Loże

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Loże

Pisanie by Luciferum on Sro Wrz 20, 2017 2:47 pm

obrazek
Dwie duże loże, a także nieco mniejszych siedlisk znajduje się w głównej części pubu. Nieopodal nich jest scena, na której występuje na żywo, specjalnie dla gości kapela, która wprowadza ten dawny, niemalże morski klimat.
avatar
Luciferum

Kieszenie : Wszystko co potrzeba, by zmienić świat na lepsze.
http://luciferum.forumpolish.com/t36-wzor-karty-postaci#48 http://luciferum.forumpolish.com/t37-wzor-informatora#50

Powrót do góry Go down

Re: Loże

Pisanie by Maureen on Nie Gru 31, 2017 10:57 am

Rozejrzała się po wnętrzu pubu. Wyglądał on dość osobliwie, jeśli nie mówić "ładnie". Gryzł ją trochę widok tego całego drewna. Nasuwały jej się do głowy myśli, ile drzew musieli wyciąć, by coś takiego zbudować. Mimo wszystko nic na to poradzić teraz nie mogła, a takie praktyki miały miejsce już od bardzo dawna. Jakby miała teraz wybuchnąć z krzykiem i złością, to nic by to nie dało. Przełknęła ślinę, po czym spojrzała się za mężczyzną o imieniu James. Poszedł zająć się resztą swoich klientów, których najwyraźniej trochę zaniedbał. Tymczasem Maureen za jego radą ruszyła w kierunku miejsca, które nazwał "lożami". Chwilowo siedziała sobie sama, więc miała czas, by nieco bardziej przyjrzeć się wystrojowi tego miejsca. Nie omieszkała się też zauważyć, że część z obecnych w tym miejscu par oczu, było skierowanych w jej stronę. Część starała się być subtelna, natomiast reszta nawet nie ukrywała przed nią tego faktu. Nie przeszkadzało jej to tak bardzo, jak komuś mogłoby się wydawać. Zdążyła się do tego przyzwyczaić w Luciferum. Wzrok Maureen napotkał jakąś księgę, na której był elegancko wygrawerowany napis "Menu". Zaciekawiło ją, czym może być tajemnicza lektura, więc wzięła ją i zaczęła czytać. Można było odczytać z wyrazu jej twarzy, że niektóre pozycje ją z lekka obrzydziły, lecz były też i takie, które wywołały rozbawienie lub zdziwienie. W międzyczasie może ten krasnolud zdążył dojść do loży, gdyż James zapraszał też jego, by sobie gdzieś tu przysiadł.
- Grimmnir, tak? Pochodzisz gdzieś stąd? - zwróciła się do niskiego jegomościa. Nie mogła sobie przypomnieć, kiedy ostatnio widziała kogoś z jego pobratymców, więc brodacz odrobinę ją ciekawił. Nie na tyle, by otwarcie to okazała, ale wystarczająco.
avatar
Maureen

Kieszenie : Torba podróżna zawieszana na ramię, różne zioła, wiele innych "śmieci"
http://luciferum.forumpolish.com/t292-maureen#867 http://luciferum.forumpolish.com/t293-maureen#870

Powrót do góry Go down

Re: Loże

Pisanie by Gabriel on Sro Sty 03, 2018 12:55 pm

Dzisiejszej nocy ma gwiazda świeciła jasno, chyba nawet zbyt jasno. Propozycja mężczyzny zrazu zdała mi się nieco dziwną, acz nie określałem jej jako złej, czy dobrej jedynie może troszkę niecodzienna.
- Pierw jednak wypada się poznać, czyż nie? - uśmiechnąłem się szelmowsko - Nazywam się James McBlanc, bardzo mi miło gościć was w mym pubie. A także raz jeszcze przepraszam za nieobecność. - Sprawy formalne mamy zatem załatwione czas na coś ciekawszego i milszego ruszyłem zatem spokojnym krokiem w stronę loży towarzysząc nowo poznanym ludziom.

  Myślami jednak odpływałem do krainy domysłów; któż też mógł powiedzieć o mojej małej słabości do degustacji? I czy dobrze robię że przyjmuję wyzwanie? Poniekąd krasnoludy słyną ze swej miłości do wszelakich trunków i to może być dla mnie zgubą. Jednakże bez ryzyka nie ma zabawy, a towarzystwo trafiło mi się tego wieczoru naprawdę zacne... - Rozmyślania urwałem przechodząc nad jemiołą tu też nieco zwolniłem i spojrzałem dość hardo na mężczyznę. - Zanim waści przystąpisz do czynu, czyż nie lepiej o zaszczyt ten prosić damę? - liczyłem nie przeczę, że jednak uda mi się wybrnąć z tej niezręcznej sytuacji, ale cóż czas pokaże...

  Będąc w dogodnej odległości wyszedłem na przód i stanąłem pomiędzy Maureen i krasnoludem, a ludźmi. - Moi drodzy, pragnę wam przedstawić Maureene i Grimnir - liczyłem na to że towarzystwo przypadnie sobie do gustu i przynajmniej nie pozabija się przez czas jakiś...
Zająłem miejsce nieopodal krasnoluda (o ile ten raczył zasiąść z nami w lożach) i czekałem aż kelnerzy podadzą nam trunki w tym specjalnie zamówione beczki z miodem pitnym. - To jak panie Krasnoludzie gotowy? A może chce pan aby stawka wzrosła i założymy się o coś? - uśmiechnąłem się serdecznie, lecz w duszy aż paliło... Gabrielu, hazard i picie toż to nie wypada! - krzyczał jakiś głos, który postanowiłem zagłuszać. Na razie.
avatar
Gabriel

Kieszenie : Portfel, telefon, klucze do mieszkania, lokalu, motocykla oraz aut. Czasami pałka teleskopowa schowana w wewnętrznej kieszeni kurtki.
http://luciferum.forumpolish.com/t286-james-mcblanc-alias-archaniol-gabriel http://luciferum.forumpolish.com/t297-gabriel http://luciferum.forumpolish.com/t302-kontakt-z-gabrielem

Powrót do góry Go down

Re: Loże

Pisanie by Sawney on Sro Sty 03, 2018 6:11 pm

Krasnolud wysłuchał tego, co powiedzenia ma ten mężczyzna, nie omieszkał się też tego skomentować.
Może jesteś człowiekiem, chłopcze, ale mówisz w tym momencie jak krasnolud. Dobrze prawisz! — roześmiał się też w głos. Od razu przychylniej spojrzał na tego mężczyznę. Nie miało znaczenia to, czy on jest Zaświatowcem czy człowiekiem.
Krasnolud był zdania, że im więcej osób tym weselej, aczkolwiek on zrobi swoje i pójdzie – o ile będzie w stanie.
Podążył za wszystkimi zainteresowanymi w kierunku tych loży, by z pewnym trudem zająć miejsce na kanapie, która wyglądała bardziej stabilnie od tych krzesełek.
Grimnir, tak panienko. Mieszkam tutaj od urodzenia. A ty, panienko? — odrzekł, kiedy zaczerpnął tchu i wygodniej rozsiadł się na siedzeniu. Nie wyglądała na tutejszą, ale tutaj co chwila ktoś nowy pojawiał się i trudno było rozeznać się w tym wszystkim.
Krasnolud skinął głową właścicielowi tego pubu, kiedy ten przedstawił się i powiedział, że bardzo mu jest ich gościć. Wodził spojrzeniem też po zebranych, szczególnie, kiedy został im przedstawiony. Im również skinął głową w ramach powitania.
Jestem gotowy, chłopcze. Mniemam, że okażesz się godnym przeciwnikiem. A o cóż chciałbyś się założyć? — odpowiedział poważnie, zupełnie, jakby to była sprawa życia i śmierci. Krasnoludowi też zaświeciły się oczy, uwielbiał zakłady.

_________________
Tym kolorem piszę, gdy jestem MG (#e0c166)
avatar
Sawney

http://luciferum.forumpolish.com/t176-sawney http://luciferum.forumpolish.com/t177-sawney http://luciferum.forumpolish.com/t178-zadzwon-do-sawneya

Powrót do góry Go down

Re: Loże

Pisanie by Gabriel on Czw Sty 04, 2018 2:15 am

Spojrzałem przenikliwie na swego gościa zastanawiając się co mogło by go zainteresować z mej skromnej kolekcji. Oczywistym mi się zdało podarowanie mu oręża, lecz jakiego? Oto było pytanie.
- Myślę że jestem w posiadaniu kilku rzeczy, które zainteresowały by Cię. Co powiesz na oręż wyjęty wprost z baśni, którym legendarny bohater Celtów zabił smoka? Labrys, topór o dwóch ostrzach wykuty z najlepszych stopów stali. Misternie rzeźbiony i zdobiony złotem, platyną i diamentami... - uśmiechnąłem się rozmarzony. Uwielbiałem broń, a kolekcja, którą zebrałem była okazała to też uważałem, że nawet jeśli przegram nie stracę aż tak wiele.
- No chyba, że oręża masz wystarczająco wiele i wolał byś kamienie szlachetne lub biżuterię? I to da się załatwić wystarczy powiedzieć słowo. Agaty, szmaragdy, diamenty, rubiny, topazy, ba białe i czarne perły, a także w ciągu mej długiej wędrówki po świecie zdobyłem kilka artefaktów począwszy od diademów wysadzanych szmaragdami po kolie z brylantami i sygnety z białego złota. - wydawało mi się że krasnoludy lubią tego typu ozdóbki w każdym razie były one na tyle ciekawe i drogocenne, ze za garść takich kamyczków można było sobie ustawić życie na czas jakiś...
Nie wiedziałem czego pragnie przybysz, lecz nie wahałem się o to zapytać. - Czego pragniesz? - mimowolnie zmrużyłem powieki.
W tym samym czasie kolejna beczka miodu została dostarczona, a wraz z nią kufle i kieliszki.
- Zaczynamy? - zapytałem pewnie i nalałem złotego trunku gościowi. - Zamawiajcie wszystko na co macie ochotę niech ta noc trwa w najlepsze - stwierdziłem wesoło, słowa kierując ku zgromadzonym wokół znajomym.
- Maureene, może spróbujesz pitnego miodu? - zapytałem, gdyż nie byłem pewien czy kiedykolwiek coś takiego piła.
avatar
Gabriel

Kieszenie : Portfel, telefon, klucze do mieszkania, lokalu, motocykla oraz aut. Czasami pałka teleskopowa schowana w wewnętrznej kieszeni kurtki.
http://luciferum.forumpolish.com/t286-james-mcblanc-alias-archaniol-gabriel http://luciferum.forumpolish.com/t297-gabriel http://luciferum.forumpolish.com/t302-kontakt-z-gabrielem

Powrót do góry Go down

Re: Loże

Pisanie by Maureen on Czw Sty 04, 2018 9:55 am

Musiała jedno sama sobie przyznać - jak na razie ten wieczór był jednym wielkim ciągiem niespodzianek. Przyszła do miasta z bezpiecznych okowów swojego domu, by móc zaopiekować się trochę florą rezydującą w tych okolicach i nie przyszło Maureen nawet na chwilę do głowy, że zostałaby poproszona przez kogoś obcego do baru, jeszcze z tak licznym towarzystwem. Nie była przeto przyzwyczajona do czegoś takiego. Czuła się tu trochę nieswojo, lecz z pewnością czuła się również odrobinę zaintrygowana. James był przez moment zajęty innymi gośćmi, siedzącymi obecnie przy ladzie. Potem podszedł bliżej jej oraz krasnoluda, stanął gdzieś w pół drogi i przedstawił ich reszcie towarzystwa. Nie umknęło uwadze kobiety, że troszeczkę przekręcił on jej imię, dodając dodatkową literę na końcu. Z tego względu mówił na nią Maureene.
- Wiesz, trochę przekręcasz moje imię, James. Na końcu nie ma żadnego "e" - zwróciła mu uwagę, jak tylko przysiadł się nieopodal niej oraz krasnoluda. Nie wiedziała, czy to tak wypada tak się czepiać o szczegóły, ale mimo wszystko to zrobiła. Grimnir wreszcie raczył obdarzyć ją odpowiedzią na wcześniejsze pytanie przez nią zadane. Wysłuchała go więc uważnie. Podłapała oczywiście, jak to ciągle nazywał ją "panienko". Musiała przyznać, że rozbawiał ją ten fakt, choć nie okazywała tego otwarcie przy wszystkich. Nie miała mu też tego za złe, nazywano ją gorszymi wyrazami, a ten niekoniecznie był taki zły. Zamierzała więc na razie nie zwracać mu na to uwagi.
- Bardziej w okolicach... od jakiegoś czasu - odpowiedziała na pytanie Grimnira. Nie zwracała uwagi na upływ czasu, więc ciężko jej było powiedzieć od jak dawna rzeczywiście mieszka na tutejszych terenach. Przez następnych parę chwil Maureen siedziała cichutko. Milczała, przysłuchując się rozmowie między Jamesem i Grimnirem. Chcieli rozstrzygnąć między sobą jakiś zakład czy coś w tym rodzaju. W międzyczasie jej myśli powędrowały ponownie w kierunku dziwnej księgi o nazwie "Menu". Nie trudno było dostrzec, że jej treści ją zadziwiły. Nie zauważyła, gdy tak się w to wciągnęła, że przez moment nie dosłyszała pytania Jamesa skierowanego w jej kierunku. Szybko jednak podłapała obecny temat rozmowy między ich trójką.
- Miód pitny? Czymś się to różni od zwyczajnego miodu? - zapytała się Jamesa. Maureen ogólnie znała smak miodu, gdyż go nieraz próbowała, ale o miodzie pitnym słyszała może tylko przelotnie. Nigdy go nie próbowała, ani też wcześniej nie zastanawiała się nad tym, czym się on różni od zwyczajnego, jeśli w ogóle jakieś różnice istnieją.
avatar
Maureen

Kieszenie : Torba podróżna zawieszana na ramię, różne zioła, wiele innych "śmieci"
http://luciferum.forumpolish.com/t292-maureen#867 http://luciferum.forumpolish.com/t293-maureen#870

Powrót do góry Go down

Re: Loże

Pisanie by Loredana Cattaneo on Czw Sty 04, 2018 11:22 pm

Ruszyła ze swego miejsca wraz z mężczyznami dumnie dzierżąc w dłoni szklanicę wody rozmownej, w której lód podskakiwał radośnie. Zaśmiała się perliście, pewnie zbyt głośno, gdy przechodzili pod jemiołą. Nie chodziło nawet o pewną bezkarność, którą się zyskiwało znajdując się w cieniu tej rośliny, ale o to, co Loredanie się w tej kędzierzawej główce zalęgło, gdy James podał swoje personalia. Dałaby sobie cycki uciąć, że już się im przedstawiał. Spojrzała na niego nieco podejrzliwie lekko mrużąc powieki, jakby chciała je uchronić przed nadmiarem słońca. James, James, James. Tak, na pewno już dziś słyszała to imię. Ciekawe co, a raczej kto go tak rozpraszał. Maureen? (spojrzała na Daoine an dulra mierząc ją wzrokiem) Haru? (też go obejrzała od stóp do głów) a może Krasnolud? (przeniosła swój wzrok na brodacza). Skoro już zbyt długo ciemność swoich oczu wlepiała w innych mierząc ich przenikliwym spojrzeniem dała spokój, żeby przypadkiem nie zostać odebrana jako zbyt nachalna lub niewychowana. Perlisty śmiech towarzyszył pomysłowi, który przyszedł jej do głowy - dlaczego James miałby ponownie podać swoje imię. "Zapamiętaj moje imię, bo będziesz je krzyczeć dzisiaj w nocy." Tak - dokładnie to sobie pomyślała rozanielona alkoholem. No dobrze - obstawiła, że prezentacja była przeznaczona dla Krasnoluda, bo James wydawał się gościem, który za wszelką cenę chce się zachować właściwie.
Było jej wesoło. Złapała za ręce Jamesa i Haru, obu im skradła buziaka delikatnie muskając wargi. Ponownie się zaśmiała i pociągnęła ich za ręce, że raczej nie mieli szans się co najmniej nie cmoknąć. Z wesołym "na na na na na" na ustach zajęła miejsce w loży. Bujała się w rytm muzyki. Jej ciało napędzane piekielnym paliwem odmawiało spokojnego siedzenia w miejscu. Przysłuchiwała się obstawianiu zakładów. James proponował niezłe fanty. Z taką pulą nagród sama nie odmówiła by udziału w tej pijatyce. No może, gdyby nie miała już lekko w czubie.
Uśmiechnęła się serdecznie do Maureen, gdy słyszała jak poprawia Jamesa. Nie wtrącała się w dyskusję toczącą się między nimi. Po części dlatego, że sama była ciekawa jak to tak do końca jest z tym miodem.
avatar
Loredana Cattaneo

Kieszenie : smartfon, srebrny mrdalion z wisiorkiem, zapałki
http://luciferum.forumpolish.com/t294-loredana-cattaneo#875 http://luciferum.forumpolish.com/t295-loredana-cattaneo#880 http://luciferum.forumpolish.com/t296-kontakt-z-loredana#881

Powrót do góry Go down

Re: Loże

Pisanie by Sawney on Pią Sty 05, 2018 10:18 pm

On również wysłuchał tego, co Maureen ma do powiedzenia.
Gdybym chciał cię odwiedzić to gdzie mogę zastać cię, panienko? Oczywiście, jeśli będę mile widziany. Dobrze ci się tutaj mieszka? — zwrócił się do niej spokojnie i zaskakująco uprzejmie.
Nigdy nie odmawiał zakładów, ale to, czy zechce się założyć zależy od tego, co James zaoferuje. Kiedy dowiedział się zmarszczył płomienne brwi i wydął niknące pod brodą wargi. Zastanawiał się, a im dłużej to trwało na jego ogorzałym licu malowało się niezadowolenie.
Widać chłopcze, że nigdy nie wykułeś żadnej broni. Nie ma lepszego metalu niż mithril i nie ma stopów stali. Krasnoludowie wykuwają w swych kuźniach najlepszą broń i żadna inna nie może się z nią równać — krasnolud zabrał po chwili głos, a w nim w dalszym ciągu pobrzmiewało niezadowolenie. Wyglądał też na urażonego taką propozycją zakładu.
To, że jego towarzysz zaproponował mu broń uznał to za bardzo niestosowne. Gdyby chciał z nim handlować to taka propozycja byłaby jak najbardziej na miejscu. Pogłębiło się to, kiedy jego towarzysz zaproponował kamiennie szlachetne i biżuterię.
Klejnotów mam pod dostatkiem — odparł już nieco bardziej oschle. Jako krasnolud uwielbiał gromadzić różne kosztowności, ale znów w grę chodziło to, że nie będzie się o nie zakładać.
Chcę dostać coś, czego nie mogę kupić, wytworzyć czy wydobyć z ziemi — poinformował tego mężczyznę, który teraz będzie musiał pomyśleć czy ma coś takiego.
Nie zaczniemy dopóki nie ustalimy szczegółów naszego zakładu — stwierdził z powagą. Miód pitny im nie ucieknie, a zakład był niezwykle istotny. Dlatego też krasnolud nie podniósł kufla.

_________________
Tym kolorem piszę, gdy jestem MG (#e0c166)
avatar
Sawney

http://luciferum.forumpolish.com/t176-sawney http://luciferum.forumpolish.com/t177-sawney http://luciferum.forumpolish.com/t178-zadzwon-do-sawneya

Powrót do góry Go down

Re: Loże

Pisanie by Haru on Sob Sty 06, 2018 12:11 am

- Ależ ja nie mówię tu o niczym poważnym. Jeden pocałunek pod jemiołą i tyle. - powiedział lisek, zbywając zamartwienia mężczyzny ręką. Jak na razie Roszpunka wersja męska nie wydawała się być ani trochę interesująca, więc nie mógła liczyć na względy Haru. Żeby w takie igraszki się z nim bawić, to trzeba zasłużyć.
- Haru. - przedstawił się krótko, po czym wziął łyczek drinka. Kolejny James do kolekcji. Chyba już liczba sięgała kilku dziesiątek.
Kiedy zaczęli iść w kierunku loży właściciela, Loredana postanowiła zaskoczyć lisa, po raz który tego wieczoru. Nim ten zdążył cokolwiek zrobić, ta szybko cmoknęła go w usta, choć trwało to tak długo, że Haru mógłby stwierdzić, iż do niczego nie doszło. Nawet nie zaczekała na jego reakcje i natychmiast zrobiło to samo z Roszpunką. Kitsune musiał jej przyznać jedno, była najciekawszą rzeczą tego wieczoru!
Jednak aby tradycji stało się zadość, lisek poszedł w ślady kobiety i równie szybko cmoknął długowłosego w policzek, po czym ruszył w kierunku wolnych siedzeń.
- Igrasz sobie moja miła pani, oj igrasz. - skomentował to lisek z uśmiechem na twarzy, jak tylko usiedli na swoich miejscach. Do tego momentu jego wzrok był skupiony na czarnowłosej piękności, a umysł zaś obmyślał, jak tu się na niej zemścić. Takie igraszki wręcz pobudzały jego wewnętrznego psotnika. Oczywiście nie mogło to być nic dużego, gdyż jeszcze nieznajoma się obrazi i wyjdzie w środku zakładu.
- Powiedz, o dobry gospodarzu, gdzie trzymasz te wszystkie swoje skarby? W grocie pod miastem strzeżonej przez wiwerny? W lochach oto tego baru? A może w chatce pośrodku lasu? - zapytał zaświatowiec, słuchając wyliczanki Jamesa. Mężczyzna musiał być naprawdę wielkim miłośnikiem wszystkiego co cenne oraz błyszczące (lub po prostu zachłanny), skoro posiada takie rzeczy. Albo może tak po prostu sobie żartował z krasnoluda?
Kto wie?
- Pozwolę sobie nie zgodzić z pańską uwagą. Mithril może i jest dobrym metalem na zbroje, ale tylko Hihi'irokane potrafi ukazać prawdziwą duszę miecza. - powiedział Haru w stronę krasnoluda. Lisek kiedyś próbował swoich sił w wykuwaniu mieczy. Nie szło mu to najlepiej (wykucie jego obecnej katany zajęło mu aż osiem prób!), jednak nawet przy tak małym kontakcie z rzemiosłem mógł śmiało stwierdzić, że znacznie preferował ten drugi metal, niż taki Mithril. W końcu to właśnie z Hihi'irokane był wykonany miecz Kusanagi.
- O! Widzę, że nie tylko my rozwiązujemy zagadki. - zauważył kilkusetletni lisek, już zastanawiając się nad słowami krasnoluda. Zazwyczaj odpowiedziami takich zagadek były proste wartości i uczucia, typu przyjaźń lub miłość, ale zaświatowiec podejrzewał, że nie tego pragnął mężczyzna.
Zapowiadało się ciekawie.
avatar
Haru

Kieszenie : Portfel, klucze do mieszkania,
http://luciferum.forumpolish.com/t284-koharu-haru-ikeda http://luciferum.forumpolish.com/t285-koharu-ikeda#838

Powrót do góry Go down

Re: Loże

Pisanie by Gabriel on Sob Sty 06, 2018 2:36 pm

Kobiety…, cóż my byśmy bez nich zrobili? - uśmiechnąłem się obserwując zachowanie kruczowłosej.
Niektóre z was są po to by je wielbić, inne natomiast są tylko po to aby zaspokoić pragnienie. Problem pojawia się w momencie, gdy mylimy te pierwsze z drugimi…
Niewinny figiel ze strony kobiety był doprawdy zaskakujący i w ostatnim dosłownie momencie zdołałem zasłonić się policzkiem. Nie chciałem w miejscu takim jak to w obecności ludzi dać się pociągnąć w namiętności jej ust, które kusiły nieprzerwanie. Z lekkiego oszołomienia wyrwał mnie kolejny „caus” tym razem mniej delikatny i niezbyt przyjemny, lecz mimo to zapanowałem nad mimiką twarzy i wyrazem irytacji.
                                                                                           
- Maureen, moja droga wybacz nie chciałem Cię urazić – skinąłem jej delikatnie głową, a twarz rozświetlił ujmujący uśmiech. - Miód pitny to rodzaj alkoholu powstaje z fermentacji miodu pszczelego najczęściej lipowego. W zamierzchłych czasach był bardzo popularny wśród Słowian i Skandynawów. Proszę skosztuj – Odkręciłem kranik ze stojącej na ziemi beczki i napełniłem kufel złotą cieczą po chwili podałem ją dziewczynie poniekąd byłem ciekaw reakcji. - Czy ktoś sobie życzy? - zapytałem, owszem mogli zamawiać co tylko chcieli bo nie każdemu musi akurat taki trunek smakować.

Rozmowa z krasnoludem schodziła na złe tory trochę się tego obawiałem. Mogłem przewidzieć fakt, że ma kolekcja nie wywoła na nim wrażenia, a jedyne co zrobiłem to się ośmieszyłem – poniekąd.
- Racja nie wykuwałem w swym życiu żadnej broni. Co do tego przyznaję się bez bicia, acz dzierżyłem w swych dłoniach miecze o których się nawet krasnoludom nie śniło – uśmiechnąłem się tajemniczo.
Słowa Haru, dodały świeżości naszej rozmowie i z przyjemnością spoglądałem na minę Grimnira.
- Mithril czy Hihi'irokane co jest lepsze? Hah, pytanie godne największych ekspertów. Niestety metalurg ze mnie żaden, a na kowalstwie również się nie znam. Jedyne co prawdziwie potrafię no machanie mieczem, lecz pomimo tak ubogiej wiedzy na te tematy osobiście uważam, że Grimnir, ma rację – uśmiechnąłem się samymi kącikami ust. Pytanie Haru o położenie kosztowności kulturalnie zmilczałem.

Żądanie krasnoluda było intrygujące przez chwilę nawet sądziłem, że przejrzał mnie na wskroś, lecz chyba jeszcze nie nadeszła ta chwila. Milczałem przez czas jakiś badając wzrokiem wyraz twarzy zebranych.
W pewnym momencie jak gdyby nigdy nic wstałem i pstryknąłem palcami. Czas wokół nas spowolnił na tyle, że ruch powieką zdawał się trwać wieki.
- Czas… to ciekawe zjawisko, nie znajdziesz go za miedzą, kupić go się również nie da chodź nie jednemu majętnemu to sen z powiek spędza, wytworzyć, cóż zapewne wielu próbowało, a czy im się to udało? Pozostaje zagadką… - przemówiłem do Grimnira, na którego umyślnie oszczędziłem od urok spowolnienia czasu. W tym samym momencie również wyciągnąłem przed siebie dłoń, a promień białego światła rozlał się wokół. Po chwili w dłoni dzierżyłem miecz pięknie zdobiony, delikatnie emanował swą wyjątkowością, lecz co nas najbardziej interesowało to głownia, która mierzyła około 40 cali na całej długości pokrywały ją runy które lśniły, każde innym blaskiem, miecz był lekki, a zarazem ostry niczym żyletka oraz wytrzymalszy niżeli głaz.
- Oto, broń, którą można zabijać bogów… - rzekłem natchniony miałem nadzieję że i krasnolud podzieli moje zdanie.

Po zaledwie pięciu minutach wszystko wróciło do normy. Jasność przeminęła, czas ponownie biegł swym dawnym torem, a miecz zniknął pozostawiając po sobie cichą nadzieję na ujrzenie go po raz wtóry.
avatar
Gabriel

Kieszenie : Portfel, telefon, klucze do mieszkania, lokalu, motocykla oraz aut. Czasami pałka teleskopowa schowana w wewnętrznej kieszeni kurtki.
http://luciferum.forumpolish.com/t286-james-mcblanc-alias-archaniol-gabriel http://luciferum.forumpolish.com/t297-gabriel http://luciferum.forumpolish.com/t302-kontakt-z-gabrielem

Powrót do góry Go down

Re: Loże

Pisanie by Maureen on Nie Sty 07, 2018 7:20 am

Obserwowała uważnie towarzystwo, choć nie na tyle, by uznało, że każdemu nachalnie się przygląda. Od czasu do czasu zerkała na inną osobę, by mieć ogólne pojęcie, co się w tym ich towarzystwie działo. Nie umknęło więc jej uwadze, kiedy kruczowłosa kobieta wyrządziła niezły numer skradając całusy Jamesowi oraz temu drugiemu mężczyźnie. Widząc to prawie zaczęła się śmiać. Udało jej się powstrzymać, więc w zasadzie jedyne, co dało się usłyszeć to dźwięk powstrzymywanego przed wydostaniem powietrza z jej ust. Rozbawiło ją to, ponieważ trochę przypominało jej życie z innymi Daoine. Jej pobratymcy z natury są wobec siebie otwarci uczuciowo. W rzadkich przypadkach ukrywają cokolwiek przed ważnymi w ich życiach osobami. Przynajmniej tak było wśród tej grupy, z którą żyła przez ostatnich kilka wieków. Możliwe, że inni nie są tacy... skorzy do okazywania tego, co czują. Nie zmieniało to faktu, że w tym momencie kruczowłosa dama przypominała Maureen pewne indywidua, która znała jakiś czas temu. Przeniosła swoje spojrzenie na Grimnira, który wypytywał ją o miejsce zamieszkania. Widać, że momentalnie jej mina nieco spoważniała, lecz szybko podłapała, by skryć to przed resztą.
- Powiedzmy, że jest tu inaczej niż gdziekolwiek indziej. Znacznie bardziej... tak jak powinno być - nie dało się nie zauważyć, że odpowiedziała mu tylko na połowę jego pytania, dodatkowo jej słowa pewno dawały do myślenia na temat tego, o co jej mogło chodzić.. Niestety taka już była, że obcym osobom nie ufała do końca. Wprawdzie zna się z tym towarzystwem już z imienia, ale to nie oznacza, że nagle będzie im wyznawać rzeczy, który każdego innego dnia ukrywałaby, gdyby przypadkowy przechodzień ją o to wypytywał. Następnych parę chwil spędziła przysłuchując się rozmowom między pozostałymi częściami towarzystwa siedzącego przy stole lub dopiero do niego dochodzącego. Rozmawiali o jakichś skarbach, metalach, czy wykuwania mieczy. Maureen akurat niezbyt to zaciekawiło, choć w przeszłości miała styczność z wieloma osobami, które przychodziły do lasów po to, by na niej lub innych Daoine wypróbować swoje mieczyki. Nie zawsze kończyło się to dla takich oportunistów dobrze. Zagadka od krasnoluda zaintrygowała ją, choć z drugiej strony nie była w nich wyjątkowo dobra. W zasadzie to miała zero (!) doświadczenia w ich rozwiązywaniu.
- Zagadki... nie cierpię ich. Nie znam się na nich - wyjaśniła roślinka, rzucając swoje słowa w powietrze i nawet nie zwracając uwagi, czy ktokolwiek jej w tym momencie słuchał. Nieznajomość tej Daoine w zakresie zagadek wychodziła z tego, że zwyczajnie nikt nie raczył do niej z nimi przychodzić i je zadawać. Z zamyślenia wyrwał ją głos Jamesa, który przepraszał za przeinaczenie odrobinę jej imienia. Skinęła mu lekko głową na znak zrozumienia, po czym wysłuchała z zaciekawieniem opisu miodu pitnego.
- Poważnie? - krótko rzekła, gdyż widać było jak na tacy, że dziewczyna była zaskoczona. Znaczy się, miód nie był czymś dla niej obcym i choć słyszała o tym miodzie pitnym już wiele razy, to nigdy się nie spodziewała, że ludzie dają radę z niego robić alkohol. Zresztą sama z miodem niewiele robiła. Czasami go pożyczała od pszczół zamieszkujących jej lasy, lecz zwykle się nim tak bardzo nie interesowała. Tymczasem właściciel baru wziął jeden z kufli, napełnił go odrobinę napitkiem i przesunął po stole w jej kierunku. Przez pierwszy parę sekund spojrzała się to raz na Jamesa, raz na resztę towarzystwa, a ostatecznie jej wzrok padł na kufel z cieczą. Wzięła go sobie do ręki, wciąż nie podnosząc z blatu. Zastanawiała się, co zrobić, bo wcześniej alkoholu nie piła. Z drugiej strony miód kosztowała i jednak gdzieś tam czuła ciekawość, by przekonać się na własnej skórze (albo raczej języku!), jak wielka jest różnica. Na pewno nie wyglądał na tak gęsty, jak normalny miód. Wzięła więc łyk, może trochę większy niż powinna, ale w końcu skąd wiedziała czego ma się spodziewać? Wpierw poczuła znajomy miodowy posmak, trochę słodkawy, a potem ją uderzyło, czemu ludzie nazywali to napojem alkoholowym. Odkaszlnęła trochę, ponieważ ten pierwszy raz zawsze jest najmocniejszy, po czym położyła sobie rękę na ustach, by przypadkiem nie kaszlnąć dalej w resztę grupy. Jak tylko była w stanie mówić to odsłoniła usta i zerknęła w stronę Jamesa.
- Okej... czuć różnicę od zwyczajnego... - tylko tyle powiedziała, po czym odstawiła kufelek na stół, chwilę się zastanowiła w milczeniu, po czym stwierdziła - Nie takie złe... pomijając to uczucie, które po sobie zostawia. Co to? - zapytała się, bo choć to, co teraz czuła, nie było czymś mocnym, powalającym, to jednak nie przypominała sobie, by tak samo było po kosztowaniu zwyczajnego miodu.


Ostatnio zmieniony przez Maureen dnia Pon Sty 08, 2018 11:32 am, w całości zmieniany 2 razy
avatar
Maureen

Kieszenie : Torba podróżna zawieszana na ramię, różne zioła, wiele innych "śmieci"
http://luciferum.forumpolish.com/t292-maureen#867 http://luciferum.forumpolish.com/t293-maureen#870

Powrót do góry Go down

Re: Loże

Pisanie by Sawney on Nie Sty 07, 2018 3:19 pm

Krasnolud siedział na kanapie, obserwując wszystkich i z racji tego, że nie dostawał do podłogi machał lekko nogami. Skinął głową Haru, kiedy ten przedstawił się. Słuchał też, co o czym oni rozmawiają, choć nie dlatego, że był wścibski.
Dopiero zwrócił więcej uwagi na to, co Maureen ma do powiedzenia. Trzeba przyznać, że trochę trudno mu się z nią rozmawiało, ale to mogło wynikać z wielu różnych rzeczy. Nie chciała mu też powiedzieć, gdzie będzie mógł ją odwiedzić. On nie miał wobec niej złych zamiarów.
Widząc, że James w końcu zdecydował odkręcić się kranik beczki z miodem, by napełnić kufel Maureen, sam postanowił napić się miodu pitnego. Zanim przejdą do konkursu minie trochę czasu. A mu trochę zaschło w gardle.
Polej — zwrócił się do Jamesa, po czym przysunął się nieco bliżej brzegu kanapy, tak by móc dosięgnąć swojego kufla.
Zatem jesteś wojownikiem? Czy tylko gromadzisz broń, której nie używasz do walki? — zapytał Jamesa i tym razem uważnie mu się przyjrzał. Nie wyglądał na wojownika, ale pozory mogły mylić. Odpowiedź na swoje pytanie w sumie dostałby później, ale warto było zdobyć więcej informacji.
Uniósł jedną z krzaczastych brwi, słysząc słowa tego chłopca. O ile zrozumiał pierwszą część o mithrilu, tak drugą już niekoniecznie.
Najlepszym metalem na zbroje. Duszę miecza, o której mówisz, może ukazać kunszt kowala a nie jakieś hihi-coś tam — poprawił tego chłopca. Dotąd nie widział lepszego metalu niż mithril, z którego można wykuwać elementy uzbrojenia. Wyraził swoje zdanie odnośnie duszy miecza, nie kryjąc nawet tego, że nie zrozumiał, co Haru ma na myśli.
Początkowo był zakład, ale teraz najwyraźniej urosło to do miana zagadki — zwrócił się do Haru. Najwyraźniej ta zagadka była nad wyraz trudna, skoro nikt do teraz nie dał mu dobrej odpowiedzi.
Stała się rzecz niesłychana, jakiej krasnolud w życiu nie doświadczył. Spowolnienie czasu, którego doświadczył w tym momencie było niezwykłym zjawiskiem. Musiała minąć chwila, by otrząsnął się z szoku i parsknął cicho.
Nie chodzi o mi o czas, chłopcze. Nawet, jeśli masz rację, co istoty czasu — odparł po krótkiej chwili milczenia. Czasu on nie mógł znaleźć w ziemi, nie mógł go kupić i wytworzyć, ale miał go pod dostatkiem. Dokładnie tyle, ile potrzebował.
Krasnolud zmrużył też oczy, by nie zostać oślepionym promieniem białego światła i by dostrzec pewne rzeczy. James pokazywał mu kolejny miecz, który może wyglądał interesująco, ale niekoniecznie był mu potrzebny.
Po co ci miecz, którym możesz zabijać bogów, chłopcze? Zachowaj go dla siebie — zwrócił się i tym razem do niego, spoglądając już z większą podejrzliwością. Taka broń nie była mu potrzebna, bo on nie chciał zabijać bogów. Dobrze, że wszystko wróciło do normy.

_________________
Tym kolorem piszę, gdy jestem MG (#e0c166)
avatar
Sawney

http://luciferum.forumpolish.com/t176-sawney http://luciferum.forumpolish.com/t177-sawney http://luciferum.forumpolish.com/t178-zadzwon-do-sawneya

Powrót do góry Go down

Re: Loże

Pisanie by Loredana Cattaneo on Pon Sty 08, 2018 12:06 am

Spojrzała na Haru z niewinną miną mówiącą "że ja?", "że co?", "przecież nic nie zrobiłam" i skopiowała jego uśmiech. Był wspaniałym towarzyszem, który potrafił się bawić, kiedy był na to czas. Teraz był czas na zabawę. Szkoda, że nie każdemu udzielał się ten nastrój.
- Tylko z ogniem. - odpowiedziała wesoło. A jedank jakiś chochlik siedział jej pod skórą. Wesołe spojrzenie ciekawskich oczu powędrowały na archanioła. Lista jego dóbr była długa, wystrój baru nie potwierdzał takich bogactw, chyba że chował je tylko dla siebie. Albo takowych nie było. Pytanie Haru było zabawnie sformuowane. Pan zagadka na tropie zagadkowych skarbów. Napiła się z zadowoleniem rysującym się jej na ustach. Cholera wie o czym mogła myśleć.
- Bez mapy nie trafisz. - zażartowała i puściła Haru oczko - jedno z tych porozumiewawczych pod tytułem: "ściamnia i nic nie ma".
Przysłuchiwała się opiniom o mieczach i metalach. Nie znała się na tym, ale to była ciekawa dyskusja do obserwacji. Dowiedziała się z niej, że Grimmir był zatwardziałym konserwatystą, Gabriel lubił się chwalić majątkiem i niezwykłymi przedmiotami, które ponoć posiadał. W tym momecie nie bardzo rozumiała zainteresowanie jakim obdarzał Maureen. Roślinka z całą pewnością nie miała żadnych skarbów, które mogłbyby zainteresować Jamesa. Tym bardziej było to zastanawiające. Czy ona dobrze zrozumiała, że zabijał bogów? Uśmiech opuścił jej twarz na chwilę. Ta myśl sprawiła, że lekko się zaniepokoiła. Skoro bez skrupułów mówił o zabijaniu bogów, to kto wie co z niego za ziółko było. Co za ziele, które chciało się ukryć za sztywnymi konwenansami i połkniętym kijem od szczotki, który uniemożliwiał mu bezkarne cmokanie z gośćmi pod jemiołą. Dowiedziała się też, że Haru ma swoje własne zdanie - odmienne od reszty i nie zmienia go tak łatwo jak właściciel Krakena. To ją utwierdziło w przekonaniu, że jego zagadki są solidne. Bo nie oszukujmy się - w słowo pisane nie bardzo wierzyła. Kto to mógł zgadnąć jakie kto ma zdolności. Poza tym podobało jej się, że stanął w obronie Gabriela. Chociaż widać ten wolał ulec brodaczowi. Ciekawe czy to z winy charakteru czy ze zwykłej przekory.
- Nic dziwnego, w końcu to ciekawe zajęcie, które wymaga zaangażowania i pomyślenia. - uważała, że rozwiązywanie szarad jest dość ciekawym zajęciem. Być może dlatego, że na co dzień miała znacznie więcej nudnych, mozolnych i powtarzalnych zajęć.
- To dar ducha dobrej zabawy i zapomnienia się. - odpowiedziała na pytanie Maureen. - Ważne, żeby z nim nie przesadzić, jak nie chcesz następnego dnia widzieć wirujących drzew i słyszeć głośnych symfonii ptaków. - doradziła jej dość cicho, by nie przeszkadzać w głównym temacie. I pokazała na czym polegają małe łyczki.
avatar
Loredana Cattaneo

Kieszenie : smartfon, srebrny mrdalion z wisiorkiem, zapałki
http://luciferum.forumpolish.com/t294-loredana-cattaneo#875 http://luciferum.forumpolish.com/t295-loredana-cattaneo#880 http://luciferum.forumpolish.com/t296-kontakt-z-loredana#881

Powrót do góry Go down

Re: Loże

Pisanie by Haru on Wto Sty 09, 2018 5:48 pm

- Hmm... może później. - powiedział lisek w stronę organizatora tego spotkania, lekko unosząc swój drink, aby pokazać, że jeszcze coś tam miał. Nie pił za szybko swojego alkoholu, bo ani nie przyszedł się tu upić, ani spróbować wszystkich rodzajów drinków, jakie tutaj mieli. Po prostu szukał dobrego towarzystwa.
I najwyraźniej je znalazł.
- Z ogniem powiadasz? Uważaj Lo-san, bo się poparzysz. - ostrzegł Haru, szczerząc zadziornie ząbki, starając się trochę udać drapieżnika. Oczywiście efekt tego mógł być komiczny, ale to jakoś zaświatowcowi nie przeszkadzało. Jego obecna ludzka forma rzadko kiedy mogła wyglądać groźnie, nie to co jego prawdziwa forma! To wtedy pojawiały się prawdziwe kły!
Z ogonami!
- Odgadywanie zagadek czasem bywa jak branie udziału w  boskiej loterii. Albo znasz odpowiedź albo musisz liczyć na szczęście, że się dobrze strzelisz. - stwierdził śmiało lisek, spoglądając na żywą personalizacje lasu. Słyszał kiedyś o tych istotach, choć nigdy sam ich nie spotkał, nie ważne ile czasu spędził w lesie, więc trochę dziwne było spotkać ją tutaj w mieście. Może sprawdzała stan roślin w okolicy i akurat Roszpunka ją zaciągnęła na drinka? Albo chciała ich wszystkich odurzyć, a następnie zabić za wszystkie zdeptane kwiatki oraz gałęzie? Haru miał na swoim koncie wiele roślinek, z których robił herbatę, ale zawsze w rekompensacie sadził dwie, czy nawet trzy nowe drzewka! W trakcie ostatnich kilkuset lat pewnie posadził ich tyle, że powstałaby nowa puszcza!
- Może chciałabyś dołączyć do naszej zabawy? Możecie nawet pracować w dwójkę, zawsze to jakiś większy ubaw. - zasugerował po chwili, spoglądając w tym czasie na Loredane. Mimo wszystko to była też jej zabawa, wiec nie zamierzał narzucać swojego pomysłu.
Przy okazji starał się też powoli wrócić na tory ich małej gry.
- Cóż, szanuję wasze zdanie i mam nadzieję, że uszanujecie moje. - dodał jeszcze od siebie lisek, widząc, że nie miał do czynienia z osobami, które podzielały jego zdanie. Mithril sam w sobie nie był zły, ale ostatecznie to był tylko metal. Nie posiadał takich samych właściwości jak Hihi'irokane.
- Kiepski ten dar, skoro dobrze się bawisz i zapominasz. - zauważył lisek, biorąc łyka swojego drinka. Już niewiele go zostało, dlatego może za jakiś czas go spróbuje.
avatar
Haru

Kieszenie : Portfel, klucze do mieszkania,
http://luciferum.forumpolish.com/t284-koharu-haru-ikeda http://luciferum.forumpolish.com/t285-koharu-ikeda#838

Powrót do góry Go down

Re: Loże

Pisanie by Gabriel on Wto Sty 09, 2018 6:38 pm

- To moja droga smak alkoholu - odpowiedziałem Maureen i po chwili dodałem - przynosi całkiem ciekawe efekty kiedy się go spożyje w nadmiarze głównie relaksujesz się i zapominasz o troskach dla tego też ludzie tak chętnie po niego sięgają są spragnieni radości życia, a to im poniekąd taką przyjemność gwarantuje. - Sięgnąłem po swój puchar i upiłem łyczek.
Obsłużyłem Grimnira i poświęciłem mu uwagę kiedy mówił. Niekiedy potwierdzając jego przypuszczenia jak w przypadku wzmianki o tym czy jestem wojownikiem, a może tylko kolekcjonerem. - Uważam się za osobę, która potrafi walczyć,
a broń biała jakoś szczególnie przypadła mi do gustu - zdawkowa odpowiedź, której udzieliłem powinna zadowolić Krasnoluda.
Gryzłem się od jakiegoś czasu tym że zbyt wiele o sobie powiedziałem i co gorsze ujawniłem nawet zacząłem łapać się na tym iż spoglądam w stronę okien i wypatruję znaków na niebie. Chociażby takiego gromu, który leci w moją stronę. Oj mój Pan ma niesamowitą cierpliwość do swego sługi, że za próżność nie odbiera mu mocy. To też i po tych przemyśleniach mina nieco mi zrzedła, a zapał do zabawy przygasł.
- Cóż rzeczą ludzką jest się mylić, nieprawdaż? - uśmiechnąłem się ujmująco - nie jestem wszechwiedzący by odpowiedzieć na zagadkę, która jak dla mnie ma wiele rozwiązań, a to jaką odpowiedź uzyskasz zależy od tego kogo zapytasz - ponownie upiłem spory łyk miodu i świat stawał się coraz przyjemniejszy.
- Ten miecz... wybacz, że posunąłem się ku temu. Sądziłem że jako Krasnolud będziesz mógł coś powiedzieć o nim zaciekawić informacjami, lecz rozumiem. A po co mi on? Cóż, może kiedyś nadarzy się okazja wówczas zobaczysz do czego jest on zdolny - nie patrzyłem na brodacza, właściwie na nikogo nie spoglądałem. Wracałem wspomnieniami do czasów kiedy prowadziłem zastępy niebieskie do boju, a blask i chwała mego oręża oświetlał najciemniejsze zakamarki czeluści piekielnych...
avatar
Gabriel

Kieszenie : Portfel, telefon, klucze do mieszkania, lokalu, motocykla oraz aut. Czasami pałka teleskopowa schowana w wewnętrznej kieszeni kurtki.
http://luciferum.forumpolish.com/t286-james-mcblanc-alias-archaniol-gabriel http://luciferum.forumpolish.com/t297-gabriel http://luciferum.forumpolish.com/t302-kontakt-z-gabrielem

Powrót do góry Go down

Re: Loże

Pisanie by Maureen on Wto Sty 09, 2018 9:04 pm

Widać było, że ten temat z Grimnirem został zakończony, gdyż krasnolud już się do niej nie odezwał. Roślinka mogła więc w spokoju przysłuchiwać się rozmowie pozostałych członków towarzystwa. O ile rozmowa o metalach, z których wykuwano miecze i zbroje, niezbyt ją interesowała, to natomiast zaciekawiło ją to, że James rzekomo kolekcjonował takie rzeczy. Na co mu to było w tych czasach? Chyba ludzie dawno odeszli od używania tych "prymitywnych" narzędzi zniszczenia. Nie do końca wiedziała, co o nim myśleć, kiedy brała pod uwagę wszystko to, co do tej pory powiedział. Jednocześnie kruczowłosa Loredana i energiczny Haru prowadzili między sobą własną rozmowę. Roślinka nie potrafiła jednak dojść do jej sensu. Tak to bywa, kiedy zaczyna się czemuś przysłuchiwać w połowie i większość nowinek jest wręcz wyciągnięta z kontekstu. W pewnej chwili Haru zwrócił się bezpośrednio do niej, wyjaśniając jego spojrzenie na zagadki.
- Jakoś nigdy wcześniej nie miałam dużej styczności z zagadkami - stwierdziła i może to było powodem, że zwyczajnie ich nie znosiła? Po prostu nie wiedziała, czy to dobra zabawa i z automatu uznawała, że najpewniej jest to nudne zajęcie. O ile towarzystwo było dosyć ciekawe, to w dalszym ciągu ograniczał się ten fakt tylko do zachowań, które prezentowały obecne tu osoby. Jak dotąd wciąż jej się wydawało, że jedynymi Zaświatowcami są tu ona i Grimnir. Nawet taki James wydawał jej się człowiekiem, jak bardzo dziwnym, bo miał niecodziennie hobby ze zbieraniem mieczy i walką nimi. Dziwne patrząc się na to, jak obecnie żyła większość przedstawicieli tego gatunku i z czego na co dzień korzystali. Nie zrozumiała, do czego zapraszał ją Haru, choć podejrzewała kolejne zagadki - A na czym konkretnie ma polegać ta wasza zabawa? - zadając to pytanie, zerknęła następnie na Loredanę, która najwyraźniej też miała brać w tym udział. Była ciekawa, które z tej dwójki zdoła pierwsze wyjaśnić jej tą zagwozdkę. Minęło zaś kilka krótkich chwil, w których trakcie Maureen m.in skosztowała miodu pitnego. Większość tu zebranych pospieszyła z wyjaśnieniem jej, co takiego właśnie zaczynała czuć, po skosztowaniu ów napitku. Nigdy wcześniej nie próbowała alkoholu i było to dla niej nowe doświadczenie. Dla obserwujących pewno też, ponieważ kogo by nie interesowało, czy roślina może się upić, a jeśli tak to, jakie byłyby tego następstwa? Rzecz jasna Maureen nie znała potencjalnego ryzyka, nie wiedziała, w co takiego się pakuje.
- Przecież drzewa nie wirują! - rzekła stanowczo, choć z podobnym poziomem głośności, co kruczowłosa, by faktycznie nie przeszkadzać reszcie w ich rozmowach - Ooo... - wydawała z siebie pomruk świadczący o tym, że szybko jednak zrozumiała swój błąd w rozumowaniu. Tymczasem Loredana pokazała jej, na czym polegają ów tzw. małe łyczki i spróbowała naśladować jej ruchy. Kolejny łyk miodu nie był już takim zaskoczeniem jak za pierwszym razem. Była jednak nowicjuszem w piciu alkoholu, więc w dalszym ciągu odrobinę wykrzywiło jej minę na twarzy.
- Chyba mówicie z doświadczenia, czyż tak? - zwróciła uwagę na sposób, w jaki wyjaśniali jej wszystko, co związane było z alkoholem. Na kilkusekundowy moment przyszło Roślince do głowy, że mogą próbować wykorzystać ten fakt przeciwko niej. Równie szybko ta myśl wyparowała. Prawdopodobnie za sprawę procentów, które może i w niewielkich ilościach, ale krążyły już po jej ciele. Na razie jedyny efekt, jaki odczuwała, to uczucie ciepła w wewnątrz klatki piersiowej, posmak w ustach i... chyba to wszystko... chyba...
avatar
Maureen

Kieszenie : Torba podróżna zawieszana na ramię, różne zioła, wiele innych "śmieci"
http://luciferum.forumpolish.com/t292-maureen#867 http://luciferum.forumpolish.com/t293-maureen#870

Powrót do góry Go down

Re: Loże

Pisanie by Loredana Cattaneo on Nie Sty 14, 2018 10:23 pm

W takich sytuacjach, jeśli nastawienie jest pozytywne - nawet najbardziej komiczny lisek może wyglądać na znacznie większego drapieżnika. I w jej oczach właśnie tak wyglądał - czy to takie dziwne?
- U aaa. - odpowiedziała zdmuchując niewidzialny płomyk z palca i ochłodziła go strzepując z niego "resztkę zwęglonego knotka". Dobrze, że nie straszył jej prawdziwymi kłami - przyniosło by to efekt odwrotny.
- nie wiedziałam, że tak ogniste z Ciebie stworzenie. - zatrzepotała czernią swoich rzęs uśmiechając się zalotnie do Haru. Wodziła za nim wzrokiem.
Ugryzła się w język. Miała na jego koniuszku stiwerdzenie, że z tymi zagadkami wcale nie jest aż tak prosto, ale - co było na jego koniuszku - tam pozostało.
- Nie mam nic przeciwko. - z nieustającym uśmiechem na ustach potrząsnęła bujnym gąszczem loków. Z entuzjazmem przyjęła zaproszenie kolejnej osoby do turnieju zgadywanek. Rodzaj zagadek przez to chyba powinien się zmienić, bo z całą pewnością doświadczenia Maureen były różne od doświadczeń zielarki i właściwie nie bardzo była pewna czy ktoś taki jak zielona towarzyszka ich rozmowy nie uzna intelektualnych rozrywek jako marnotrawstwo czasu.
- Zagadka, to skomlikowane wyjaśnienie dla prostej rzeczy. - zastanowiła się chwilę, bo jak wytłumaczyć coś, co było tak oczywiste i intuicyjne, że nie pozostawiało zbyt wiele inwencji na utworzenie własnej i zwięzłej definicji.
-Na przykład. Co jest takie duże, że zajmuje cały świat i jednocześnie takie małe, że wniknie w najmniejszą szczelinkę? - na to pytanie mógł odpowiedzieć każdy kto chciał pomóc Maureen w załapaniu o co chodzi z zagadkami.
- Kto jak kto, ale Ty nie powinieneś brać wszystkiego tak dosłownie.- udała obrażoną i trąciła liska w nosek, gdy udawał(?), że nie zrozumiał co miała na myśli mówiąc o urwanym filmie i przesadzie w ilości wypitego trunku.
- Jak najbardziej. - życzliwie odpowiedziała Maureen. Alkohol to było tak magiczne zjawisko, że nie dało się go wyjaśnić nie mając z nim wspólnej przeszłości.
- To jak? Bawimy się dalej? - zapytała prowokująco patrząc na Haru.
avatar
Loredana Cattaneo

Kieszenie : smartfon, srebrny mrdalion z wisiorkiem, zapałki
http://luciferum.forumpolish.com/t294-loredana-cattaneo#875 http://luciferum.forumpolish.com/t295-loredana-cattaneo#880 http://luciferum.forumpolish.com/t296-kontakt-z-loredana#881

Powrót do góry Go down

Re: Loże

Pisanie by Sawney Yesterday at 2:11 pm

W dalszym ciągu przysłuchiwał się ich dyskusji. Niektórzy mieli rację, inni niekoniecznie. Machanie nogami znudziło mu się, dlatego zaprzestał to robić.
Najwyraźniej tak jest, chłopcze — zwrócił się do Haru. Grimnir jest tradycjonalistą i dla niego nie było lepszego metalu niż mithril. Nie było też również innego równie cennego, bo za wytworzone z niego zbroje zakupić ogromne ilości ziemi.
Zapomnienie się oznacza co innego, chłopcze. Kiedy my krasnoludowie ucztujemy trunki leją się strumieniami, tańczymy i śpiewamy, śmiejemy się. Cieszymy się tym, że przeżyliśmy kolejny dzień, zapominamy o troskach — ponownie zabrał głos, spoglądając na Haru, któremu starał się wyjaśnić, że zapomnienie a zapomnienie się to dwie różne rzeczy. Oni pili dopóki nie będą mieć dosyć lub nie zasną w miejscu.
Skoro James napełnił jego kufel chętnie upił spory łyk tego trunku.  Po chwili odjął kufel od ust, by oprzeć go na swych nogach. Wciąż obejmował go grubo palczastymi dłońmi.
Skinął lekko głową, uważając, że to można ocenić jedynie podczas próby walki. — Być może kiedyś będziesz mógł pokazać jak władasz bronią — odrzekł, przenosząc spojrzenie na Jamesa. Może kiedyś nadejdzie taki czas, że będą walczyć ramię w ramię.
W istocie, chłopcze. Potrzebujesz więcej czasu do namysłu? Nie musisz odpowiadać w tym momencie ani w żadnym najbliższym czasie — poinformował Jamesa. Może zechce z tego skorzystać. Krasnolud nie znał odpowiedzi na własną zagadkę, ale wiedział dokładnie czego chce i jeśli dostanie właściwą rzecz będzie wiedział, że ona jest odpowiedzią na jego zagadkę.
W rękach prawdziwego wojownika ten miecz może być śmiercionośną bronią, w rękach kogoś innego będzie równie użyteczny co nóż do papieru. Jest niewątpliwie kunsztownie wykonany. Nie powinien być używany w niewłaściwy sposób. Być może tak będzie — wyraził swoje zdanie o tej broni, czyniąc je w miarę neutralnym i jednocześnie niepozbawionym typowego dla siebie poglądu. Bogów nie powinno się zabijać, a tym bardziej wchodzić im w drogę. Byli potrzebni. Nawet oni, krasnoludowie mieli swych bogów.
Przemknął dłonią po swojej bujnej brodzie, drugą ręką wciąż stabilizując kufel z miodem pitnym.
Loredana zadała też swoją zagadkę. Zaczął się nad nią zastanawiać i może miał odpowiedź, ale wolał nad tym się zastanowić. W dodatku może się okazać, że będzie niedługo szedł.

_________________
Tym kolorem piszę, gdy jestem MG (#e0c166)
avatar
Sawney

http://luciferum.forumpolish.com/t176-sawney http://luciferum.forumpolish.com/t177-sawney http://luciferum.forumpolish.com/t178-zadzwon-do-sawneya

Powrót do góry Go down

Re: Loże

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content

Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach