Joe's Garage

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Joe's Garage

Pisanie by Luciferum on Pią Wrz 22, 2017 12:43 pm

obrazek
Klimatyczna restauracja, z naprawdę miłą obsługą. Zjeść tu można przepyszne śniadanie, obiad lub kolację. Można również posiedzieć przy szklaneczce czegoś mocniejszego. Idealne miejsce do spędzania czasu z przyjaciółmi, czy chociażby na wyjście gdzieś razem z paczką.
avatar
Luciferum

Kieszenie : Wszystko co potrzeba, by zmienić świat na lepsze.
http://luciferum.forumpolish.com/t36-wzor-karty-postaci#48 http://luciferum.forumpolish.com/t37-wzor-informatora#50

Powrót do góry Go down

Re: Joe's Garage

Pisanie by Sawney on Sob Paź 14, 2017 11:37 pm

Do tej restauracji nie było daleko, dlatego tam doszli stosunkowo szybko. W środku było parę osób, które jadły obiad lub czekających na podanie zamówionego posiłku. Nie zajmowali paru stolików, dlatego mogli przy jednym z nich usiąść, co zapewne niedługo już uczynią.
Podczas drogi starał się dopasować swoje tempo kroku do tego mężczyzny, który z powodu swojej niepełnosprawności poruszał się nieco wolniej od niego, a przede wszystkim ostrożniej. W dobrym tonie było to, by poinformować go, że są na miejscu oraz dopasować się do niego.
Jesteśmy na miejscu. Masz może swój ulubiony stolik? — powiadomił go oraz zadał mu to jakże ważne pytanie, które może też ułatwić pewne rzeczy. Jeszcze nie wiedział, co źle, ale na pewno coś dobrego zamówi i może okazać się, że to będzie porządny kawałek steku z ziemniakami i warzywami.
avatar
Sawney

http://luciferum.forumpolish.com/t176-sawney http://luciferum.forumpolish.com/t177-sawney http://luciferum.forumpolish.com/t178-zadzwon-do-sawneya

Powrót do góry Go down

Re: Joe's Garage

Pisanie by Jude Blackburn on Sob Paź 14, 2017 11:50 pm

Taki spacer był zdecydowanie przyjemny. No i miał tendencje dobrze robić na zdrowie. Niemniej dobrze, że znał drogę do tej restauracji, bo musiałby się dać temu mężczyźnie prowadzić, co niezbyt mu się podobało. Głównie dlatego, że starał się być możliwie jak najbardziej samodzielnym. I można w sumie powiedzieć, że dobrze mu to szło.
Że byli na miejscu… wiedział. Czuł znajomy zapach dobrego jedzenia, w dodatku słyszał typowe dla restauracji dźwięki. W dodatku otworzyli drzwi, więc zdecydowanie byli na miejscu, a to była dla niego dobra wiadomość.
-Zwykle… siadam w kącie pod ścianą – mówiąc to ruszył w stronę wspominanego stolika. Kilka osób tu pracujących przywitało się z nim ciepło, ale też głównie słownie. Bo oczywiście uniesionej ręki, by nie zauważył. Odpowiedział na to powitanie, a także nasłuchiwał, czy Sawney idzie za nim. Stolik, o którym mówił spokojnie mógł pomieścić – co w sumie było standardowe – cztery osoby, więc zdecydowanie nie zabraknie dla tego mężczyzny miejsca.
-Ostrożnie, Jude! Jakiś bęcwał nie wsunął krzesła po twojej lewej – krzyknęła pani za lady i uśmiechnęła się ciepło.
-Dzięki Maya – odpowiedział jej brunet i wsparł rękę na tym krześle, o którym mówiła. Wsunął je, na jego prawowite miejsce, by potem przejść pod swoją ścianę i tam ostrożnie wymacał stolik. Ostatni, przylegający do ściany, a także ten wcześniejszy. Przemknął między nimi, by potem usiąść na ławce pod drugą ścianą. Bezpieczne miejsce dla osoby niewidomej.
avatar
Jude Blackburn

Kieszenie : Futerał na skrzypce, smyczek i telefon
http://luciferum.forumpolish.com/t184-judas-thorn-blackburn http://luciferum.forumpolish.com/t185-judas-blackburn#290 http://luciferum.forumpolish.com/t186-jude-s-phone#291

Powrót do góry Go down

Re: Joe's Garage

Pisanie by Sawney on Nie Paź 15, 2017 8:38 pm

Dla niego też ten spacer był nad wyraz przyjemny, chociaż nie brał tym razem pod uwagę wpływu na jego zdrowie, co wynikało z tego, że nie chorował. Nie zaproponował temu mężczyźnie swojej pomocy, bo wychodził z założenia, że nie należy wychodzić przed orkiestrę. Gdyby jego towarzysz potrzebował jego pomocy, zapewne poprosiłby o nią. A nic takiego nie miało miejsca.
Za sprawą zapachu tego naprawdę mogła ślinka pocieknąć i człowiek oraz Zaświatowiec mógł zrobić się bardziej głodny i ta było w jego przypadku. Prawdą było jednak, że jako Zaświatowiec mógł wytrzymać dłużej bez jedzenia i picia. Może nawet nie musiał spożywać jakichkolwiek pokarmów, ale jedzenie było kolejną rzeczą, która doskonale wychodziła śmiertelnikom.
To możemy tam usiąść — odpowiedział i kiedy brunet ruszył w stronę zwykle zajmowanego przez siebie stolika, podążył za nim we wspomniane miejsce. Sam też powiedział „dzień dobry”. Ci ludzie tutaj czasem go oglądali i dlatego w dużej mierze się do nich już przyzwyczaił.
Nie zaskoczyło go zachowanie pracującej tutaj kobiety, która chciała uchronić jednego ze swoich klientów przed nieprzyjemnym uderzeniem albo potknięciem się.
Muszą cię tutaj bardzo lubić. Po tym, co widziałem, wybrałem bardzo dobrą restaurację, w której również troszczą się o swoich klientów. Nie gotuję w domu i dlatego przychodzę stołować się w tej, jak i kilku innych restauracjach — zwrócił się do tego mężczyzny, kiedy już usiedli przy jednym stoliku. On siedział naprzeciwko niego, na jednym z krzeseł.
avatar
Sawney

http://luciferum.forumpolish.com/t176-sawney http://luciferum.forumpolish.com/t177-sawney http://luciferum.forumpolish.com/t178-zadzwon-do-sawneya

Powrót do góry Go down

Re: Joe's Garage

Pisanie by Jude Blackburn on Nie Paź 15, 2017 8:52 pm

W sumie to prędzej sam zrobiłby sobie krzywdę, niż o pomoc prosił. Co już kilka razy miało miejsce, ale cóż poradzić, gdy jest się tak upartym człowiekiem? Ba, cóż poradzić na ten moment, w którym nie umiesz się pogodzić z faktem, że jesteś niepełnosprawny i ze wszystkich sił starasz się wszystkim – a także sobie – udowodnić, że nie potrzebujesz wcale pomocy w życiu. Że nawet nie widząc, jesteś w stanie zrobić to samo, co osoba normalnie widząca.
Pomoc, jakiej mu udzieliła ta kobieta, była jeszcze dopuszczalna. Głównie dlatego, że nie oznaczała kontaktu fizycznego. Poza tym powiedziała mu o przeszkodzie, która mogła być problemem nawet dla osób, które normalnie widzą.
Usłyszał, że mężczyzna się dosiadł i delikatnie się do niego uśmiechnął.
-Zdarza mi się tu jadać – odparł ze wzruszeniem. On tego sympatią by nie nazwał. Ludzie często się litowali nad osobami niepełnosprawnymi. I w sumie zachowanie tutejszej obsługi było najlepszym tego dowodem. Słysząc ten wywód o trosce, niewiele brakowało by parsknął śmiechem. Dzielnie się przed tym powstrzymał. Na wspomnienie o nie gotowaniu w domu zaś uniósł jedną z brwi.
-Musisz cierpieć w takim razie na nadmiar pieniędzy – było to trochę przesadzone, bo restauracje w Nowej Zelandii nie były wcale drogie. Poza tym wszystko zależało od tego co się jadło i gdzie się jadło. Joe’s Garage było akurat miejscem smacznym, ale również stosunkowo tanim.
Podeszła do nich kelnerka, Sawneyowi podała kartę dań.
-Polecam danie dnia: żeberka baranie w miodzie z soczewicą lub słodkimi ziemniakami – zaproponowała z ciepłym uśmiechem. Jude podparł ręką brodę i lekko się uśmiechnął. Nawet nie odwrócił głowy w stronę kelnerki.
-Dla mnie to co zwykle – powiedział, a kelnerka zaraz coś zanotowała w notesiku.
-A dla pana? – zapytała spoglądając na Sawneya.
avatar
Jude Blackburn

Kieszenie : Futerał na skrzypce, smyczek i telefon
http://luciferum.forumpolish.com/t184-judas-thorn-blackburn http://luciferum.forumpolish.com/t185-judas-blackburn#290 http://luciferum.forumpolish.com/t186-jude-s-phone#291

Powrót do góry Go down

Re: Joe's Garage

Pisanie by Sawney on Nie Paź 15, 2017 11:45 pm

Sam delikatnie się do tego mężczyzny. Jak dotąd było naprawdę miło i trudno temu zaprzeczyć.
Zatem to całkiem prawdopodobne, że będziemy jadać razem… przynajmniej od czasu do czasu — odpowiedział.
Prawdą było, że on nie rozumiał wielu zachowań ludzi, ale jedno też było pewne, że nie litował się nad wieloma ludźmi. A już na pewno nie litował się nad tym brunetem.
Zaśmiał się znów, słysząc, że musi cierpieć na nadmiar pieniędzy. W jakimś stopniu tak było, bo praca terapeuty okazała się nad wyraz opłacalna, a on dawno temu zachłysnął się wieloma rzeczami i teraz wszystko mu spowszedniało, w czym nie było nic dziwnego.
Nie wiem, czy cierpię nad nadmiar pieniędzy, ale wydaje mi się, że dobrze nimi gospodaruję, skoro starcza mi na wszystko — odpowiedział spokojnie. Na jedzenie zdarzało mu się więcej wydawać, ale to było wtedy, kiedy chciał zjeść coś naprawdę dobrego.
Kiedy podeszła do ich stolika kelnerka i podała mu kartę dań, sięgnął po nią i zaczął wertować oraz wodził po jej kartach spojrzeniem.  Danie dnia mu nie odpowiadało.
Dzisiaj poproszę średnio wysmażony stek z ziemniakami z jakąś sałatką oraz czarną herbatę z cytryną — odpowiedział. Było to zdecydowanie dobre danie w dzisiejszym dniu, chociaż zastanawiał się jeszcze nad deserem.
Mogę cię o coś zapytać? — zwrócił się do tego mężczyzny, do którego nieznacznie się też nachylił.
avatar
Sawney

http://luciferum.forumpolish.com/t176-sawney http://luciferum.forumpolish.com/t177-sawney http://luciferum.forumpolish.com/t178-zadzwon-do-sawneya

Powrót do góry Go down

Re: Joe's Garage

Pisanie by Jude Blackburn on Pon Paź 16, 2017 1:24 pm

Uniósł w górę jedną z brwi, bo co by nie powiedzieć. Zabrzmiało to dziwnie. Zwłaszcza, to wspomnienie o tym, że mogą jadać razem. Na razie jednak nic o tym nie mówił, bo w sumie… czasem ciężko odgadnąć co siedzi w głowie drugiej osoby. W tej chwili wolał się również nad tym nie zastanawiać, bo jeszcze by wymyślił coś wybitnie głupiego.
-To też jakaś możliwość – odpowiedział ze wzruszeniem ramionami. Zdarzali się ludzie, którzy umieli dobrze gospodarować pieniędzmi. On w sumie nigdy nie przywiązywał wagi do pieniędzy, chociaż nigdy też nie cierpiał na ich brak. Po prostu był jedną z tych osób, których pieniądze się trzymają. Poza tym grając na ulicy był w stanie sobie zawsze trochę dorobić, gdy mu z nauczycielskiej pensji nie starczało.
Kelnerka z uśmiechem zanotowała, co sobie życzy Sawney.
-Dobrze, dla ciebie to co zwykle – mówiąc to kelnerka spojrzała na Jude, który skinął powoli głową. -A dla pana średnio wysmażony stek z ziemniakami, sałatką oraz czarna herbata z cytryną. Chwilkę będzie trzeba zaczekać.
Po tych słowach odeszła, by zamówienia przekazać jednemu z kucharzy. Za ten czas mogli się oddać rozmowie tudzież innym tego typu czynnością, by zabić czas. A deser w sumie mógł zamówić później.
-O co chcesz mnie zapytać? – Zapytał całkiem spokojnie. W zależności od pytania, zdecyduje czy na nie odpowiedzieć czy też nie.
avatar
Jude Blackburn

Kieszenie : Futerał na skrzypce, smyczek i telefon
http://luciferum.forumpolish.com/t184-judas-thorn-blackburn http://luciferum.forumpolish.com/t185-judas-blackburn#290 http://luciferum.forumpolish.com/t186-jude-s-phone#291

Powrót do góry Go down

Re: Joe's Garage

Pisanie by Sawney on Pon Paź 16, 2017 5:06 pm

Dla niego nie było w tym nic dziwnego, bo z tego, co zauważył przez te wszystkie lata spożywają wspólnie posiłki, nawet, jeśli niekonieczne dobrze się znają. On nie miał nic więcej na myśli niż to, o czym powiedział. A też zapewne będą się mijać albo w rzeczywistości nic nie będzie mieć miejsca.
Tobie też najwyraźniej nie brakuje pieniędzy. Długo nauczasz muzyki w tutejszej szkole? — zwrócił się do tego mężczyzny, decydując się zadać mu parę niezobowiązujących i pytań odnośnie jego życia. O sobie nic nie mówił, a też ten mężczyzna o to nie pytał. Jeśli zapyta z pewnością udzieli mu odpowiedzi na to pytanie czy też pytania.
Nie wiedział, co zamawia jego towarzysz, ale zapewne dowie się niedługo, w chwili podania ich zamówień. Kelnerka dobrze zanotowała jego zamówienie i może nie zostanie pomylone. Dotąd w tym względzie go nie zawiedli i zapewne teraz to się nie zmieni.
Co myślisz o tych całych zaginięciach mieszkańców Luciferum? Myślisz, że Oni są za to odpowiedzialni? —Zapytał półgłosem. Najlepszy sposób na dowiedzenie się, co jego rozmówca myśli o Zaświatowcach jest podpytanie o ostatnie wydarzenia, a to właśnie zrobił. Może jego towarzysz był niewidomy, ale są inne media przyjazne niewidomym, więc Jude z pewnością nie jest odcięty od świata.
avatar
Sawney

http://luciferum.forumpolish.com/t176-sawney http://luciferum.forumpolish.com/t177-sawney http://luciferum.forumpolish.com/t178-zadzwon-do-sawneya

Powrót do góry Go down

Re: Joe's Garage

Pisanie by Jude Blackburn on Pon Paź 16, 2017 11:00 pm

Uniósł w górę obie brwi, słysząc że mu również pieniędzy widocznie nie brakowało. Cóż, dziwne założenie zwłaszcza, że jeszcze nie dawno Sawney widział jak gra na skrzypcach na molo. I w sumie nie byłoby błędne, gdyby w czasie czynienia tego… nie zbierał drobnych datków od słuchaczy – którzy w sumie sami te datki rzucali. I on by się zdecydowanie w ten sposób nie nazwał. Miał szacunek do pieniądza, a ten w zamian za to, się go trzymał.
-Nie nazwałbym tego, w ten sposób. 2 miesiące – odpowiedział szczerze, bo to akurat nie była jedna z tych rzeczy, o których nie chciało się mówić, lub mówiło się ciężko. Nie zamierzał się jednak chwalić, że w samej Nowej Zelandii jest niewiele dłużej, ale już mniejsza o to.
To pytanie go nieco zaskoczyło. A też sprawiło, że uniósł w górę jedną z brwi.
-Jacy oni? Jakie zaginięcia? Wiesz… nie jestem na bieżąco z prasą – odpowiedział z krzywym, chociaż również na swój sposób przepraszającym uśmiechem. Cóż jako osoba niepełnosprawna miał nieco utrudnione korzystanie ze źródeł masowych informacji, ale też jakoś nie odczuwał wybitnego przymusu by takie rzeczy śledzić. Od pewnych informacji ze świata odciął się już dawno, bo tak było po prostu wygodniej.
avatar
Jude Blackburn

Kieszenie : Futerał na skrzypce, smyczek i telefon
http://luciferum.forumpolish.com/t184-judas-thorn-blackburn http://luciferum.forumpolish.com/t185-judas-blackburn#290 http://luciferum.forumpolish.com/t186-jude-s-phone#291

Powrót do góry Go down

Re: Joe's Garage

Pisanie by Sawney on Wto Paź 17, 2017 1:50 pm

Z tego, co zaobserwował ten mężczyzna niekoniecznie gra na tym molu dla pieniędzy i to też ustalił w toku rozmowy z tym mężczyzną, który nie prosił miejscowych ludzi o datki. Była to ich dobra wola. W pewnym sensie wydało mu się to fascynujące, nawet, jak sam zachował się tak, jak oni i dał temu mężczyźnie pieniądze.
Rozumiem. Jesteś od niedawna w Luciferum? Czy przedtem robiłeś coś innego? — odpowiedział i delikatnie się uśmiechnął. Ten mężczyzna nie musiał się tym chwalić, bowiem był osobą na tyle spostrzegawczą, że potrafił dostrzec parę możliwości w oparciu o to, że ten mężczyzna był Anglikiem i to, że od dwóch miesięcy uczył muzyki w szkole. Mogło okazać się, że jest tutaj dłużej i robił coś innego zanim dostał posadę nauczyciela muzyki.
Dostrzegł to, że to pytanie zaskoczyło tego mężczyznę i to było zrozumiałe, chociaż wydawało mu się, że ten mężczyzna słucha radia, w którym zapewne też mówili o tym, co miało miejsce. On zaś z radia nie korzystał za bardzo i chętniej kupował gazety.
Zaświatowcy. Niektórzy uważają, że są odpowiedzialni za te zaginięcia ludzi, ale ja tak nie myślę. Niby dlaczego mieli to robić? Co by im to dało? Zaginął niejaki John Clifford i Sharon Nagata. Wyszli o zmierzchu i nie wrócili. Dziwne, prawda? — odpowiedział, znów półgłosem.. Nie było tak, że nie dopuszczał tej myśli do świadomości, że to jednak Zaświatowcy są za to odpowiedzialni, ale by to twierdzić są potrzebne dowody a tych dotąd nie było. Mógł być to jakiś człowiek, bo prawdą było, że ludzie nie byli święci i potrafili być nieraz gorsi niż oni, Zaświatowcy.

_________________
Tym kolorem piszę, gdy jestem MG (#e0c166)
avatar
Sawney

http://luciferum.forumpolish.com/t176-sawney http://luciferum.forumpolish.com/t177-sawney http://luciferum.forumpolish.com/t178-zadzwon-do-sawneya

Powrót do góry Go down

Re: Joe's Garage

Pisanie by Jude Blackburn on Wto Paź 17, 2017 5:10 pm

Można było podejrzewać, że to pytanie o długość pobytu w tym mieście padnie. W końcu przyznał się ile pracował. A to mogło nasunąć różnego rodzaju wnioski. Praca była bardzo miła i w sumie niezwykle się cieszył, że został zauważony.
-Jestem od niedawna w Luciferum. Chociaż wcześniej również robiłem coś innego – wzruszył w tym momencie ramionami. Wcześniej również pracował, chociaż to miało miejsce na długo przed jego przyjazdem do Nowej Zelandii. No i zanim był nauczycielem, ale w sumie mógł się przyznać, że miał jeszcze wcześniej pracę. Chociaż wolał o niej nie mówić.
Zresztą jego rozmówca znalazł sobie zdecydowanie lepsze tematy do rozmowy. Jak chociażby ta seria dziwnych zniknięć. Coś mu się o uszy obiło, w końcu pracował w miejscu publicznym, różni ludzie o tym rozmawiali. Nikt jednak do tej pory nie pytał go o zdanie w tej sprawie, a to głównie dlatego, że nie miał zdania w tej sprawie, no i nie specjalnie go to interesowało. Właśnie dlatego nie przysłuchiwał się radiu, ani żadnym innym mediom.
-Może to dziwne zabrzmi, ale niespecjalnie widzę różnicę między Zaświatowcami, a ludźmi. I… szczerze mówiąc, nie bardzo mam zdanie, czy tez określone stanowisko w tej kwestii. Znaczy w kwestii tych zaginięć – odpowiedział marszcząc delikatnie brwi. Nawet jeśli spotkał do tej pory jakiegoś Zaświatowca, to i tak nie był tego świadom. Bo ten albo mu się nie przyznał albo nie robił z tego wielkiego halo. A to wszystko wydawało mu się… dziwne. Bo w sumie takie szukanie na siłę kozłów ofiarnych było poniekąd chore.
-Niemniej to faktycznie dziwne. Nie raz, nie dwa wychodziłem po zmierzchu i nic mi się nie stało – tym razem odpowiedzi towarzyszyło wzruszenie ramionami. Pora jak pora, chociaż niby nie specjalnie dobra, bo to pora gdy pojawiają się potwory i może coś w tym jest. A może to po prostu głupie przesądy.
avatar
Jude Blackburn

Kieszenie : Futerał na skrzypce, smyczek i telefon
http://luciferum.forumpolish.com/t184-judas-thorn-blackburn http://luciferum.forumpolish.com/t185-judas-blackburn#290 http://luciferum.forumpolish.com/t186-jude-s-phone#291

Powrót do góry Go down

Re: Joe's Garage

Pisanie by Sawney on Wto Paź 17, 2017 11:58 pm

Dobrze było dowiedzieć się, ile jego rozmówca jest w tym mieście. A prawdą było, że on znał większość mieszkańców tego miasta, nawet, jeśli faktycznie nie zamienił z nimi ani jednego słowa. Było to właściwe, aczkolwiek trochę nielegalne. Jednak zasady były po to, by je łamać.
Czyli dobrze myślałem. Rozumiem — odpowiedział i chociaż mogłoby się wydawać, że zapyta o to, co robił wcześniej, ale jednak to nie nastąpiło. Znał umiar w swoich pytaniach, które teraz też zadawał, by zabić czas, jaki wiązał się z oczekiwaniem na realizację zamówienia.
Chciał wybadać, jakie nastawienie ma do nich, Zaświatowców ten mężczyzna i w tym nie było nic dziwnego. Wolał się nie przyznawać, że jest Zaświatowcem, nie wiedzą, jakie nastawienie do nich ma ten mężczyzna i też nie chciał tego robić w miejscu publicznym, co wcale nie było dziwne. Mógłby to ktoś usłyszeć i wtedy mogłoby się zrobić nieprzyjemnie.
To, co powiedział jego rozmówca było zaskakujące, chociaż też na swój sposób miłe, bo brunet najwyraźniej bardzo neutralnie do nich, Zaświatowców. To zmieniało jego pogląd na całą sprawę i stosunek do tego mężczyzny. Takiej osobie chętniej wyjawiłby to, kim jest.
Czyli masz do nich neutralny stosunek. To bardzo rozsądna postawa, którą wykazuje się niewielu mieszkańców tego miasta, zwłaszcza w obecnej sytuacji —stwierdził. Tak odbierał wypowiedź tego mężczyzny. Usiadł też wygodnie na zajmowanym przez siebie krześle, by oprzeć dłonie na blacie stolika. Zacisnął jedna dłoń w pięść, luźno, by na niej ułożyć drugą, lekko zginając przy tym palce.
Masz rację. Ja również i nic mi się nie stało. Jestem skłonny sądzić, że oni po prostu wyszli z domu i opuścili miasto, nawet, jeśli nie zrobili tego razem — wyraził swoje zdanie w tej kwestii, które mogło okazać się prawdą.
avatar
Sawney

http://luciferum.forumpolish.com/t176-sawney http://luciferum.forumpolish.com/t177-sawney http://luciferum.forumpolish.com/t178-zadzwon-do-sawneya

Powrót do góry Go down

Re: Joe's Garage

Pisanie by Jude Blackburn on Sro Paź 18, 2017 11:37 am

Zapewne większość Zaświatowców myślało to samo. Niewidomy, to nie zauważy – nawet jak przy nim użyje swoich umiejętności – że jestem Zaświatowcem. I w ten sposób sobie z nim pogrywali. I dlatego mimo iż Jude był bardzo ciekaw tych Zaświatowców, to trwał w błędnym przekonaniu, że nigdy żadnego nie spotkał. Choć podejrzewał, że mógł mieć z paroma takimi kontakt, ale podobni jak czarni, nie obnosili się z tym, kim byli, bo to w sumie było coś normalnego. A on za niegrzeczne uważał pytanie każdego, czy jest Zaświatowcem, bo on chciałby takowego „zobaczyć”.
I takie w sumie jego kulawe szczęście.
-Raczej bym powiedział, że jestem ich ciekaw, ale tak. Mam względem nich neutralny stosunek – przytaknął, chociaż dodał też te trzy grosze od siebie. Zdecydowanie był ich ciekaw, ale jak wcześniej było wspomniane, wszyscy oni brzydko z nim pogrywali. Zresztą najlepszym tego przykładem był Sawney, który przecież nawet nie wyglądał inaczej niż ludzie.
Przechylił lekko głowę, słysząc że jego rozmówca zmienia położenie na krześle. Widocznie coś go do tego skłoniło, tudzież poczuł się bardziej zrelaksowany. Wszystko było możliwe.
-Cóż nawet jeśli w tym mieście jest coś dziwnego, to nie znaczy, że wszystko co się w nim stanie to wina Zaświatowców. A ludzie czasem znikają, nic się nie da na to poradzić – powiedział i wzruszył ramionami. W tej chwili również przyszły ich zamówienia i można było zacząć jeść. Sawney dostał to co chciał, podobnie jak Jude, który miał powoli duszony kawałek baraniny z kawałkami cebulki, ziołami, a także frytkami. Uśmiechnął się czując zapach tego dania i wziął się za jego konsumowanie.
avatar
Jude Blackburn

Kieszenie : Futerał na skrzypce, smyczek i telefon
http://luciferum.forumpolish.com/t184-judas-thorn-blackburn http://luciferum.forumpolish.com/t185-judas-blackburn#290 http://luciferum.forumpolish.com/t186-jude-s-phone#291

Powrót do góry Go down

Re: Joe's Garage

Pisanie by Sawney on Sro Paź 18, 2017 7:37 pm

On jak dotąd nie użył swoich zdolności na tym mężczyźnie. Nie było mu to potrzebne w tym momencie i raczej sobie z nim nie pogrywał. Wiele zależało od tego, co powie. Bo może wybada go na tyle, że będzie mógł wyznać mu to, że jest Zaświatowcem. To jednak było coś, co musi przemyśleć, bo miał świadomość, że pewne rzeczy mogą się zmienić pod wpływem pewnych okoliczności, które mogą zaistnieć. A teraz sytuacja mogła przechylić się niekorzyść Zaświatowców.
Dlatego przeprowadziłeś się do tego miasta, by zaspokoić swą ciekawość? To miło z twojej strony — zapytał. Wydawało mu się to dobrym powodem do tego, by się przeprowadzić. To było miłe z jego strony. Była to optymalna forma, która pozwalała mu na przystosowanie się do nowego środowiska życia i zapewniała mu jakieś bezpieczeństwo. Ponieważ wygląda jak ludzie jest mniejsza szansa na to, że zostanie przez nich zaatakowany niż gdyby miał na przykład rogi czy ogon. Nie pogrywał z nim specjalnie.
W istocie poczuł się swobodniej, bo w końcu zdołał się dowiedzieć co jego rozmówca myśli o nich, Zaświatowcach.
Bo jest w nim coś dziwnego, ale uwielbiam je. Jest naprawdę wyjątkowe. Bezsensowne jest obwinianie za wszystko Zaświatowców. To prawda i może okazać się, że zaginieni okażą się cali i zdrowi — odpowiedział. Naprawdę uwielbiał to miasto i swoje życie w nim. Co prawda, brakowało mu żony, ale miał wspaniałe dzieci, z których byli dumni.
Kiedy przyniesiono dania, sam przez chwilę przyjrzał się daniu tego mężczyzny i stwierdził w duchu, że następnym razem go spróbuje. Bo pachniało naprawdę ładnie. Sam zaczął konsumować swój stek z ziemiankami i sałatką.
avatar
Sawney

http://luciferum.forumpolish.com/t176-sawney http://luciferum.forumpolish.com/t177-sawney http://luciferum.forumpolish.com/t178-zadzwon-do-sawneya

Powrót do góry Go down

Re: Joe's Garage

Pisanie by Jude Blackburn on Sro Paź 18, 2017 11:48 pm

Niewiele brakowało, by się w tej chwili roześmiał. Nieco go bawiła ta teoria jego towarzysza, może właśnie dlatego ostatecznie zaczął się śmiać. Nie trwało to jednak wybitnie długo.
-W sumie to przed wprowadzeniem się do Luciferum, nawet nie wiedziałem, że mieszka tu coś więcej niż ludzie – przyznał się otwarcie, bo co będzie oszukiwał, że zrobił to z premedytacją. W sumie to chciał uciec od zgiełku dużych miast, od ludzi, którzy chcieliby mu na siłę pomagać. Chciał trafić w totalną dzicz, gdzie nikt nie zwracałby na niego najmniejszej uwagi tudzież traktowałby go normalnie.
No i czymś takim okazało się właśnie Luciferum. Chociaż nie do końca udało mu się uciec przed ludzką pomocą. Ale przed tym chyba nie da się uciec i może powinien być za nią czasami wdzięcznym.
Skinął lekko głową, by potem zabrać się za spokojne jedzenie. Na szczęście pewne rzeczy miał na tyle dobrze ogarnięte, że nie potrzebował by ktoś mu coś kroił, czy chociażby go karmił. A to czyniło go naprawdę szczęśliwym, bo gdy się tego wszystkiego uczył, to w sumie czuł się jak dziecko. Małe, muszące się uświnić dziecko, któremu z trudem przychodzi samodzielne jedzenie i potrzebuje pomocy dorosłych.
Odetchnął cicho, a także wydał z siebie głęboki pomruk zadowolenia, gdy ponad połowa zawartości jego talerza zniknęła. Zdecydowanie zaspokoił pierwszy głód, a to poniekąd oznaczało, że można było wolniej jeść, a także oddać się przyjemności, jaka płynęła z rozmowy.
-Swoją drogą, strasznie bronisz tych Zaświatowców… należysz do jakiegoś ruchu ich wyzwolenia, czy czegoś w ten deseń? – Może nie powinien pytać o coś takiego, ale w sumie był ciekaw. No i dopiero teraz, gdy na spokojnie się nad tym wszystkim zastanowił, to doszedł do wniosku, że jego rozmówca, bardzo lubił twierdzić, że Zaświatowcy są niewinni i w ogóle nie mają nic wspólnego z tym zamieszaniem i w sumie nie tylko. Oczywiście drugim wnioskiem, który się w takim momencie nasunął, był fakt, że mógł mieć do czynienia z Zaświatowcem, ale o to tym bardziej nie zamierzał pytać. Jeszcze by się naraził swemu rozmówcy, a tego nie chciał.
avatar
Jude Blackburn

Kieszenie : Futerał na skrzypce, smyczek i telefon
http://luciferum.forumpolish.com/t184-judas-thorn-blackburn http://luciferum.forumpolish.com/t185-judas-blackburn#290 http://luciferum.forumpolish.com/t186-jude-s-phone#291

Powrót do góry Go down

Re: Joe's Garage

Pisanie by Sawney on Czw Paź 19, 2017 8:46 pm

Uniósł jedną z krzaczastych brwi, słysząc śmiech swojego towarzysza. Nie przeszkadzało mu, że się śmieje za jego sprawą albo za sprawą jego słów. Słuchając śmiechu bruneta doszedł do wniosku, że jest on bardzo miły dla ucha i że jego towarzysz lubi się śmiać.
Rozumiem, chociaż sądziłem, że przeprowadziłeś się tutaj dla zaspokojenia swojej ciekawości — odpowiedział i wesoło uśmiechnął się do niego.
Z tego, co zdążył już zaobserwować, jego towarzysz dobrze sobie radzi w codziennym życiu i ze swoją niepełnosprawnością. Było to godne podziwu. Chociaż miał nieodparte wrażenie, że w innych kwestiach jest mu bardzo trudno.
Mu też obiad bardzo smakował, dlatego chętnie go jadł i ze smakiem. Z tym nie zamierzał się śpieszyć, dlatego sam jadł powoli swoje danie i jednocześnie chętnie uczestniczył w rozmowie. Słysząc słowa swojego towarzysza, ponownie uniósł nieco w górę jedną z gęstych brwi.
Bronił Zaświatowców, bo sam był jednym z nich, ale swoim pytaniem brunet uświadomił go o jednej rzeczy. A mianowicie o tym, że nie wpadł na to, że taki ruch może w ogóle zaistnieć, ale skoro już to wie, może udałoby się coś takiego stworzyć.
Nawet nie wiedziałem, że taki ruch może zaistnieć. Nie ma czegoś takiego w tym mieście, ale może miałoby szansę powstać. Podsunąłeś mi genialny pomysł. Jesteś ciekaw Zaświatowców, więc mógłbyś pomóc mi założeniu organizacji ich wspierającej — wyznał wielce rezolutnie, ale należało wspomnieć, że ten pomysł bardzo mu się spodobał i nic więc dziwnego, że w przypływie entuzjazmu postanowił w to wciągnąć tego mężczyznę. Nie wiedział, co on na to, ale może również spodoba mu się ten pomysł.
avatar
Sawney

http://luciferum.forumpolish.com/t176-sawney http://luciferum.forumpolish.com/t177-sawney http://luciferum.forumpolish.com/t178-zadzwon-do-sawneya

Powrót do góry Go down

Re: Joe's Garage

Pisanie by Jude Blackburn on Pią Paź 20, 2017 8:24 pm

Roześmiał się i pokręcił lekko głową.
-Ciekaw to jestem teraz, ale nie zapowiada się na to, bym miał tą swoją ciekawość kiedykolwiek zaspokoić. Widocznie Zaświatowcy unikają mnie jak ognia – stwierdził ze wzruszeniem ramion. Dołowanie się było jego ulubionym zajęciem w ostatnim czasie, a to głównie dlatego, że i tak nic lepszego go w życiu nie czekało. Wzrok mu magicznie nie wróci, a bez niego był zdecydowanie bezużyteczny. Już nie wspominając o tym, że pewnie większość osób miała go za żałosnego, co by go wcale nie zdziwiło, bo właśnie taki był.
Żałosny.
A potem niewiele brakowało, by się roześmiał. Bo w sumie jak inaczej miał na to zareagować? Dorosły facet, z odchowanymi dziećmi nie wiedział, że może powstać taki ruch. Trochę to dziwne, a przynajmniej takie się wydało w tym momencie Judasowi. A potem był w sumie jeszcze bardziej zaskoczony, bo nie sądził, że jego ciekawość będzie powodem by go w ten „genialny” plan mieszać.
-To Nowa Zelandia, tutaj każdy ruch, organizacja, a także inna działalność społeczna może mieć miejsce. Zresztą, takie cuda nie tylko w Nowej Zelandii, bo w każdym innym kraju, również mogą być – odpowiedział ze wzruszeniem ramion. Dobrze jednak, gdy taki ruch nie ma złych zamiarów. Bo wtedy trzeba interweniować. A już dawno minęły czasy, gdy on był w stanie w czymkolwiek interweniować. -Bycie ciekawym, a współtworzenie takiego ruchu czy organizacji, to dwie różne rzeczy. Wiesz o tym? Poza tym… jakbyś nie zauważył, jestem niewidomy i raczej żadna będzie ze mnie pomoc. Bardziej będę dla ciebie kulą u nogi – powiedział poważnie. Opuścił również głowę i zaczął grzebać widelcem w swoim talerzu. Oczywiście nie widział gdzie jest jedzenie, więc ślizgał się po gładkiej powierzchni, co było źródłem dźwięku podobnego do źle nastrojonych skrzypiec.
avatar
Jude Blackburn

Kieszenie : Futerał na skrzypce, smyczek i telefon
http://luciferum.forumpolish.com/t184-judas-thorn-blackburn http://luciferum.forumpolish.com/t185-judas-blackburn#290 http://luciferum.forumpolish.com/t186-jude-s-phone#291

Powrót do góry Go down

Re: Joe's Garage

Pisanie by Sawney on Nie Paź 22, 2017 1:08 am

Uśmiech nie schodził mu z ust, chociaż po chwili delikatnie przygryzł dolną wargę. W dużej mierze rozważał to, czy by się nie ujawnić przed tym mężczyzną, ale wydawało mu się na to, że  na to było jeszcze za wcześnie. W dodatku ta restauracja nie była dobrym miejscem do tego. Było to na swój sposób zabawne.
Wbrew pozorom to małe miasto i może się zdarzyć, że ich spotkasz i poznasz, a tym samym zaspokoisz swoją ciekawość — odpowiedział. Było to naprawdę małe miasto, a też miał okazję poznać najpewniej pierwszego Zaświatowca, nawet, jeśli o tym jeszcze nie wiedział.
Jako Zaświatowiec był nauczony bronić się sam i to przy użyciu wszystkich znanych mu metod. Tego właściwie nauczył się od ludzi, którzy czasem robią złe rzeczy, by ochronić to, co drogie. Teraz tylko chciał ochronić swoje dzieci nawet, jak były dorosłe. Wiedział, że to całe prawo powstało po to, żeby ich nie chronić, a kontrolować. Mogło być to dalekie od prawdy, ale łatwiej byłoby mu uwierzyć w to, że ludzie się ich boją i chcą kontrolować niż to, że chcą ich chronić. To, go spotkało, kiedy jego żona żyła było tego najlepszym przykładem. Jeśli nadal będą oskarżani o zaginięcie ludzi to prawo ich nie ochroni.
Taki ruch mógłby pomóc innym Zaświatowcom, ale także być okazją do zagrania nieprzychylnie nastawionym ludziom na nosach. Wciągnięcie w to człowieka, będącego do nich przychylnie nastawionego wydawało się dobrym pomysłem. Jude miałby szansę na poznanie Zaświatowców i mógłby zrobić coś pożytecznego. Poza tym zapewne lepiej od niego orientował się w całej biurokracji.
Rozumiem… niekonieczne dobrze orientuję się w sprawach związanych z biurokracją. Nie wiem, czy wystarczy ich zwołać, zachęcić do udziału czy coś więcej — odpowiedział z wyraźnym zakłopotaniem.  Naprawdę się w tym nie orientował. Swoje też robił fakt, że dał się ponieść chwili, jak rzadko popłynąć z prądem, ale potem przyjdzie zdrowy rozsądek i zacznie nad tym myśleć, rozważać wszystkie „za i przeciw”.
Zdaję sobie z tego sprawę. Jak na niewidomego całkiem dobrze sobie radzisz z codziennym życiem, co jest nad wyraz.. fascynujące i raczej nie sprawiasz wrażenia kuli u nogi. Zresztą to bardzo dziwne porównanie… ta kula u nogi — odpowiedział i prawdę mówiąc nie wydawał się zrażony tym, co ten brunet mu powiedział i nie wyolbrzymiał tak, jak on właśnie w ten sposób. Ludzie nieraz mieli takie dziwne związki frazeologiczne, powiedzenia, czym potrafili go wprawić w szczere zdumienie. Ten dźwięk był trudny do zniesienia, ale nic nie mówił tylko skończył swój obiad.
avatar
Sawney

http://luciferum.forumpolish.com/t176-sawney http://luciferum.forumpolish.com/t177-sawney http://luciferum.forumpolish.com/t178-zadzwon-do-sawneya

Powrót do góry Go down

Re: Joe's Garage

Pisanie by Jude Blackburn on Nie Paź 22, 2017 6:39 pm

Pokręcił lekko głową, a ciemna grzywka opadła na jego czoło. Cóż, on już dawno przestał bawić się w przesadny optymizm. Właściwie to już od dawna był takim pesymistą jakich w sumie na świecie mało.
-Chyba prędzej na mnie meteoryt spadnie, niż Zaświatowca spotkam – wzruszył w tym momencie ramionami, a także roześmiał się… gorzko. Cóż optymizm to się aż z niego wylewał. Strumieniami.
Nie rozumiał również tej nagłej ekscytacji jego kolegi. Nie rozumiał skąd ta radość z utworzenia własnego ruchu. A co go na dobrą sprawę obchodzili Zaświatowcy i ich… sprawy. Powiedzmy sobie szczerze, mogli sobie żyć, jak im się żywnie podobało, a ludziom nic do tego. Co ważniejsze, ludzi to nie powinno w ogóle obchodzić. A w takim kraju jak Nowa Zelandia, to już w ogóle wszystkim powinno zwisać i powiewać – przynajmniej tyle zauważył Jude.
Potem znów jedna z jego ciemnych brwi powędrowała w górę. Naprawdę? Po to był mu potrzebny.
-Wiesz… biurokracja od jakiegoś czasu, nie jest moją mocną stroną. A dokładnie od momentu, jak nie jestem w stanie przeczytać aktów prawnych, ani niczego w tym stylu – westchnął. -A… ruch, czy organizację możesz sobie założyć od tak, chociaż zacząłbym od czegoś mniejszego. Może klubu zrzeszającego osoby przychylne, popierające Zaświatowców, no i samych Zaświatowców. – Tyle mógł podpowiedzieć, ale zrobić więcej za tego mężczyznę nie mógł. Właściwie to w ogóle nie należał do osób, które lubią robić coś za innych.
Zwłaszcza, że w tych czasach wszystko było na wyciągnięcie ręki. Można się było przejść do urzędu, można się było rozejrzeć po internecie. Naprawdę istniało wiele możliwości i dróg działania.
-Z pewnymi jego aspektami, owszem, radzę sobie, bo innego wyjścia nie mam. Ale są rzeczy, z którymi sobie nie poradzę – ostatnie zdanie wypowiedział niemal przez zaciśnięte zęby. Oj tak, nie chciał mówić głośno, że sobie z czymś nie poradzi, bo to było poniekąd oczywiste, ale on wciąż się z tym nie zgadzał.
avatar
Jude Blackburn

Kieszenie : Futerał na skrzypce, smyczek i telefon
http://luciferum.forumpolish.com/t184-judas-thorn-blackburn http://luciferum.forumpolish.com/t185-judas-blackburn#290 http://luciferum.forumpolish.com/t186-jude-s-phone#291

Powrót do góry Go down

Re: Joe's Garage

Pisanie by Sawney on Pon Paź 23, 2017 11:56 pm

Uniósł ponownie jedną z krzaczastych brwi za sprawą wypowiedzi tego mężczyzny. Na jego miejscu uważałby z takimi życzeniami, bo jeszcze mogą się spełnić. Najzabawniejsze było to, że spotkał właśnie Zaświatowca.
Mieszkając w tym mieście uważałbym z takimi życzeniami, bo mogą się spełnić i co wtedy? Wtedy najpewniej nie miałbyś szansy na to drugie — odpowiedział trochę pół żartem pół serio.
W tym momencie nad wyraz nie rozumiał ludzi, których zachowania nie podzielał. Z tego, co zaobserwował, oni lubią się umartwiać, użalać się nad sobą. A to było coś, czego on nie robił i nie uznawał. Kiedy umarła jego żona oznaczało to koniec pewnego etapu w jego długim życiu, ale nie zamierzał rozpaczać.
Przemijanie było czymś naturalnym. Może być tak, że nawet kiedyś on przeminie, nawet, jeśli jest jedną z tych istot, które są potrzebne w tym świecie. Tak, jak Śmierć. Elementy większej machiny.
Zdaję sobie z tego sprawę. Ja mogę czytać, ale co mi po tym, jeśli nie będę w stanie tego zrozumieć? Kiedyś prawo było prostsze — odpowiedział i cicho westchnął. Gdy jego żona żyła umiała mu to wyjaśnić, ale od tego czasu prawo się zmieniło. Pamiętał też czasy, kiedy prawo było tak jak proste jak „oko za oko, ząb za ząb”. A dzisiaj samosądy są potępiane, co z jednej strony jest dobre, jak i złe. — Gdybym się zdecydował na taki klub dołączyłbyś? — zadał mu ważne pytanie. Może będzie tak chciał dołączyć, a jak nie to trudno. Pewnie i tak się rozmyśli i powróci do roli bezstronnego obserwatora, czekając na właściwy moment do działania.
To naturalne. Zresztą… to tak, jak u mnie. Ja nie radzę sobie z biurokracją i z obsługą niektórych urządzeń elektrycznych… na przykład, chociaż to nie to samo — odpowiedział. Ludzie z wieloma rzeczami sobie nie radzą, zresztą nie tylko oni. Sam jest tego najlepszym przykładem.
Zamówiłbym sobie jakiś deser. Szarlotkę. Dla ciebie też? — stwierdził, by potem zwrócić się do swojego towarzysza.
avatar
Sawney

http://luciferum.forumpolish.com/t176-sawney http://luciferum.forumpolish.com/t177-sawney http://luciferum.forumpolish.com/t178-zadzwon-do-sawneya

Powrót do góry Go down

Re: Joe's Garage

Pisanie by Jude Blackburn on Wto Paź 24, 2017 12:17 am

Chcąc nie chcąc ten pół żart skomentował śmiechem, bo w sumie… jak inaczej mógłby to skomentować? Nie znał tego miasta, ale teraz zdecydowanie będzie uważał z tym, jakie życzenia wymawia, bo mimo wszystko meteorytem oberwać by nie chciał. Już wystarczy, że nie widzi. Płaski niczym podpaska być dodatkowo nie musi. Zwłaszcza, że to byłoby nieco kłopotliwe.
-Kiedyś? W tym momencie nie brzmisz jak mów rówieśnik, a raczej jak dziadek, który już tyle widział i tak bardzo tych czasów nie ogarnia – stwierdził ze śmiechem, tym razem on żartował. Biedny nie wiedział, jak blisko był wyjaśnienia tej tajemnicy. Może, kiedyś będzie mu to dane, a może będzie żyć w błogiej nieświadomości aż do końca swych dni, co w sumie nie byłoby niczym dziwnym.
-Hm… może, jakbyś miał dobry pomysł na ten klub. Zwłaszcza, że mimo wszystko można mnie nazwać zwolennikiem Zaświatowców – odpowiedział spokojnie. Choć w tym momencie przypomniał sobie, że miał się już w takie sprawy nie mieszać. Ale z drugiej strony, co miał lepszego do roboty? Mógł albo grać na ulicy albo uczyć tego grania dzieciaki. Jego życie stało się… nudne, a brakowało mu pewnych… elementów dawnego życia.
Głównie tej adrenaliny, niby wciąż ćwiczył, ale czuł jak się starzeje. Jego ciało dużo szybciej ulegało zniszczeniu, niż ciało innych ludzi. I to nieco go… smuciło.
-Znów brzmisz, jak stary dziadek – stwierdził z rozbawieniem. W tym momencie miał również ochotę sięgnąć do twarzy tego osobnika dłonią, głównie po to, by go „zobaczyć”, ale w ostatniej chwili się powstrzymał, chociaż już tą dłoń podniósł i chciał sięgnąć w stronę źródła dźwięku.
-Tak, może być… mają tu dobre… szarlotki – wydukał w odpowiedzi, by potem cicho westchnąć. Skończył jeść, a kelnerka pozbierała ich talerze. On zwykle w takim momencie zamawiał kawę, a że bywał tu dość często, to panna wiedziała co należy w tym momencie zrobić.
Dlatego już po chwili przyszła zamówiona przez Sawneya szarlotka, dla nich obu, a także kawa, którą zwykł zamawiać Jude.
avatar
Jude Blackburn

Kieszenie : Futerał na skrzypce, smyczek i telefon
http://luciferum.forumpolish.com/t184-judas-thorn-blackburn http://luciferum.forumpolish.com/t185-judas-blackburn#290 http://luciferum.forumpolish.com/t186-jude-s-phone#291

Powrót do góry Go down

Re: Joe's Garage

Pisanie by Sawney on Sro Paź 25, 2017 4:35 pm

Był tutaj od początku istnienia tego miasta i dotąd nie widział, by czyjeś życzenia miały taką moc sprawczą, ale ponieważ to miasteczko zostało stworzone przy udziale magii i bogów należało dopuszczać każdą możliwość. Były tutaj siły, z którymi też nie należało igrać, chociaż nie każdy zdawał sobie z tego sprawę.
Za sprawą słów swojego towarzysza, który zwrócił uwagę na bardzo istotną rzecz powinien odczuć zakłopotanie, dlatego też nieco nerwowo dotknął swoich włosów i zaczął się nimi bawić. Właściwie trafił w sedno, bo nieraz naprawdę nie potrafił sobie poradzić z nowymi czasami i też on miał inny system wartości. W procesie adaptacji zdołał sobie przyswoić ich pewne zachowania.
Tak. Interesuję się historia świata, dlatego może to tak wyglądać, jakbym był dziadkiem a nie twoim rówieśnikiem — odpowiedział, niezbyt rozmijając się z prawdą. Bo w pewnym sensie właśnie interesował się historią świata. Był jej świadkiem. W rzeczywistości był dziadkiem. Nieraz mu to ciążyło, jak każdemu, kto żyje wręcz wiecznie. Bardzo często obserwował, jak wszystko przemija i znał nieuchronność tego procesu.
Mogę o czymś pomyśleć. Gdyby ten klub powstał mógłby zrzeszać tych, którzy myślą tak jak tym, że nie taki diabeł straszny, jak go malują — odpowiedział i na chwilę się nad zamyślił.
To była ta lepsza wersja, bo też zastanawiał się nad konsekwencjami tej decyzji i tym, czy może dojść do eskalacji tlącego się konfliktu. Drugą alternatywą było zbieranie Zaświatowców, którym nie podoba się to, że ludzie narzucili im akty prawne, ograniczenia w imię nie ich bezpieczeństwa, ale w imię swojego, ze strachu, w pewnym sensie stygmatyzując ich, bo trzeba się ujawnić i podać im wszystko co do joty na swój temat, co może zwrócić się przeciwko im. W coś takiego trudno jednak wciągać ludzi. Wszystko zależało od rozwoju sytuacji. Mogło okazać się, że za tymi zaginięciami stoją faktycznie Zaświatowcy i wtedy otwarte występowanie przeciwko ludziom nie będzie rozsądne.
Wiem, że brzmię, ale to prawda — odpowiedział i cicho zaśmiał się. Nie umknęło to jego uwadze, ale sam nic nie powiedział.
Tak myślałem i dobrze, że nie odmawiasz kawałka dobrego ciasta — odpowiedział niefrasobliwie. Ludzkie życie było bardzo kruche i ulotne, więc powinni przeżyć je jak najlepiej. Nigdy nie wiedzą, czy kawałek ciasta nie będzie ich ostatnim. Wiedział, że niektórzy mieli ważniejsze rzeczy do zrobienia na tym świecie, ale na drobne przyjemności zawsze musi być pora. A kiedy podano szarlotkę zaczął ją powoli jeść.
avatar
Sawney

http://luciferum.forumpolish.com/t176-sawney http://luciferum.forumpolish.com/t177-sawney http://luciferum.forumpolish.com/t178-zadzwon-do-sawneya

Powrót do góry Go down

Re: Joe's Garage

Pisanie by Jude Blackburn on Sro Paź 25, 2017 8:02 pm

Zdenerwowanie bardziej usłyszał, niż faktycznie zobaczył. W końcu… nie widział, co jego towarzysz robi ze swoimi włosami, za to doskonale usłyszał, że coś robi. Drapie się, przeczesuje włosy, a może po prostu próbuje się oczyścić z czegoś, co ma na twarzy. Cokolwiek by to nie było… nie zwrócił na to w sumie większej uwagi. Ludzie w jego otoczeniu zwykli robić dziwne, a czasem i przeciętne rzeczy.
-Och to ciekawe. Znaczy… historia świata, to coś co każdy powinien znać, ale dobrze, że są jeszcze ludzie, których to bardziej interesuje – powiedział z delikatnym uśmiechem. Można więc powiedzieć, że Sawney ładnie z tego wybrnął, chociaż żartowanie odnośnie jego wieku, nie było wcale dowodem na to, że domyślał się, kim ten mężczyzna jest. Bo szczerze mówiąc – nie domyślał się.
Skinął głową, bo to prawda, że właśnie tak klub mógłby działać. Zresztą, czemu miałby działać inaczej? Na pewno znajdzie się w mieście wiele osób przychylnym Zaświatowcom, bo przecież żyli z nimi tutaj już od kilkudziesięciu lat. Więc, czemu nagle teraz wszyscy mieliby ich znienawidzić? To było na swój sposób chore, ale nie takie rzeczy się już na świecie działy.
Zaśmiał się cicho.
-Dobrze, że wciąż ćwiczę, bo w tym mieście robią naprawdę dobre ciasto – stwierdził ze śmiechem, chociaż swojego ciasta jeszcze nie ruszył. Ostrożnie za to sięgnął dłonią do kubka z kawą, chociaż… chwilkę go szukał, robiąc to bardzo ostrożnie by nie wylać napoju i nie oblać się gorąca kawą. A gdy w końcu mu się to udało z cichym westchnięciem chwycił naczynie w dłonie i po prostu tak siedział. „Wpatrując się” w jego wnętrze.
avatar
Jude Blackburn

Kieszenie : Futerał na skrzypce, smyczek i telefon
http://luciferum.forumpolish.com/t184-judas-thorn-blackburn http://luciferum.forumpolish.com/t185-judas-blackburn#290 http://luciferum.forumpolish.com/t186-jude-s-phone#291

Powrót do góry Go down

Re: Joe's Garage

Pisanie by Sawney on Pią Paź 27, 2017 3:08 pm

Takie rzeczy nieraz trudno ukryć przed pełnosprawnymi ludźmi, jak i niewidomymi. Dobrze jednak, że ten osobnik nie zaczął się dopytywać, co jest powodem jego zdenerwowania. Nie wiedział, co jest z tym mężczyzną albo co jest z nim nie tak. Było tak, jakby poczuł się zbyt swobodnie w towarzystwie tego człowieka. Najpewniej to było uwarunkowane komfortem, jaki dawało to, że on ni może dostrzec pewnych rzeczy.
Pewne okresy w historii tego świata uchodzą za naprawdę ciekawe i dlatego warto się nią interesować. Zwłaszcza, że nie mamy możliwości tego przeżyć po raz drugi — odpowiedział szczerze, chociaż też w jakimś stopniu i tak rozmijał się z prawdą. Było wiele momentów w historii tego świata, o których, jak teraz myślał to dziwił się, jak oni byli w stanie to przeżyć. Nieraz to było straszne, okropne.
Może przeżyli to dlatego, że ludzie byli, jak karaluchy. Dopóki będzie istnieć choć jeden człowiek będzie istniała ludzkość, rasa pełna wad i zalet. Nie wszyscy z nich byli plugawi, mali, niegodni by stąpać po tym świecie. Nie wszyscy go irytowali swym zachowaniem, niektórych dało się tolerować albo nawet lubić, a nawet dało się żywić do nich głębsze uczucia. Jego żona była tego najlepszym przykładem.
Wydawało mu się, że najlepiej będzie poczekać na rozwój okoliczności, które mogłyby pomóc mu wybrać najlepszy profil dla tego klubu. Z drugiej strony nie powinien czekać aż ludzie wystąpią przeciwko niemu. Żaden Zaświatowiec czekać na taki moment.
Nie wiem czy w całym, ale w tej restauracji na pewno — odparł z pewnym z rozbawieniem, co nie przeszkadzało mu w jedzeniu ciasta ani przyglądaniu się temu mężczyźnie, jak „spogląda” w wnętrze swojego kubka. Czyżby o czymś myślał?
avatar
Sawney

http://luciferum.forumpolish.com/t176-sawney http://luciferum.forumpolish.com/t177-sawney http://luciferum.forumpolish.com/t178-zadzwon-do-sawneya

Powrót do góry Go down

Re: Joe's Garage

Pisanie by Jude Blackburn on Sob Paź 28, 2017 7:17 pm

To, że nie dostrzegał pewnych rzeczy, nie znaczy że nie zdawał sobie sprawy z ich istnienia. Poza tym on odbierał ten świat trochę inaczej. Słyszał pewne rzeczy i zapewne gdyby było ciszej, to pewnie byłby w stanie usłyszeć nawet bicie serca swojego towarzysza, a to byłby niezbity dowód na to, że czymś się denerwował tudzież… ogólnie na inne rzeczy. Niemniej… nie słyszał serca tego mężczyzny, ani jego oddechu. Wiedział jednak, że ten tu jest. I to w sumie tylko dlatego, że głos Sawneya wciąż dobiegał tylko z jednej, konkretnej strony. Było to sporym ułatwieniem.
-Przeżyć drugi raz? A kto chciałby drugi raz przeżywać pierwszą albo drugą wojnę światową tudzież inny… taki okres – rzucił teraz trochę ze śmiechem, ale z drugiej strony, sam dałby się pokroić za możliwość wzięcia do ręki broni i zastrzelenia kilku arabów lub przeżycia ponownie ostatnich paru misji, nie włączając w to oczywiście tej ostatniej, felernej przez którą w ogóle stracił możliwość pracy w wojsku.
Zaśmiał się, chociaż potem przygryzł delikatnie dolną wargę. Wciąż spoglądał w ten kubek, chociaż zdecydowanie nie powinien tego robić. Nieco się zawiesił, bowiem pozwolił swoim myślom płynąć. A że miał na to naprawdę dużo czasu i zwykle siedział sam, to nic złego się nie działo, gdy taką zawiechę łapał. Upił kawy z kubka, by potem cicho westchnąć. Czuł na sobie spojrzenie tego mężczyzny i w jakimś stopniu próbował odgadnąć o czym on może myśleć.
-Mam coś na twarzy? – Zapytał całkiem spokojnie. Nic takiego nie czuł, ale może faktycznie coś na niej miał. Co skłaniało towarzysza do takiego przyglądania mu się. -A może nigdy nie widziałeś niewidomego, podziwiającego zawartość własnego kubka? – Brzmiało to cholernie ironicznie, ale chyba… tak już miało być.
avatar
Jude Blackburn

Kieszenie : Futerał na skrzypce, smyczek i telefon
http://luciferum.forumpolish.com/t184-judas-thorn-blackburn http://luciferum.forumpolish.com/t185-judas-blackburn#290 http://luciferum.forumpolish.com/t186-jude-s-phone#291

Powrót do góry Go down

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach