Bar

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: Bar

Pisanie by Maureen on Sro Gru 27, 2017 11:01 am

W istocie decyzja między tym, co uważała za swój obowiązek a nieznaną przyjemnością, była trochę nie do ogarnięcia dla niej. Nie chodziło o to, że w ogóle nie znajdowała czasu na odpoczynek czy po prostu miłe spędzanie czasu. Zwyczajnie robiła to na własną rękę. Nie zawsze tak było. Kiedyś, jak jeszcze było sporo Daoine, to każdy las tworzył takie swoje małe społeczeństwo. Ostatnimi czasy liczba jej pobratymców zmalała. Sama Maureen nie widziała w tych okolicach żadnego Daoine od bardzo dawna.
Wracając jednak do obecnej sytuacji, Maureen chwilkę zajęło zastanowienie się nad tym, co zrobić. Ostatecznie jednak zdecydowała się skusić na propozycję mężczyzny. Wątpiła, by coś jej groziła. Wszak kompletnie bezbronna to ona nie była. Poza tym na tyle mocno zaintrygował ją swoim zachowaniem i otwartością wobec niej, że była zwyczajnie zaciekawiona, co ten jego pub ma do zaoferowania. Tymczasem jej rozmówca postanowił się przedstawić jako James McBlanc, lecz ona przede wszystkim zamierzała zapamiętać to pierwsze słowo, określające jego imię.
- James... - powtórzyła jego imię niczym echo, następnie położyła rękę u podstawy swojej szyi, jakby umyślnie wskazując na siebie - Maureen - dodała i jej rozmówca mógł się domyślać, że to było właśnie imię kobiety. Między Daoine nie istniało w ogóle pojęcie nazwiska, ponieważ postrzegali się wzajemnie jako swego rodzaju rodzina. Ciekawsze było jednak to, że nikt nie nadawał im imion, ani sami sobie ich też nie wybierali. Po prostu... ciężko to wyjaśnić, lecz oni z góry znali swoje imię odkąd sięgali pamięcią. Patrzyli też na świat w ten, a nie inny sposób, gdyż postrzegali go przez pryzmat domu. Wszyscy lub przynajmniej większość ludzi dba o swoje cztery kąty. Tę samą analogię można było przypisać do Daoine i ich relacji ze światem. Świat był ich domem, a natura obdarowała ich wolą istnienia. Słusznym postępkiem było, żeby w należyty sposób okazywali swoją wdzięczność i szacunek sile, która ma władzę nad wszystkim, co stąpa po ziemi.
Odpłynęła na moment myślami w te tematy, lecz z powrotem z ich obłoków sprowadziły ją słowa Jamesa, który wyjaśniał lub przynajmniej próbował wyjaśnić, dlaczego się jej nie bał. Skłamałaby, myśląc, że nie schlebił jej ten komplement, jeśli był szczery.
- Czyżby? - skierowała do niego retoryczne pytanie, na które mógł, lecz nie musiał dawać żadnej odpowiedzi. Na jej twarzy pojawił się z tego powodu mały uśmiech. Wprawdzie Maureen nie jest przyzwyczajona do czegoś takiego i w sumie nie potrzebowała słów pochwały, zwłaszcza za swój wygląd, ale z drugiej strony fajnie było spotkać kogoś, kto nie postrzegał ją jak potwora wyciągniętego wprost z najgorszych koszmarów. Tak przynajmniej większość ludzi ją postrzegało.. Nie chwyciła jego ręki z dwóch powodów. Po pierwsze, nie zrozumiała tego gestu, a po drugie ich spotkanie zostało przerwane przez pojawienie się niezwykle niskiego jegomościa o dosadnej brodzie. Krasnolud. Nie trudno go było rozpoznać, choć samego osobnika nie znała. Miała jednak w przeszłości z nimi kilka razy do czynienia. Niewiele jednak, by wyrobić sobie jakąś solidną opinię na ich temat. Wpierw nie zrozumiała, o co chodziło krasnoludowi z tym zapraszaniem i w ogóle. Przede wszystkim nie przyszło jej do głowy, co insynuował. Dopiero odpowiedź Jamesa na jego słowa dała Maureen do zrozumienia.
- Sporo przypuszczasz jak na kogoś, kogo nie znamy. Chyba że wy dwaj... ? - stwierdziła, zerkając na koniec raz na Jamesa, a następnie na krasnoluda i tak kilka razy, czekając na odpowiedź od któregoś z nich. Kto wie, może się oni znają? Sama żadnego z nich jednak nie znała, ale dla niej wszyscy w Luciferum byli obcy. Gdy oni ruszyli do środka, sama miała jeszcze trochę wątpliwości. Ostatecznie jednak przełamała się i ruszyła za nimi. Weszła do środka, gdzie zastała nie taki mały ruch. Momentalnie wzrok paru osób skupił się na niej i na krasnoludzie. Maureen nie wiedziała, co w zasadzie począć, więc czekała dalej na kolejny krok Jamesa. W dalszym ciągu zachowywała czujność, bo jakby nie spojrzeć, było to dla niej nowe terytorium.
avatar
Maureen

Kieszenie : Torba podróżna zawieszana na ramię, różne zioła, wiele innych "śmieci"
http://luciferum.forumpolish.com/t292-maureen#867 http://luciferum.forumpolish.com/t293-maureen#870

Powrót do góry Go down

Re: Bar

Pisanie by Sawney on Sro Gru 27, 2017 3:53 pm

Pod stopami krasnoluda drżała ziemia, a on sam dyszał jak tur. Mistrzem skradania się nie był, za to miał wiele innych zalet.
Krasnolud wysłuchał tego, co do powiedzenia ma ten osobnik i też w tym momencie przygładził swoją bujną brodę.
Nie pytałem, czy jesteście parą, chłopcze. Mówiłem, że jeśli ci się podoba to zaproś gdzieś tak urodziwe dziewczę. Doskonale — odpowiedział, poniekąd powtarzając się. Zaśmiał się też krótko, tubalnie. Ach ta młodzież!
Krasnolud nie widział żadnego problemu między byciem znajomymi od paru chwil a zaproszeniem urodziwego dziewczęcia w jakieś miłe miejsce. W domu czekała na niego najpiękniejsza kobieta, jaką nosiła ziemia, więc wiedział o czym mówi.
Być może, być może. My się znamy? Nie. Gdzie moje maniery… Grimnir, do usług panienki — zwrócił się do dziewczęcia, do którego zwracał się bardzo uprzejmie i nawet przedstawił się oraz lekko skłonił się.
Kiedy weszli do środka, rozejrzał się po przytulnym wnętrzu tego pubu i potem ponownie powrócił spojrzeniem do właściciela tego przybytku, z wesołym błyskiem w oku.
Chłopcze, powiedziałem innym krasnoludom, że znajdę człowieka, który wypije więcej kufli miodu pitnego ode mnie. Jesteś tym człowiekiem? — zwrócił się do właściciela tego pubu, który mógł podjąć to wyzwanie lub mu odmówić. A może zna kogoś takiego, kto byłby w stanie mu w tym dorównać.


Ostatnio zmieniony przez Sawney dnia Sro Gru 27, 2017 8:08 pm, w całości zmieniany 1 raz

_________________
Tym kolorem piszę, gdy jestem MG (#e0c166)
avatar
Sawney

http://luciferum.forumpolish.com/t176-sawney http://luciferum.forumpolish.com/t177-sawney http://luciferum.forumpolish.com/t178-zadzwon-do-sawneya

Powrót do góry Go down

Re: Bar

Pisanie by Gabriel on Sro Gru 27, 2017 7:20 pm

Sytuacja zaczynała się robić dość powiedział bym ciekawa, acz nie wypadałem w niej najlepiej. Cień grymasu przewinął się przez moją twarz.
Uwaga krasnoluda była słuszna, a będąc zarazem blisko Maureen, nawiasem ładne imię. Nieco traciłem grunt pod nogami chcąc jednocześnie być miłym w stosunku do dziewczyny jak i zabawić się z nowo poznanym brodaczem, którego „chód” uznałem za cichy. Każdy ma prawo się zagapić, prawda?
Cieszyłem się że wszyscy postąpili wedle mojej myśli i nawet pojawiła się w mej głowie propozycja aby rozwinąć te niezapowiedziane i nader intrygujące spotkania w coś więcej...
Gdy krasnolud mówił przyglądałem się mu uważnie wyglądał znajomo, acz nie przypominam sobie gdzież bym mógł go spotkać? Może przed wiekami w jakiejś karczemce? Nie wykluczałem…
Nieco rozbawiło mnie jego oświadczenie, ale cóż nie wypada się śmiać z tak poważnych spraw to też z pokerową miną słuchałem go w napięciu.
- Twój kompan Cię nie okłamał, a jakże swego czasu lubowałem się w piciu tego zacnego trunku. Dziś jednak przeszedłem bardziej na degustację, lecz miejmy nadzieję, że nie wyszedłem z wprawy. Co więcej dobrej kompani i napitku nigdy nie odmawiam, a bo to grzech i nietakt. - szelmowski uśmiech wnet zagościł na mym licu. Dawno nie miałem przyjemności wypić z godnym zawodnikiem. A ten tu wyglądał na wytrawnego gracza. Liczyłem, że Maureene nie będzie zniesmaczona naszym zachowaniem, ba myślałem by i ona spróbowała alkoholu.
- Przepraszam na sekundkę, ale co to za biesiada bez większego towarzystwa? Proszę rozgośćcie się. - Wskazałem dłonią na lożę, która była pusta i zachęcała by ją zająć. A tymczasem podszedłem do baru by uregulować małe długi.
- Wybaczcie, że zostawiłem was tak bez słowa – zwróciłem się bardziej do Loredany, niżeli jej towarzysza. Nawiasem cóż to za festiwal imion? Maureene, Grimnir, Loredana, tej ostatniej imię poznałem nie oficjalnie to też lepiej udawać Greka niżeli wyjść na podsłuchiwacza. - Czy mielibyście ochotę przysiąc się do nas? - ruchem głowy wskazałem loże. - Zapewniam wynagrodzę wszystkie winy – uśmiechnąłem się dość tajemniczo.  




*Maureene oraz Grimnir jeśli chcecie możecie pisać w tym oto temacie klik
avatar
Gabriel

Kieszenie : Portfel, telefon, klucze do mieszkania, lokalu, motocykla oraz aut. Czasami pałka teleskopowa schowana w wewnętrznej kieszeni kurtki.
http://luciferum.forumpolish.com/t286-james-mcblanc-alias-archaniol-gabriel http://luciferum.forumpolish.com/t297-gabriel http://luciferum.forumpolish.com/t302-kontakt-z-gabrielem

Powrót do góry Go down

Re: Bar

Pisanie by Haru on Sro Gru 27, 2017 9:04 pm

- Wiele tracisz, ale kto wie? Może kiedyś zmienisz zdanie. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, ile ciekawych rzeczy ma ten świat do zaoferowania. - powiedział lisek spokojnym głosem, zupełnie jakby uchylał rąbka jakiejś wielkiej tajemnicy. Haru spotkał w swoim długim życiu wiele istot i nawet czasami widział, jak potoczyły się ich losy. Czasami oferował dobrą radę, ale przenigdy nie łamał swojej jednej zasady - nie narzucaj komuś ścieżek. To się zawsze źle kończyło oraz odbierało się szansę na nauczenie się ważnych lekcji.
Na przykład samodzielności.
- Jeżeli tak reagujesz na jedną dobrą odpowiedź, to ciekawy jestem, jak wygląda u ciebie euforia. - skomentował Haru, oglądając z lekkim rozbawieniem zachowanie Loredany. Musiał przyznać, że nigdy w życiu nie podejrzewałby takiej reakcji z jej strony na wiadomość o pozytywnym odgadnięciu rozwiązania.
Nigdy.
Pierwsza poważna zagadka w tym jakże ważnym konkursie wymagała już trochę dłuższego przemyślenia, gdyż kobieta podejrzewała tutaj jakieś sprytne zagranie. Że niby odpowiedź do tej łamigłówki wydawała się zbyt prosta i oczywista, więc to nie mogła być ona. I właśnie dlatego lisek uwielbiał tego typu zadania. Przedstaw człowiekowi trudną zagadkę, następnie daj jakąś prostą, a potem obserwuj jak się głowi nad rozwiązaniem, kompletnie ignorując oczywistą oczywistość.
- Cóż... teoretycznie dzwon mógłby tutaj pasować, ale chodziło mi o talie kart... - zaczął lisek, bawiąc się swoim drinkiem. Akurat tutaj mieli do czynienia z pytaniem posiadającym kilka odpowiedzi, tak zwanym jokerem.- Mogłem źle przetłumaczyć, wybacz. Uznajmy, że nie zgadłaś i zgadłaś za razem. Co ty na to? - kontynuował, spoglądając w końcu na uczestniczkę tej zabawy. Takie ścisłe trzymanie się zasad nigdy nie było czymś interesującym, ale naginanie ich bez łamania? Tutaj kitsune miał prawdziwe wyzwanie.
- O, to pan gdzieś sobie poszedł? Myślałem, że udał się pan tylko do toalety. - powiedział Haru, udając jak najlepiej mógł zaskoczenie. Nie miał za złe Roszpunce w wersji męskiej za zostawienie ich, ale co jak co, mógł oznajmić swoje odejście. Inaczej jak taki lisek miał sobie nie pomyśleć, że tylko udał się łazienki czy co. Jeszcze żyłby lichą nadzieją, iż do nich wróci.
- Wybór pozostawiam mojej towarzyszce w grze. Niech to piękna dama decyduje o naszym losie. Zaś co do rekompensaty za winy... może całus pod jemiołą?- dodał, zrzucając cały ten wybór na Loredane, jednocześnie proponując przelotnie propozycje odpokutowania za jego porzucenie. W tym stuleciu reakcje na takie przelotne flirtowanie z tą samą płcią bywały przezabawne.
Nie to co kilkaset lat temu.
avatar
Haru

Kieszenie : Portfel, klucze do mieszkania,
http://luciferum.forumpolish.com/t284-koharu-haru-ikeda http://luciferum.forumpolish.com/t285-koharu-ikeda#838

Powrót do góry Go down

Re: Bar

Pisanie by Loredana Cattaneo on Sro Gru 27, 2017 10:06 pm

W jej spojrzeniu rozbłysło coś figlarnego, jakby doskonale rozumiała co ten świat ma do zaoferowania. Przemilczała jednak to uśmiechając się lekko i skinęła delikatnie głową, jakby się z nim zgadzała, albo wzięła sobie słowa Haru do serca. Do przemyślenia "na później". Była mu wdzięczna, że nie starał się na siłę przekonywać, że powinna zmienić sposób myślenia. Ceniła sobie osoby, które miały własne zdanie, ale nie narzucały go innym akceptując prawo do popełniania własnych błędów, nawet jeśli one już dawno temu miały odrobioną tą lekcję życia.
- W dużej mierze zależy z kim ją dzielę. - była totalnie szczera w tym stwierdzeniu. Może i samą siebie zaskoczyła. Psotny kitsune wyzwolił w niej ducha zabawy i odkrywania nowych rozwiązań.
Entuzjazm magini jakby lekko opadł. Patrzyła na niego z niedowierzaniem. Jakby właśnie jakiś mały duszek sprzedał jej magicznego pstryczka w nos. Chwilę później zaśmiała się perliście.
- Nie mówiłeś, że zagadki obejmują czytanie w myślach - uśmiech nie schodził z jej twarzy. Drobne zmarszczki, które były ledwie dostrzegalne przez cały czas (co świadczyło o tym, że nie często się śmiała) odznaczyły się wyraźnie stanowiąc swoistą oprawę dla roziskrzonych szczęściem oczu. - i lingwistyczną gimnastykę. - nie byłaby sobą, gdyby nie odwzajemniła tego małego pstryczka w nos, którym ją poczęstował oznajmiając, że nie była doskonała w te klocki. Wszak w oficjalnym języku sportowym nikt nie używał słowa "serce", zastępując je dużo bardziej profesjonalnym wyrazem "kier".
Jako, że bawiła się setnie, a dodatkowo uniesiona poprzeczka nie tyle nie ostudziła jej ducha walki, co rozochociła ją jeszcze bardziej - przystała na propozycję uznania zagadki jako odgadniętej i nie odgadniętej zarazem.
- To trochę jak z kotem Schrödingera. - nie byłaby sobą, gdyby nie skomentowała decyzji Haru., przytakując jednocześnie głową na znak, że zgadza się z jego werdyktem.
- Obawiam się jednak, że powinieneś rozszerzyć listę odpowiedzi, jeśli rozszyfrowanie pozostałych zagadek wymaga posiadania dodatkowych atutów magicznych. - ktoś tu się naprawdę nieźle bawił, skoro pozwoliła sobie na takie beztroskie "rzucanie magią".
Loredana, w przeciwieństwie do Haru była dotknięta zachowaniem Gabriela. Nie potrafiła tak dobrze, jak towarzysz jej zabawy ukryć uczuć. Lodowiec przepłynął przez oczy do tej chwili jeszcze pełne roziskrzonego rozbawienia. Zmarszczki schowały się pod zastygłą twarzą. Uśmiech odleciał, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Nie trwało to jednak długo. Umiejętności aktorskie jej kompana sprawiały, że nie potrafiła długo okazywać urazy Jamesowi (co nie było równoznaczne z wybaczeniem). Serdeczny wyraz twarzy zakotwiczył się na niej, jakby był jej codzienną miną. Uśmiechnęła się nawet lekko słysząc propozycję, którą Haru wystosował w stronę Jamesa. Ten archanioł naprawdę był dziś rozchwytywany jak ciepłe bułeczki. Ona, Haru, nawet ten krasnolud... ciekawe czym się wspomagał, by wywołać aż taki efekt zbiorowego pożądania.
Ponieważ widziała, że Haru miał chęć "zasłonić się jemiołą", by go pocałować - nie zamierzała mu stać w tym na przeszkodzie. Tym bardziej, że sama lubiła grać do obu bramek, a odrobina flirtu jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Zaczęła się zbierać.
- Chodźmy zatem, skoro gospodarz zaprasza. - wzięła ze sobą szklaneczkę nowo polanej whisky, w której kostki lodu delikatnie dzwoniły obijając się o szkło w rozkołysanym alkoholu. Może Jamesowi uda się chociaż odrobinę osłodzić im niesmak fatalnego drugiego wrażenia. Poniekąd była również ciekawa tych barwnych postaci, które weszły do baru wraz z archaniołem.

z/t wszyscy
avatar
Loredana Cattaneo

Kieszenie : smartfon, srebrny mrdalion z wisiorkiem, zapałki
http://luciferum.forumpolish.com/t294-loredana-cattaneo#875 http://luciferum.forumpolish.com/t295-loredana-cattaneo#880 http://luciferum.forumpolish.com/t296-kontakt-z-loredana#881

Powrót do góry Go down

Re: Bar

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach