The Times They Are a-Changin'

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

The Times They Are a-Changin'

Pisanie by Matthew Hayes on Sro Gru 27, 2017 3:46 pm

obrazek
Kto bierze udział: Matthew Hayes, Gabriel
Okoliczności: około 1920 roku, Kraków. Niewielki pub w mniej uczęszczanej części miasta, z rodzaju tych w których środku zawsze panuje klimatyczny półmrok więc ciężko stwierdzić jak wiele czasu upłynęło.
Powiązania fabularne: Jako, że jest to odegranie wspomnienia obie postaci posiadają już wiedzę na temat rozgrywanych tu wydarzeń i wykorzystają ją w najbliższym osobistym spotkaniu na fabule

Nie pamiętał kiedy ostatnim razem cokolwiek mu się śniło. Ciężko pracował całymi dniami, po części z własnego wyboru ale również z racji ciążących na nim obowiązków. Dlatego właśnie wieczorami padał na łóżko jak martwy i budził się dopiero rano, z pomocą budzika. Tym razem było jednak inaczej, choć wciąż nie można było zaliczyć tego do pełnoprawnego snu. Fragment wspomnień, zaskakująco żywy i wyraźny by można go określić tylko jako wyobrażenie.

Ludzie z wolna przechadzali się po brukowanych uliczkach, na ich twarze naprzemiennie padał chłodny cień domów przytulonych do wąskich uliczek i ciepłe promienie wrześniowego słońca w miejscach, gdzie światłu udało się przedostać ponad dachami. W oddali słychać było bardzo charakterystyczne dźwięki toczących się powozów i końskich podków stukających o kamień zmieszany z czymś nowym, warkotem pierwszych samochodów. Ten ostatni nie budził w Sarielu dobrych skojarzeń. Dla ludzi wojna światowa stawała się odległym wspomnieniem, mieszkańcy zwłaszcza tego kraju zdawali się być upojeni na nowo odzyskaną wolnością. Polska przeżywała drugą młodość, rozkwit i przepych talentów zarówno w nauce jak i wszelakich dziedzinach sztuki. Dostrzegał to, wiedział że taki happy end powinien go cieszyć... lecz wciąż pamiętał doskonale piekło wojny.
Nie nadążał z pomocą dla żyjących, wiele dusz zmarłych na froncie musiało czekać nawet wtedy kiedy używał mocy zatrzymania czasu by dotrzeć do jak największej ilości cierpiących. Wojna była długa, a on przecież tylko jeden, po raz pierwszy czuł że być może nie potrafił przynieść ukojenia ludziom którzy przecież sobie nawzajem zgotowali tak okrutny los. Same kule nie były nowością... ale te machiny wojenne, broń chemiczna od której w najlepszym razie łzawiły oczy - w najgorszym śmiertelnie zatruwały oddziały nieprzyjaciela.
Przecież żaden człowiek nie powinien pałać taką nienawiścią do bliźniego...
Sariel złapał się na tym, że od kilku dobrych minut stał na uliczce, podpierając ścianę i patrząc się w bliżej nieokreślonym kierunku. Z jeszcze większą łatwością przychodziło mu ostatnio zatracenie poczucia czasu - albo za mocno skupiał się na pracy w charakterze lekarza, albo tak jak teraz po prostu tracił kontakt z rzeczywistością z błahego powodu jakim był odległy dźwięk silnika który zdążył przebrzmieć w gwarnym mieście, a sam wehikuł odjechać w siną dal. Uśmiechnął się niezręcznie do kilku zaniepokojonych panien, które podeszły do niego aby spytać czy na pewno z nim wszystko w porządku, oczywiście zapewnił je że tak było i kulturalnie przeprosił za swe nietypowe zachowanie. Czuł się wyjątkowo nieswojo kiedy ludzie zwracali na niego uwagę w chwilach tej nieznanego pochodzenia słabości, dlatego zmusił się by ruszyć z miejsca w bliżej nieokreślonym kierunku.
Po kilkunastu minutach krążenia bez celu zorientował się, że był zdecydowanie oddalony od głównych części miasta. Te biedniejsze i mniej uczęszczane były mu bardziej znane - jako lekarz nie pobierał wynagrodzenia od osób, które nie było stać na pomoc gdzie indziej, a i od tych bardziej zamożnych pobierał jedynie symboliczne opłaty z konieczności zachowania pozorów. Słońce coraz bardziej nieubłaganie chyliło się ku zachodowi, uliczki były już niemal w stu procentach spowite cieniem i tylko patrząc w górę na złotobłękitne niebo uzyskiwało się przypomnienie, że to jeszcze nie wieczór. Od dłuższej chwili nikogo nie mijał w alejkach, co zaskakująco mu odpowiadało. Dostrzegł szyld znanego mu pubu i uśmiechnął się sam do siebie, prawie że niezauważalnie. Co prawda nie był skłonny pić dużych ilości alkoholu, lecz coraz częściej łapał się na tym by zachodzić w to konkretne miejsce. Nawet jeśli niczego nie zamówił... po prostu przebywał wśród innych udręczonych dusz. Jeśli nie potrafił pomóc sobie, mógł przynajmniej poprawić nastrój innym. Posiadał takie umiejętności.
Bez wahania wszedł do środka i od razu skierował się do kontuaru za którym stał wąsaty właściciel. Sariel uśmiechnął się do niego jak zwykle, z pewną niepewnością do której znający go mieszkańcy Krakowa zdążyli przywyknąć.
- Jedno piwo, mam rację? - starszy mężczyzna zapytał, a raczej stwierdził fakt bo brunet skinął mu głową nie chcąc, przynajmniej póki co, wdawać się w rozmowę. Wąsacz roześmiał się rubasznie, lecz serdecznie i od ręki zrealizował zamówienie, stawiając przed Sarielem nie za duży szklany kufel. Archanioł zapłacił i podziękował cicho nim upił spory łyk chłodnego napoju. Nie smakował mu, albo nie lubił wszystkich alkoholi albo po prostu nie trafił na ten odpowiedni, ale wzdrygająca nim gorycz skutecznie odciągała uwagę od traumatycznych wspomnień, które od chwili usłyszenia cholernego silnika próbowały wydostać się z podświadomości archanioła.
Uniósł oczy i dostrzegł swoje odbicie w lustrzanej tafli za barem, na tle której stało tylko kilka butelek. Wiedział, że podczas dwudziestolecia międzywojennego wyglądał inaczej ale to był przecież sen - może właśnie dlatego jego aparycja zgodna była z wizerunkiem, na który zdecydował się przybywając do Luciferum.
avatar
Matthew Hayes

http://luciferum.forumpolish.com/t233-archaniol-sariel http://luciferum.forumpolish.com/t244-matthew-hayes#531

Powrót do góry Go down

Re: The Times They Are a-Changin'

Pisanie by Gabriel on Pon Sty 01, 2018 2:37 pm

Nigdy dotąd w swym długim życiu nie czułem tak dojmującej pustki, co teraz. Wojna przeminęła, kraje biorące w niej udział podpisały pakt pokojowy. Granice przesunięto na korzyść zwycięzców. A na pokonanych spadły sankcje i zarzuty za zniszczenia wojenne, lecz nic to. Świat otrząśnie się z tego i wróci do życia normalnego?
Jakże płonne to nadzieje, aby ugasić pragnienie władzy, chęć mordu i nienawiści w was ludziach. Jesteście tylko prochem w dziejach ziemi. Robactwem, które niczym wirus atakuje swego nosiciela, ziemię. Wybijacie się milionami z przyczyn trywialnych i bezsensownych. Młodzi giną za błędy starców. Ojcowie grzebią w ziemi swych synów. Jesteście marnością nad marnościami. Skrawkiem przegniłego mięsa po którym sęp pogardzi.
A jednak jestem, byłem i będę z wami, przy was. Na wojnie i podczas pokoju strzegę ludzi, bo taka ma misja...


  Polacy jak chyba nikt inny zasłużyli na odzyskanie niepodległości. Kraj ten zniknął z map świata na wiele dekad, lecz dzięki wytrwałości, miłości i oddaniu jego obywateli ponownie zagościł na mapie świata. I to właśnie tu przybyłem niesiony niezrozumiałym podszeptem po zakończeniu wojny.
Mieszkam w Krakowie stolicy kultury i nauki. Miasto to niegdyś było stolicą państwa Polskiego. Poznałem je na wylot jego tajemnice i magiczne miejsca nie są już dla mnie tajemnicą. Spędziłem ponad rok i myślę że jeszcze tu pomieszkam przez czas jakiś. Przez ten czas mieszkałem w kilku regionach, lecz ostatni mi czasy przeniosłem się do mniej uczęszczanej dzielnicy można powiedzieć nawet o niej że odpycha swym urokiem większość ludzi, lecz mi to nie przeszkadzało.

  Wstąpiłem do pubu wczesnym popołudniem i przesiedziałem w nim już kilka ładnych godzin. Nie posilałem się a jedyne co zamawiałem to lekkie marcowe piwo wprost z tutejszego browaru.  Siedząc w kącie sali miałem doskonały widok na wszystko i wszystkich to też gdy pewien urodziwy młodzieniec wszedł do lokalu przykuł moją uwagę. Widywałem go tu często. Przerwałem na chwilę nabijanie drewnianej fajki tytoniem i wstałem. Wolnym krokiem podszedłem do przybysza i dosiadłem się obok. Gestem poprosiłem dolewkę i gdy barman mnie obsłużył spojrzałem na lico młodzieńca.
- Waści, jakiś taki nie tutejszy się wydajesz? - zagadnąłem lekko zaciągając, po polsku mówiłem nie najgorzej, lecz nad akcentem musiałem po pracować.
avatar
Gabriel

Kieszenie : Portfel, telefon, klucze do mieszkania, lokalu, motocykla oraz aut. Czasami pałka teleskopowa schowana w wewnętrznej kieszeni kurtki.
http://luciferum.forumpolish.com/t286-james-mcblanc-alias-archaniol-gabriel http://luciferum.forumpolish.com/t297-gabriel http://luciferum.forumpolish.com/t302-kontakt-z-gabrielem

Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach