Judas "Thorn" Blackburn

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Judas "Thorn" Blackburn

Pisanie by Jude Blackburn on Wto Paź 10, 2017 1:42 pm

Judas "Thorn" Blackburn
Wiek: 40
Data urodzenia: 11.03.1977
Miejsce urodzenia: Anglia, Wielki Londyn - Londyn
Orientacja: Biseksualny
Stan cywilny: Kawaler
Zawód: Nauczyciel muzyki; grajek uliczny
Miejsce pracy: Zespół Szkół w Luciferum; molo
Miejsce zamieszkania: Downtown
Wyglądu użycza: Richard Armitage
Biografia
Nie od zawsze chciał być żołnierzem. Właściwie to od maleńkiego pasjonowała go muzyka. Już jako mały brzdąc przejawiał ogromną pasję do muzyki – czego nie popierali jego rodzice, mając dość nieznośnych i pozbawionych składu hałasów i jazgotów – a z czasem pojawił się również talent. Eleonor i David byli inteligentnymi ludźmi i widząc ten właśnie talent, nie chcieli by on się zmarnował. Z początku nieco sami kierowali syna, dając mu w rękę bardziej skomplikowane instrumenty, niż cymbałki, a także nauczycieli, którzy umieli czegoś Judasa nauczyć.
Z powodzeniem skończył pierwszą szkołę, by potem udać się do Brockington Collegeu, gdzie kontynuował swą muzyczną edukację. Tam między innymi nauczył się grać na większości instrumentów smyczkowych, z czego największą sympatią darzył skrzypce, a także wiolonczelę. Poza grą na licznych instrumentach, uczono go również śpiewu – choć z tego niewiele do dziś pamięta.
Będąc bardzo energicznym i żywiołowym dzieckiem, nie mógł się dostatecznie wyżyć grając jedynie na instrumencie. Potrzebował czegoś więcej i tym czymś był dla niego boks. Z czasem do tej aktywności fizycznej doszedł kickboxing. W końcu młody dżentelmen powinien umieć w razie czego obronić zarówno siebie, jak i swoją partnerkę.
College skończył z wyróżnieniem. Rodzice byli z niego dumni, zapowiadała się przed nim naprawdę świetlana przyszłość w świecie muzyki. Zanim jednak poszedł na studia, postanowił nieco skorzystać z życia – oczywiście jego rodzice nie widzieli w tym nic złego, w sumie sami ufundowali mu wycieczkę po wybranych przez niego państwach.
Wycieczka zajęła mu dosłownie rok. Cały, kalendarzowy rok. W czasie którego naprawdę dużo się działo.
Jak każdy chciał zwiedzić Egipt, Turcję, Afrykę, bliski i daleki Wschód, Włochy i wiele innych, zdecydowanie pięknych miejsc. We Rzymie pierwszy raz się zakochał, ale to dopiero w Budapeszcie przeżył swój pierwszy raz z kobietą. Turcję uważał za wybitnie piękną, Egipt był egzotyczny, ale zdecydowanie żal mu było, ze tyle piękna ściera się niemalże na każdym kroku z brzydotą zaniedbania czy chociażby lenistwa. Mongolia zachwyciła go widokami, Chiny zabytkami. Do Japonii nie dotarł, chociaż miał taki plan. Zamiast tego cofnął się – niepotrzebnie – do Afganistanu i sąsiadujących z nim państw.
Był to głupi pomysł, bo państwa te nie raz, nie dwa ze sobą walczyły. A z czasem w to wszystko miały się wmieszać jeszcze większe siły zbrojne. Niemniej widok wojny, dla siedemnastoletniego chłopaka był wspomnieniem mocno zapadającym w pamięć, a także mocno dającym do myślenia.
Do Anglii wrócił, cały i bezpieczny, chociaż to co zobaczył mocno nim wstrząsnęło. Ostatecznie podszedł na trzyletnie studia, do London Academy of Music and Art. Wytrwał do początku trzeciego roku, zrezygnował ze studiów chwilę przed ich zakończeniem, co było pierwszym wstrząsem dla jego rodziców. Drugim była decyzja jedynego syna o pójściu do wojska, a właściwie najpierw do akademii wojskowej, a dopiero potem faktycznie do wojska. Próbowali go od tego odwieść, ale Judas zawsze należał do upartych skurczybyków. Nie dał się łatwo zawrócić, czy powstrzymać.
Decyzja podjęta, do akademii wojskowej papiery złożone – przyjęty, choć niektórzy kręcili nosem. Tam spędził 48 tygodni, po tym czasie, już na poważnie zaciągnął się do wojska.
Oczywiście nie było mu łatwo, mimo wcześniejszego przygotowania. Musztra, porządek, dyscyplina. Fakt, że musisz bezgranicznie zaufać ludziom, których nawet nie znasz, a także oni muszą zaufać tobie. W wojsku wszystko sobie wyjaśniano od razu, tak by potem uniknąć pewnych komplikacji. Nie raz, nie dwa podczas pierwszych miesięcy oberwał po mordzie lub sam komuś przyłożył. Trening był ciężki, zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Żołnierze z talentami byli od razu rozdzielani do odpowiednich jednostek. On miał talent, drugi, z którego w sumie nawet nie zdawał sobie sprawy, którego nigdy nie ćwiczył. Miał diabelnie dobre wyczucie, a także celne oko. Odległość nie miała znaczenia, jak długo broń była w stanie strzelić odpowiednio daleko, tak długo on trafiał do celu. Po szkoleniu na polach treningowych przyszedł czas na pierwszą akcję. Prawdziwe zadanie.
Przerażające, ale i na swój sposób bardzo podniecające. Pierwsze spotkanie z frontem, z tą adrenaliną, strachem. Jak i pierwsze prawdziwe pociągnięcie za spust, by kogoś zabić. Nie było to łatwe, ale w wojsku… nic nie jest łatwe, a przetrwać mogą tylko najtwardsi. Panuje prawo dżungli i jeśli nie zabijesz, to najprawdopodobniej zginiesz.
Źle zniósł pierwszą akcję, ale nie poddał się. Ruszył na kolejną, i następną, a potem jeszcze jedną. Aż w końcu zaczął brać udział we wszystkim, w czym go potrzebowali. Czasem jako mięso armatnie, któremu mimo wszystko udało się przeżyć, innym razem jako ten, który ma chronić ważne osobistości, a innym razem to on był rzeźnikiem zabijającym z odległości, tych którzy na śmierć zasłużyli. Szybko awansował, ale to zasługa tego, że był dobry. Mając 36 lat dumnie nosił kapitańską belkę.
Niestety w życiu często bywa tak, że jeśli jesteś w czymś dobry, to życie chętnie pokaże ci, że zawsze znajdzie się ktoś lepszy.
Miał 37 lat, a właściwie za chwilę miał tyle skończyć. Dostali proste zadanie, przetransportować ważnych ludzi z punktu „a”, do punktu „b”. Pozornie nic prostszego, w praktyce było to zadanie diabelnie trudne zwłaszcza, w kraju trawionym wojną. Na początku szło gładko, piękny dzionek, temperatury nawet znośne, wszystko ładnie, pięknie. Az do czasu. Jak nie wjechali na minę, jak nie zaczęła się strzelanina. Wszystko działo się tak szybko, człowiek nie wiedział, gdzie ma strzelać, gdzie się schować. Hałas nie z tej ziemi, krew, walające się kawałki ciał, po prostu krwawa łaźnia. Wezwali wsparcie, mieli utrzymać pozycję i nie pozwolić na zabranie ochranianych cywili. Schowali się, ostrzeliwali z wrogiem. Wyglądało to źle. Nie mogli się jednak poddać i nie poddali. A na pewno Judas nie zamierzał się poddać, niestety pokrzyżowano mu ten plan. Wychylił się w złym momencie, przeciwnik nie trafił, rykoszet zaś niemalże zabił Blackburna trafiając go w twarz.
Na szczęście… nie zabił. Znokautował. W porę przybyły posiłki. Obudził się w szpitalu. Choć obudził się, to mocne słowo, bo sam Jude miał wrażenie, że wciąż śni. Słyszał głosy, ale nic nie widział. Pomoc przybyła za późno, nie dało się naprawić rozległych uszkodzeń, jakich doświadczył w tamtym niefortunnym momencie. Stracił wzrok na zawsze. Lekarze wojskowi nie dawali na to szans, to samo usłyszał w Anglii, do której został ostatecznie odesłany.
Wrócił na łono rodziny, która również to wszystko strasznie przeżywała. To właśnie ojciec i matka zaczęli szukać dla niego remedium, lekarstwa, kogoś kto powie, że jego sytuacja nie jest beznadziejna – chcieli o zrobić, bowiem widzieli, że z dnia na dzień Judas gaśnie. Nie chciał jeść, odmawiał przyjmowania tabletek przeciwbólowych, w pewnym momencie doszło do tego, że nie chciał nawet wstać z łóżka. Był żołnierzem, nie mógł sobie pozwolić na bezczynność, ale w tym stanie nawet nie chciał słuchać o tym, że przecież może żyć normalnie, tylko wielu rzeczy musi się nauczyć na nowo.
Ukojenie znalazł w tym, co porzucił dawno temu. W muzyce. I choć było to trudne – z początku – to w końcu… ciało nie zapomina. A gra na skrzypcach czy wiolonczeli przynosiła ulgę.
Poszukiwanie remedium, czy raczej lekarstwa na ślepotę syna, zawiodło rodziców Judasa, aż na Nową Zelandię. Gdzie niby lekarze wiedzieli, jak skutecznie wyleczyć takie przypadki. To właśnie sprawiło, że państwo Blackburn dłużej się nie zastanawiając spakowali się i wylecieli do Nowej Zelandii.
Bez chwili zwłoki Judas przyjęty został do Aucklandzkiego Szpitala, tam został dokładnie przebadany i podjęto próbę przywrócenia mu wzroku. Operacja miała trwać kilka godzin, a jej wynik mieli poznać po dwóch dobach. Do tego czasu musiał siedzieć z bandażem na oczach i trzymać kciuki, by wszystko się udało. Operacji się doczekał, na stole spędził cztery godziny, obudził się po nich bardziej zmęczony niż po wojskowym treningu. Czekali te dwa dni, by w końcu dowiedzieć się, że niestety z operacji nic nie wyszło. Lekarze w sumie nawet nie rozumieli dlaczego się ona nie powiodła.
Był to przysłowiowy gwóźdź do trumny. Judas nie chciał wracać do Anglii. Został w Nowej Zelandii razem z rodziną. Tam oczywiście starano się go nauczyć, jak sobie może radzić, jak żyć samodzielnie mimo braku tego jakże ważnego zmysłu. Oczywiście wszystko docierało do niego połowicznie. W końcu mając dość marudzących nad uchem rodziców, wsiadł w pierwszy lepszy autobus, a potem gdy trafił na obrzeża Auckland złapał stopa by jechać dalej.
Do Luciferum trafił w sumie przypadkiem, krótko po tym, jak będąc w Rotorua usłyszał o niewielkim miasteczku, w którym nie brak dziwadeł. Oczywiście nie sądził, że termin „dziwadła” odnosi się do istot zrodzonych z magii i wiary, a także samych bogów, a zachęcony tym, do miasteczka się udał. I tak od kilku miesięcy sobie w nim pomieszkuje.
Grając na molo zauważony został przez nauczycieli z Zespołu Szkół i zaproszony został do współpracy. W efekcie czego został nauczycielem muzyki. To również pozwoliło mu na wynajmowanie niewielkiego mieszkania w Downtown i życia sobie spokojnie w tym... nietypowym miasteczku.
Słabe i Mocne Strony
Jego największą słabością na pewno jest fakt, że jest niewidomy, nie urodził się taki, ale więcej o tym w Biografii. Drugą taką słabością jest obojętność odnośnie własnego losu.
Mu naprawdę jest bez różnicy, czy zginie czy przeżyje. To prowadzi do nieco samodestrukcyjnych działań.
Słabo sobie radzi z kontaktami międzyludzkimi, może to z powodu niechęci, a może chęci trzymania obcych na dystans. Tak jest bezpieczniej, wygodniej.
Zaświatowcy go ciekawią, ale również trzyma ich na bezpieczny dystans.
Jest strategiem i lubi mieć wszystko zaplanowane, a raczej lubił. Teraz nie planuje, po prostu idzie na żywioł. Chociaż to wcale nie jest dla niego proste, ani naturalne. Jest też osobą bardzo zdyscyplinowaną, wciąż trzyma się tego, czego nauczony został w wojsku. Wstaje wcześnie rano, utrzymuje porządek i nie tylko w sumie.
Unika kontaktu fizycznego, chociaż nie raz, nie dwa mu tłumaczono, że to by mu bardzo życie ułatwiło. Po prostu nie chce i nie będzie nikogo dotykał bez wyraźnego powodu i sam również nie da się nikomu dotknąć, a już na pewno pomóc sobie. W ogóle nie daje sobie pomagać. Mimo iż czasem potrzebuje.
Umiejętności
~Boks i kickbox nie są mu obce.
~Strzelanie z broni krótkiej i długiej.
~Operowanie nożem, wychodzące nieco poza wymagane w kuchni umiejętności.
~Gotowanie - głównie proste, niezbyt skomplikowane potrawy.
~Gra na instrumentach strunowych; głównie wiolonczela i skrzypce.
Ciekawostki
~Niegdyś widział, ale teraz jest niewidomy.
~Uwielbia psy.
~Nie przepada za kotami, chociaż nie jest w stanie wytłumaczyć skąd mu się to wzięło.
~Ma bardzo niski, głęboki głos, który przy pierwszym kontakcie może zaskoczyć.
~Nienawidzi gdy ktoś mu stara się pomóc. Nawet zapytany, czy potrzebuje pomocy najczęściej odpowie, że nie. Nawet jeśli faktycznie jej potrzebuje.


Ostatnio zmieniony przez Jude Blackburn dnia Sob Lis 11, 2017 8:37 pm, w całości zmieniany 2 razy
avatar
Jude Blackburn

Kieszenie : Futerał na skrzypce, smyczek i telefon
http://luciferum.forumpolish.com/t184-judas-thorn-blackburn http://luciferum.forumpolish.com/t185-judas-blackburn#290 http://luciferum.forumpolish.com/t186-jude-s-phone#291

Powrót do góry Go down

Re: Judas "Thorn" Blackburn

Pisanie by Sawney on Sro Paź 11, 2017 12:55 am

Akceptuję!
space
W imieniu dziwolągów witam w Luciferum byłego żołnierza i pierwszego nauczyciela muzyki. Po paru miesiącach spędzonych  tym miasteczku jesteś jednym z nas. Baw się dobrze, żołnierzu!
Nie zapomnij założyć informatora i miłej gry.
Dostajesz 9 Nefrytów!
avatar
Sawney

http://luciferum.forumpolish.com/t176-sawney http://luciferum.forumpolish.com/t177-sawney http://luciferum.forumpolish.com/t178-zadzwon-do-sawneya

Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach