić na gościa, który był cholerykiem. A co za tym idzie te słowa wiele mu nie miały pomóc, bo w tym momencie do Juda nic nie docierało. Zapewne potem będzie tego żałował, ale nie zrobi niczego, by uratować sytuację. Głównie dlatego, że będzie mu wstyd za swoje zachowanie i będzie niemalże pewien, że Sawney nie będzie chciał z nim rozmawiać. W ten w sumie sposób stracił naprawdę wielu znajomych, by ostatecznie zostać samemu. Co wcale nie było miłe, bo jednak człowiek zwierzę stadne, a co za tym idzie… towarzystwo mieć musi.
Tego, by uderzyć łbem w stół zdecydowanie nie miał w planach. Co więcej oznaczało to, że zaraz zleci się cała sala chętnych, by mu pomóc, bo niewidomy, bo zrobił sobie krzywdę, bo tyle mają litości dla takich ofiar jak on. A to go tylko jeszcze bardziej zdenerwowało. Tak, sama myśl, że ktoś chce się nad nim litować, wystarczyła, by się znów wkurzył.
Właśnie dlatego gwałtownie – zły pomysł – obrócił się przodem do Sawneya, chociaż by nie upaść, musiał się podeprzeć ręką, co zrobił, wspierając się na stoliku w który przyrżnął łbem.
-Nie chcę pomocy, nic mi nie jest – odpowiedział, chociaż zdecydowanie tak nie wyglądał. Z jego skroni leciała krew, bo chociaż rozcięcie nie było wcale głębokie czy szerokie, to z tego miejsca akurat leje się jak z kranu. Teraz nawet lepiej było widać te nieśmiertelniki i cóż, zdecydowanie to nie były podróbki. Głównie dlatego, że poza nazwiskiem i imieniem był jeszcze numer, który Jude dostał na stałe w momencie dołączenia do wojska, jego grupa krwi, a także krótka notka odnośnie wiary, którą wyznawał. Tak, by osoba, która znalazła go rannego i nieprzytomnego, mogła mu udzielić pomocy. A w przypadku śmierci, by pogrzeb odbył się w zgodzie z jego przekonaniami religijnymi.
avatar
Jude Blackburn

Kieszenie : Futerał na skrzypce, smyczek i telefon
http://luciferum.forumpolish.com/t184-judas-thorn-blackburn http://luciferum.forumpolish.com/t185-judas-blackburn#290 http://luciferum.forumpolish.com/t186-jude-s-phone#291

Powrót do góry Go down

Re: Joe's Garage

Pisanie by Sawney on Sro Gru 27, 2017 12:26 am

Być może kiedyś mu o tym powie, tak jak o wszystkich innych rzeczach – o tym, że jest Zaświatowcem, pokaże mu co potrafi albo chociaż powie o tym. To jednak zamierzał zostawić na ten moment, kiedy poznają się lepiej. Teraz jednak nabrał przekonania, ze może trochę zająć albo nawet nigdy nie będzie mieć miejsca.
Jest Zaświatowcem, który wiele już widział i niczym w tym momencie Jude go nie zaskoczył. Na razie też jego towarzysz dużo krzyczał, ale dopóki nie rzucił się na niego z pięściami było dobrze. Wtedy musiałby go trochę spacyfikować. Inaczej też podchodził do wielu aspektów relacji międzyludzkich. Wynikało to z innego postrzegania norm społecznych, które postrzega na swój sposób.
Ostatnie co robił to litowanie się nad nim. Względem ludzi miał stosunkowo mało litości, co wynikało z tego, co czego są zdolni. Wielu z nich z łatwością mógł znienawidzić, wyrządzić jakąkolwiek krzywdę czy nawet zabić. Czemu chciał mu pomóc? Bo tak wypada, bo go zdołał polubić i liczył, że się uspokoi na tyle, że będą mogli porozmawiać.
Chociaż uniósł jedną z krzaczastych brwi nieco w górę nie był zaskoczony tym, że brunet gwałtownie odwrócił się w jego stronę, wspierając się jedną z rąk na stoliku.
Siadaj. Nie interesuje mnie to, czego chcesz a czego nie — powiedział spokojnie, chociaż w jego głębokim głosie pobrzmiewała powaga i pewna twardość. W tym momencie traktował go jak małe, krnąbrne dziecko. Ułożył też dłoń na jego silnym barku i też pociągnął go lekko w dół, chcąc w ten sposób zmusić go do zajęcia miejsca na tym krześle. Jeśli usiądzie i nie będzie sprawiać problemów to będzie mógł zająć się tym małym krwawieniem.

_________________
Tym kolorem piszę, gdy jestem MG (#e0c166)
avatar
Sawney

http://luciferum.forumpolish.com/t176-sawney http://luciferum.forumpolish.com/t177-sawney http://luciferum.forumpolish.com/t178-zadzwon-do-sawneya

Powrót do góry Go down

Re: Joe's Garage

Pisanie by Jude Blackburn on Sro Gru 27, 2017 1:19 am

Gdy ktoś nagle traci możliwość samodzielnego życia, różnie na to reaguje. Są tacy, którzy się nad sobą użalają i nic nie robią z tym, by chociaż przywrócić sobie część sprawności i samodzielności. Są ci, którzy mimo przeszkód uczą się wszystkiego na nowo, a jednocześnie rozumieją to, że już nigdy nie wróci im pełna sprawność. A są również osoby jak Jude, który będąc osobą silnie niezależną, nagle stał się cholernie zależny, bowiem stracił najważniejszy ze zmysłów. Oczywiście, to nie była prawda, bowiem sam brunet pokazał, że jest w stanie sam się sobą zająć i wbrew pozorom nie potrzebuje niczyjej pomocy. I w sumie, jego przeświadczenie o tym, że nie potrzebuje pomocy, a ludzie się nad nim litują i mu czasem próbują na siłę pomóc, sprawiło, że nie umiał przyjąć nawet tej pomocy, której faktycznie potrzebował. Tak jak teraz.
Zmarszczył brwi, gdy Sawney po prostu kazał mu usiąść i stwierdził, że nic go nie interesuje, co o tym sądzi Jude. I to jeszcze może dałoby się jakoś naprawić. Potem jednak ten mężczyzna zrobił coś, czego chyba Jude najbardziej nie lubił.
Dotknął go. Co gorsza, nie uprzedził go o tym, a on niestety nie był w stanie… zauważyć tego, że mężczyzna wyciąga rękę i planuje ją oprzeć na jego barku.
I to była właściwie chwila. Sawney położył rękę na jego barku, a on nie dość że ją odepchnął, to potem działając całkowicie instynktownie – nie do końca, ale walić to – wyprowadził cios od dołu, celując w podbródek swojego „rozmówcy”, a że cela miał wciąż zaskakująco dobrego, w dodatku dokładnie znał położenie Sawneya, to istniało cholernie duże ryzyko, że trafi w co celował.
-Nie życzę sobie dotykania mnie, bez mojego przyzwolenia – takie właśnie słowa towarzyszyły temu ciosowi. Tak, w tym momencie można uznać, że Jude potraktował ten dotyk, jak atak. Żadna niewidoma osoba nie lubiła być dotykana bez ostrzeżenia. Zwykle powodowało to odruch w postaci podskoczenia, nerwowego drgnięcia, czasem faktycznie osoba niepełnosprawna mogła nam odwinąć, jeśli sądziła, że to atak czy próba napadu. I tak było właśnie w tym momencie – poniekąd.
avatar
Jude Blackburn

Kieszenie : Futerał na skrzypce, smyczek i telefon
http://luciferum.forumpolish.com/t184-judas-thorn-blackburn http://luciferum.forumpolish.com/t185-judas-blackburn#290 http://luciferum.forumpolish.com/t186-jude-s-phone#291

Powrót do góry Go down

Re: Joe's Garage

Pisanie by Sawney on Sro Gru 27, 2017 3:52 pm

Ta sytuacja doskonale pokazuje, że niektórzy ludzie są naprawdę głupi. Teraz wyglądał jak człowiek, jednak nie był nim i nigdy nie identyfikował się z tą grupą. Poza tym doskonale wiedział, ze nawet, jeśli chciałby być częścią tej społeczności to ona go nie przyjmie do siebie. Ludzie bali się Zaświatowców i to było słuszne.
On bardziej obawiał się zagrożenia ze strony ludzi, większości z nich nie ufał i czekał na moment, kiedy wystąpią przeciwko im, Zaświatowcom.
To na pewno będzie mieć miejsce, bo ludzie nie wyciągnęli żadnych nauk z poprzedniej podobnej sytuacji, nie rozumieją, że większość z nich chce po prostu sobie żyć w względnym spokoju. Sam to starał się robić i wcale nie było tak, że chciał zabić wszystkich ludzi. Co nie znaczy, że nie byłby w stanie tego zrobić i to w dogodny dla siebie sposób. Była to dobra wola, chociaż był zdania, że to nie miałoby znaczenia. Ludzie i tak wiedzieli lepiej.
On się nad nim nie litował – ludzie na coś takiego nie zasługiwali. Nie zasługiwali również na pomoc, czego najlepszym przykładem był Jude.
Chciał postąpić słusznie – nie ze szlachetnych pobudek i prób zbawienia tego zepsutego świata oraz równie zepsutych ludzi, ale dlatego, że tak wypada. Ten mężczyzna tego potrzebował i zdążył go polubić, nawet, jak okazał się głupcem. Podejrzewał, że trudno mu będzie dalej rozmawiać z tym głupcem. Nie tylko dlatego, że jest ranny, ale też głupi. Wybitnie nie lubił głupców.
Starał się zrobić to po dobroci, jednak to nie przyniosło pożądanego efektu a więc teraz przyszła kolej na użycie toporka zamiast miodku.
Miał świadomość, że powinien go o tym uprzedzić, jednak gdyby to zrobił zapewne ten głupiec nadal pozostał przy swoim. Westchnął ciężko, kiedy ten mężczyzna odepchnął jego rękę. To było coś, co jeszcze mógł przyjąć do wiadomości.
Dalsze zachowanie jego towarzysza potwierdziło jeszcze bardziej, że ludzie są głupi. Bo jeśli sobie tego nie życzył mógł powiedzieć, a nie próbować go zaatakować jakby co najmniej chciał go zabić a nie zmusić go do posadzenia mniej szlachetnej części ciała na krześle i pomóc, o czym wspominał już wcześniej. Niezależnie od jego motywów w tym momencie sparzył się po raz kolejny na ludziach.
Już miał powiedzieć, że skoro sobie tego nie życzy to powinien powiedzieć jak cywilizowany człowiek, ale musiał się uchylić do tyłu, by nie dostać w szczękę. Zwiększona percepcja i refleks, pomimo ograniczeń tego ciała pozwoliły mu uniknąć tego ciosu. Gdyby chciał postąpić tak, jak on bez wahania by mu oddał. To jednak mogło skończyć się bardzo źle dla tego mężczyzny, bo miał od niego więcej siły. Ponadto nie uśmiechało mu się wszczynanie bójki w restauracji, z której teraz pewnie ich wyrzucą.

_________________
Tym kolorem piszę, gdy jestem MG (#e0c166)
avatar
Sawney

http://luciferum.forumpolish.com/t176-sawney http://luciferum.forumpolish.com/t177-sawney http://luciferum.forumpolish.com/t178-zadzwon-do-sawneya

Powrót do góry Go down

Re: Joe's Garage

Pisanie by Jude Blackburn on Sro Gru 27, 2017 5:43 pm

Kiedy masz do czynienia z żołnierzem, spodziewaj się niespodziewanego. To powinno być motto żołnierzy albo czegoś w ten deseń. Jedno było pewne z bycia w gorącej wodzie kąpanym, nigdy nie wynika nic dobrego. I o tym w sumie przekonał się Jude, który naprawdę sporo siły – zresztą tak był uczony – włożył w cios, który zamiast osiągnąć cel, po prostu napotkał… brak oporu. To również sprawiło, że nie tyle zachwiał się niebezpiecznie, co po prostu stracił i tak chwiejną równowagę.
Z utratą chwiejnej równowagi wiązał się fakt, że tym razem zamiast rozbić sobie łba o kolejny stolik, po prostu poleciał do przodu – tak, znów się po części potknął o futerał skrzypiec – a że z przodu był tylko Sawney, to zaliczył mniej lub bardziej miłe lądowanie. A że ten Zaświatowiec wykonał unik, co sprawiło, że był odchylony do tyłu, to na pewno nie ułatwiło mu złapanie Juda, który runął na niego, niczym ścięte drzewo.
W ostatecznym rozrachunku obaj runęli na ziemię, co samo z siebie pewnie bolało, ale na szczęście w nic łbami nie przyrżnęli. Co więcej Jude w całkiem naturalnym odruchu złapał się Sawneya, mnąc mu ubranie zarówno na barku, jak i na piersi. Co więcej mężczyzna udolnie się skulił, jednocześnie tym samym wtulając się poniekąd w tego Zaświatowca. Sawney mógł poczuć gorący oddech Juda w miejscu gdzie szyja łączyła się z lewym barkiem, a także chłód metalowych blaszek na swojej piersi. Jedno z kolan tego niewidomego niebezpiecznie blisko swojego krocza, a także drugie oparte o lewe biodro.
Jude przełknął ślinę i tym razem zrobił się czerwony, chociaż bynajmniej nie ze złości. Ta z niego uleciała, jak powietrze z pękniętego balonu. Teraz pozostało jedynie zawstydzenie, a także resztki złości na samego siebie. Był też świadom w jaki złym położeniu się znalazł. A to poniekąd sprawiło, że zaczął się nieco wiercić, próbując się wybitnie niezgrabnie podnieść, zejść z tego mężczyzny.
-Prze… przepraszam… przepraszam... – zaczął dukać, jakby to było jakieś magiczne zaklęcie, które sprawi, że ta sytuacja stanie się chociaż odrobinę mniej krępująca.
avatar
Jude Blackburn

Kieszenie : Futerał na skrzypce, smyczek i telefon
http://luciferum.forumpolish.com/t184-judas-thorn-blackburn http://luciferum.forumpolish.com/t185-judas-blackburn#290 http://luciferum.forumpolish.com/t186-jude-s-phone#291

Powrót do góry Go down

Re: Joe's Garage

Pisanie by Sawney on Sro Gru 27, 2017 10:25 pm

Dobrze, że w tej sytuacji i postanowił nie postąpić tak samo, jak postąpił ten brunet. A że przez to co miało miejsce, przez to, że udało mu się uniknąć tego ciosu musiał mieć świadomość, że ten dureń może zrobić sobie większą krzywdę. Teraz już by mu nie pomógł, bo chwilę temu chciał to zrobić skończyło się jak skończyło. Na powtórkę z rozrywki również nie miał ochoty.
Tego, co stało się w następnej chwili w żadnym stopniu nie był w stanie przewidzieć. Nie spodziewał się, że jego towarzysz poleci do przodu, prosto na niego i że to doprowadzi do tego, że obaj wylądują ciężko na podłodze.
Nic więc dziwnego, że podczas tego upadku stęknął ciężko i na krótką chwilę brakło mu tchu w piersi, rzecz jasna pod ciężarem byłego żołnierza, który nie tylko złapał się go i jego ubrania, ale również nieco skulił się. Ostatecznie okazało się, że były żołnierz wtulił się w niego.
Poczuł też lekki dreszcz przechodzący po jego skórze, nie tylko w miejscu, które owionął oddech tego żołnierza, ale też podobny dreszcz przebiegł wzdłuż kręgosłupa. Czuł również chłód bijący od tych nieśmiertelników, chociaż to było nic w porównaniu z tym, że jedno z kolana bruneta znajdowało się niebezpiecznie blisko jego krocza a drugie było oparte o jego lewe biodro.
Wszystko to niosło ładunek przyjemności, chociaż podejrzewał, że to coś, czego tylko on doświadczył. Nie czuł też skrępowania ani żadnego wstydu. Były to rzeczy nienaturalne i niepasujące do tak wiekowej istoty, jak on. Było to zarezerwowane dla ludzi, a reakcja Jude’a tylko to potwierdziła.
Przepraszasz za to, że jesteś upartym osłem i debilem czy za to, że na mnie leżysz w niedwuznacznej pozycji po tym jak straciłeś równowagę? — zapytał jedynie tego mężczyznę. Dla niego bardziej istotny był pierwszy powód przeprosin, bo to co teraz miało miejsce było błahostką.
A to, że brunet zaczął się wiercić, próbując się nieudolnie, niezgrabnie podnieść sprawiło jedynie, że cicho westchnął. Nie miał nic przeciwko temu, o ile prowadziłoby to do czegoś więcej. W jakimś stopniu uznał to za zachętę do czegoś więcej i ostatecznie ułożył dłonie na pośladkach żołnierza i zacisnął na nich palce. W tym momencie też dotykał go bez uprzedzenia, ale jego hedonistyczna natura doszła do głosu.

_________________
Tym kolorem piszę, gdy jestem MG (#e0c166)
avatar
Sawney

http://luciferum.forumpolish.com/t176-sawney http://luciferum.forumpolish.com/t177-sawney http://luciferum.forumpolish.com/t178-zadzwon-do-sawneya

Powrót do góry Go down

Re: Joe's Garage

Pisanie by Jude Blackburn on Sro Gru 27, 2017 10:47 pm

Tego nikt nie był w stanie przewidzieć, bo w sumie kto by się spodziewał tego, że obaj się przewrócą i wylądują w niedwuznacznej sytuacji. I cóż, zdecydowanie można się było poczuć dziwnie, bo o przyjemności w tym momencie raczej nie było mowy – przynajmniej nie w przypadku Jude. On na razie był w stanie tylko dojść do wniosku, że upadli, że bolą go kolana, są w dziwnym położeniu i zdecydowanie powinien wstać. Dodatkiem do tego wszystkiego był fakt, że kręciło mu się w głowie i ostatecznie nie za dobrze się czuł. Chociaż to ostatnie było zdecydowanie winą tego wcześniejszego przyrżnięcia łbem w stolik.
Słysząc słowa Sawneya spiął się jeszcze bardziej, na szczęście rumieniec bardziej czerwonym stać się nie mógł. A też trzeba było chwili by załapał, co w ogóle do niego zostało powiedziane. Bo w sumie… przepraszanie było na miejscu, z kolei pytanie za co przeprasza nie szczególnie. Zwłaszcza, że to w tym momencie wydawało się oczywiste i nie miało żadnego związku z jego wcześniejszym zachowaniem, a z tym, co teraz się wydarzyło.
-Przecież to oczywiste, że... – chciał odpowiedzieć, ale w tym momencie Sawney chwycił go za tyłek, co sprawiło, że nie tylko przestał się poruszać. Przestał się wiercić, a także umknęło mu bardzo cichutkie i pełne nieśmiałości westchnięcie. I to w sumie nie wynikało z tego, że nigdy nie odczuwał pociągu do mężczyzn, ale z tego powodu, że w tym momencie zdecydowanie nie miał ochoty na to wszystko.
-Mogę wiedzieć… co robisz? – Odpowiedział nie będąc chętnym do tłumaczenia za co przeprasza. Zresztą w tej chwili był bardziej zainteresowany tym, co planował ten mężczyzna.
avatar
Jude Blackburn

Kieszenie : Futerał na skrzypce, smyczek i telefon
http://luciferum.forumpolish.com/t184-judas-thorn-blackburn http://luciferum.forumpolish.com/t185-judas-blackburn#290 http://luciferum.forumpolish.com/t186-jude-s-phone#291

Powrót do góry Go down

Re: Joe's Garage

Pisanie by Sawney on Czw Gru 28, 2017 1:09 am

Żyjąc tak długo doszedł do wniosku, że do pewnych uciech cielesnych potrzeba tylko miejsca. Tutaj było go pod dostatkiem. Należał do grona tych osób, które nie mają najmniejszych problemów z uprawianiem seksu w miejscach publicznych, z nagością i wieloma innymi rzeczami.
Potrafił być szczery do bólu i teraz był to jeden z najlepszych przykładów. Był zdania, że ten brunet powinien przeprosić go za bycie debilem, bo to, że na niego upadł i że na nim leży wybitnie mu nie przeszkadzało. W tym nie było nic złego, chociaż miał nieodparte wrażenie, że ich zdania w tej kwestii różnią się.
Z jego perspektywy była to właściwa reakcja na to, co miała miejsce, choć dzięki temu nie dowiedział się tego za co brunet go przeprasza. Trudno było mu określić charakter tego westchnięcia, ale możliwe, że trafił na takiego mężczyznę, który tylko ogląda się za kobietami albo nigdy nie zrobił czegoś więcej z mężczyzną.
Trzymam dłonie na twoich pośladkach — odpowiedział bez ogródek, jakoś też nie siląc się na dyskrecję. Nie cofnął też dłoni, ale te nie zacisnął ich nieco mocniej na pośladkach leżącego na nim bruneta.

_________________
Tym kolorem piszę, gdy jestem MG (#e0c166)
avatar
Sawney

http://luciferum.forumpolish.com/t176-sawney http://luciferum.forumpolish.com/t177-sawney http://luciferum.forumpolish.com/t178-zadzwon-do-sawneya

Powrót do góry Go down

Re: Joe's Garage

Pisanie by Jude Blackburn on Czw Gru 28, 2017 1:19 am

Gdyby byli w ubikacji, to jeszcze jakoś by uszło, ale w sumie byli w głównej sali, wszyscy się od paru minut na nich patrzyli. Właściwie od momentu w którym Jude postanowił się zapoznać bliżej ze stolikiem. Co więcej ich kolejna wywrotka wcale nie sprawiła, że mniej ludzi zaczęło się na nich gapić. Właściwie to wręcz przeciwnie, chociaż niektórzy widząc, ze Jude jest w dobrych rękach po prostu odwrócili wzrok i wrócili do swoich zajęć. Chociaż to wcale nie oznaczało, ze zostawią biednego, niewidomego samemu sobie. Niemniej teraz wszystko wydawało się być w porządku. Nawet krew ze skroni Juda się już tak nie lała, jak wcześniej.
Nie zamierzał przepraszać, za zachowanie do którego został mimo wszystko sprowokowany. Już nie wspominając o tym, że nic złego by się nie stało, gdyby nie fakt, że Sawney tak idiotycznie zapytał, czy mógłby powtórzyć. Od tego się w sumie cała ta rzeźnia zaczęła, a jeszcze fakt, że wcześniej go ten mężczyzna zdenerwował również niczego nie ułatwiał.
Ludzkie ciało nie ma orientacji, podnieca go pewien rodzaj dotyku i w sumie nie tylko. Co nie zmienia faktu, że w pewnych kwestiach Jude należał do osób bardzo rozwiązłych, ale również otwartych na nowe doświadczenia. W dodatku nigdy nie należał do osób, które ograniczają sobie w jakikolwiek sposób możliwości.
-Tyle zdążyłem zauważyć, bardziej chodziło mi o to… w jakim celu to robisz? – Sprecyzował swoje pytanie, bo wiedział, że to nieco pomoże. Zwłaszcza, że jego towarzysz na razie chyba nie zamierzał cofnąć dłoni, nie palił się również do tego, by pomóc mu wstać, a więc chyba wreszcie coś sobie zapamiętał. Brawa dla niego. Niemniej w tej pozycji ciężko było się Judeowi zorientować gdzie znajdują się przeszkody. Na tę chwilę był w sumie pewien tylko tego, gdzie jest Sawney i że na pewno znajdują się na podłodze.
avatar
Jude Blackburn

Kieszenie : Futerał na skrzypce, smyczek i telefon
http://luciferum.forumpolish.com/t184-judas-thorn-blackburn http://luciferum.forumpolish.com/t185-judas-blackburn#290 http://luciferum.forumpolish.com/t186-jude-s-phone#291

Powrót do góry Go down

Re: Joe's Garage

Pisanie by Sawney on Czw Gru 28, 2017 4:27 pm

Wszyscy od paru minut patrzyli na nich, bo jego towarzysz najpierw się potknął i zrobił sobie krzywdę, a on chciał mu pomóc i nie szło po dobroci to spróbował inaczej. Dostali dodatkowy powód do obserwowania ich, bo jego towarzysz chciał pokazać mu siłę swojej pięści i ostatecznie znów skończyli na podłodze.
Przeprosiny za to, co chciał mu zrobić, zachowując się jak nieokrzesany dzikus wypuszczony dopiero co z klatki w gronie cywilizowanych ludzi należały mu się, ale raczej ich nie doczeka. Niespecjalnie mu na tym zależało, aczkolwiek byłaby to miła odmiana. Najwyraźniej ten mężczyzna będzie musiał przemyśleć sobie pewne rzeczy.
To jedna z rzeczy, które robię osobom, które na mnie leżą i zwykle im się to bardzo podoba. Odnoszę wrażenie, że nie jesteś osobą, której się to podoba — odpowiedział najlepiej jak umiał, ale też niekoniecznie tłumacząc to w taki sposób, jak zapewne sobie życzył ten brunet. Takie tłumaczenie wydawało mu się zbędne, ponadto jak inaczej wytłumaczyć cel opierania rąk na pośladkach drugiej osoby? Mu wydawał się on oczywisty.
Było bardzo miło, ale muszę wstać — powiedział po chwili.
Może powinien powiedzieć „musimy wstać”, ale to oznaczało kolejną pomoc temu mężczyźnie, który mógłby zechcieć połamać mu rękę, gdyby wyciągnął do niego dosłownie pomocną dłoń. Teraz jego pomoc mogła okazać się jeszcze bardziej niezbędna, ale nie widział powodu, by tak chętnie ją okazywać. Niektórzy ludzie nie zasługiwali na to, by im pomagać.
Zamierzał pomóc, ale sobie. W tym celu ostrożnie przeturlał się wraz z tym mężczyzną, tym samym znajdując się na górze. Westchnął cicho i powoli się podniósł, wspierając się na rękach. Stał w pewnej odległości od leżącego mężczyzny, który najwyraźniej sam sobie poradzi albo będzie tak leżeć dopóki ktoś się nad nim naprawdę nie ulituje.

_________________
Tym kolorem piszę, gdy jestem MG (#e0c166)
avatar
Sawney

http://luciferum.forumpolish.com/t176-sawney http://luciferum.forumpolish.com/t177-sawney http://luciferum.forumpolish.com/t178-zadzwon-do-sawneya

Powrót do góry Go down

Re: Joe's Garage

Pisanie by Jude Blackburn on Czw Gru 28, 2017 11:15 pm

Dobrze, takiej odpowiedzi zdecydowanie się nie spodziewał. Czemu? Bo w sumie to brzmiało, jakby ten mężczyzna próbował mu wytłumaczyć na czym polegają ludzkie żądzę, albo cholera wie tak naprawdę co.
-Zwykle nie mam nic przeciwko takim… rzeczom, o ile osoba mnie dotykająca wcześniej nie wyprowadzi mnie z równowagi i nie doprowadzi do szewskiej pasji – odpowiedział, co wcale nie oznaczało, że mu się to nie podoba. Po prostu w tej chwili, nie myślał o takich „przyjemnościach” tylko raczej chciał się uspokoić, a także dojść z pewnymi rzeczami do ładu. A to, że jego rozmówca się do niego dobierał, wcale tego wszystkiego nie ułatwiało, bo można by rzec, że miał mały mętlik w głowie. Bo z jednej strony Sawney zachowuje się tak, że wywołuje u niego furię, a z drugiej strony… jakby miał na niego ochotę.
Chciał zwrócić uwagę na fakt, że również chętnie by wstał, ale ostatecznie nie było mu to dane, bo w tym momencie Sawney po prostu zamienił się z nim miejscem. Nie spodziewał się lądowania na podłodze, co sprawiło, że wydał z siebie zabawny pomruk zaskoczenia. Ta pozycja jednak było o niebo wygodniejsza dla samego Juda, bowiem nie potrzebował żadnego innego podparcia, by się podnieść. A co za tym idzie, jak tylko ten Zaświatowiec ruszył z niego dupę, powoli podniósł się do siadu, a potem ostrożnie wymacał, gdzie są okoliczne przeszkody – tak badał gdzie są krzesła, stół, nieszczęsny futerał – by potem ostrożnie się podnieść do pionu. Gdy już się podniósł, otrzepał nieco ubranie z kurzu i ogólnie brudu, by potem zwrócić twarz w stronę Sawneya, czy faktycznie na niego spojrzał? A skąd on biedny miał wiedzieć.
-Jeśli masz na mnie ochotę, to nie wyprowadzaj mnie z równowagi, tylko mi powiedz – odparł ze wzruszeniem ramion. Bezpośredniość tej wypowiedzi nieco się gryzła ze wcześniejszymi uroczymi rumieńcami, które w tej chwili były tylko uroczym wspomnieniem i niczym więcej. Teraz z Juda wyszedł żołnierz. Mogła to być ciekawa odmiana.
avatar
Jude Blackburn

Kieszenie : Futerał na skrzypce, smyczek i telefon
http://luciferum.forumpolish.com/t184-judas-thorn-blackburn http://luciferum.forumpolish.com/t185-judas-blackburn#290 http://luciferum.forumpolish.com/t186-jude-s-phone#291

Powrót do góry Go down

Re: Joe's Garage

Pisanie by Sawney on Pią Gru 29, 2017 4:36 pm

Wysłuchał tego, co ma do powiedzenia ten mężczyzna i prawdę mówiąc nie wydawał się być przejęty jego słowami. Jedynie westchnął ciężko, bo może wciągnął tego bruneta w niezbyt przyjemną dla niego rozmowę i potem na trochę zniknął co sprawiło, że nie był w stanie z nim rozmawiać a potem wszystko potoczyło się lawinowo.
To nawet interesujące… uważam jednak, że powinieneś popracować nad tym, by tak łatwo nie wyprowadzono cię z równowagi — zwrócił się do niego i tym razem niekoniecznie mówił do niego jak towarzysz rozmów, ale jako terapeuta. Był też zdania, że pewnych emocji nie można dusić w sobie, powstrzymywać ich.
Jego uwadze nie uszedł ten zabawny pomruk zaskoczenia. Kiedy się podniósł obserwował to, jak ten mężczyzna podnosi się do pionu w najgodniejszy dla siebie sposób.
Uniósł jedną z brwi, słysząc słowa tego bruneta i jak początkowo nie wiedział jak na nie zareagować to ostatecznie zaśmiał się cicho.
Czy wyprowadzanie kogoś z równowagi jest uważane za formę okazywania zainteresowania drugą osobą w sensie seksualnym? — Zapytał po chwili jak przestał się śmiać. Pierwszy raz spotykał się z czymś takim. Mógłby się z nim zabawić, nawet, jeśli uważał go za niezrównoważonego debila.
To byśmy musieli stąd wyjść — dodał po chwili i uśmiechnął się przelotnie, zarazem dwuznacznie. Podobała mu się też jego bezpośredniość.

_________________
Tym kolorem piszę, gdy jestem MG (#e0c166)
avatar
Sawney

http://luciferum.forumpolish.com/t176-sawney http://luciferum.forumpolish.com/t177-sawney http://luciferum.forumpolish.com/t178-zadzwon-do-sawneya

Powrót do góry Go down

Re: Joe's Garage

Pisanie by Jude Blackburn on Sob Gru 30, 2017 1:19 am

Zdecydowanie nie spodziewał się takiej uwagi. Zresztą on już miał za sobą nieco pracy z psychologami, którzy mimo wszystko zadbali o to, by nie był tak agresywny, jak w rzeczywistości mógł być. A powiedzmy sobie szczerze – chciał tylko uderzyć Sawneya. Zawsze mógł wyciągnąć broń – której oczywiście nie miał ze sobą – i próbować go zastrzelić. A wtedy nic dobrego by z tego nie wyszło.
Niemniej wolał nie komentować słów tego mężczyzny, bo jeszcze wyszłaby z tego kolejna kłótnia, a tego zdecydowanie nie chciał. Nie teraz, jak już się tarzali po podłodze, a Sawney pozwolił go sobie zmacać i udało im się zwrócić uwagę całej restauracji. I może nie widział, ale doskonale czuł na sobie spojrzenia tych wszystkich zgromadzonych tu ludzi. Zapewne zastanawiali się, co jeszcze odwalą.
-Nie sądzę, chociaż co kraj to obyczaj – odpowiedział ze wzruszeniem ramion. On się nigdy z czymś takim nie spotkał. Już nie mówiąc o tym, że na pewno nie okazałby w ten sposób komuś zainteresowania. Za dobrze wiedział, jak łatwo jest kogoś wkurzyć, a jak ciężko to potem odkręcić. W dużej mierze, wiedział to z autopsji, ale mniejsza już o to.
Uniósł w górę obie brwi.
-Więc faktycznie masz na mnie ochotę? – W tym momencie nieco był zaskoczony. Pamiętajmy jednak, że on sam siebie uważał w jakimś stopniu za żałosnego. Od momentu zostania ślepym, nie bardzo się palił do jakichś bliższych kontaktów z ludźmi. Właściwie to wszystkich od siebie odpychał, a mimo to Sawney chyba nie czuł się odepchnięty, czy zniechęcony.
avatar
Jude Blackburn

Kieszenie : Futerał na skrzypce, smyczek i telefon
http://luciferum.forumpolish.com/t184-judas-thorn-blackburn http://luciferum.forumpolish.com/t185-judas-blackburn#290 http://luciferum.forumpolish.com/t186-jude-s-phone#291

Powrót do góry Go down

Re: Joe's Garage

Pisanie by Sawney on Sob Gru 30, 2017 5:10 pm

Gdyby o tym wiedział, z pewnością powiedziałby, ze tamci psychologowie niekoniecznie dobrze spisali się. Efektem ich pracy powinno być to, że ten mężczyzna nie będzie stanowić zagrożenia dla siebie i innych. Gdyby nie okazał się mądrzejszy mogło być gorzej i temu brunetowi mogłaby stać się bardziej dotkliwa krzywda.
To, co sobie pomyślą o nim ludzie niekoniecznie go interesowało. To, co robił i z kim to była jego sprawa, nawet, jeśli był w miejscu publicznym. Dotąd też nikt mu nie powiedział, co o tym myśli.
To dlaczego to powiedziałeś? — zapytał lekko marszcząc krzaczaste brwi. Nieszczególnie rozumiał związek między tym, co było wcześniej a tym, że mógł mu się podobać i że mógłby chcieć z nim uprawiać seks.
Nie odmawiam, kiedy ktoś w sumie proponuje seks — odpowiedział szczerze.
Inną sprawą było to, że jego towarzysz był przystojny. Jego zachowanie było żałosne, poniżej wszelkiej krytyki, ale miał nieodparte wrażenie, że ten mężczyzna zdaje sobie z tego sprawę. Takie próby zniechęcania go nieszczególnie zdają efekt.
Pozostawało tylko dowiedzieć się, czy ten mężczyzna pisze się na to czy ich drogi w tym momencie rozejdą się.

_________________
Tym kolorem piszę, gdy jestem MG (#e0c166)
avatar
Sawney

http://luciferum.forumpolish.com/t176-sawney http://luciferum.forumpolish.com/t177-sawney http://luciferum.forumpolish.com/t178-zadzwon-do-sawneya

Powrót do góry Go down

Re: Joe's Garage

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach