Miyamoto "Miya" Yamato

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Miyamoto "Miya" Yamato

Pisanie by Miyamoto on Wto Paź 10, 2017 12:29 am

Miyamoto "Miya" Yamato
Wiek: {130 lat//wygląda na 20}
Data urodzenia: {20/04/1887}
Miejsce urodzenia: {miejsce nieznane}
Jaki: {Kyūbi-no-kitsune}
Namiętność {Lis uwielbia być chwalony, doceniany, wszystko by poczuł się wyjątkowym.}
Orientacja: {nieznana}
Stan cywilny: {kawaler z obrączką}
Zawód: {profesor medycyny, kardiochirurg}
Miejsce pracy: {dom}
Miejsce zamieszkania: {East Side}
Wyglądu użycza: {Adachi Yuto}
Biografia
Nie jest jasne w jaki sposób demoniczny lis pojawił się na świecie. On sam nie umie tego powiedzieć. Nie pamięta tego dokładnie. Jego data urodzin została ustalona za dzień kiedy jako jeszcze maleństwo został podrzucony pod drzwi szpitala. O dziwo wyglądał jak ludzkie dziecko. Być może stało się to za sprawą amuletu, który miał cały czas przy sobie. Wyglądał mniej więcej jak miesięczne niemowlę, całkowicie bezbronne i zostawione samo sobie. Czysty przypadek chciał, że znalazła go pewna pielęgniarka, która potem zdecydowała się go adoptować. Maleńki lis nigdy nie był w domu dziecka. Nie poznał co to znaczy nie mieć mamy czy taty. Pierwsze lata życia musiał korzystać z amuletu by można było się z nim kontaktować, nauczyć go funkcjonowania jak człowiek. Z biegiem lat coraz bardziej opanowywał sztukę zmiany w człowieka. Im on lepiej to potrafił tym moc amuletu słabła, aż do chwili kiedy stała się bezużyteczną zabawką, lub ładniejszą ozdobą.
Pierwsze lata życia spędził głównie u boku matki. To ona wychowywała go, uczyła chodzić, jeść i tak dalej. To z nią miał najsilniejszą więź. Mimo, że była tylko człowiekiem to potrafiła go zrozumieć, nawet to jak bał się kiedy pojawił mu się pierwszy ogon. To ona przytulała go kiedy pierwszy raz upadł i poranił kolana i rączki. To ona czytała mu bajki i pokazała jak cudowną sztuką jest pomaganie innym. To właśnie dla niech chciał być lekarzem. Chciał być taki jak ona.
Z jakiś dziwnych i niepojętych przyczyn bał się ojca. Uważał go za przerażającą, wiekową istotę, która pożera sny. Coś przypadkiem usłyszał, źle zrozumiał, a potem jak tylko widział ojca to uciekał do matki. Miał tak z rok lub dwa, potem mu przeszło. No tak można powiedzieć, przynajmniej na tyle by nie uciekać przed nim. O wiele bardziej go zrozumiał i zaufał mu kiedy miał z dziesięć, może dwanaście lat i to właśnie ojcu pierwszemu pokazał swój drugi ogon. Był taki dumny, a akurat mamy nie było. Został ojciec. To był krok milowy w ich relacji. Potem było już o wiele lepiej. Ojciec nie był straszny... był na swój sposób wyjątkowy, tak jak lisek.
Uczył się dobrze, można nawet powiedzieć, że bardzo dobrze. Studiował medycynę, najpierw zainteresował się chirurgią, a potem rozwinął to o chirurgię urazową. Mimo całej swej wiedzy i doświadczenia. Mimo wszystkiego tego co zdołał osiągnąć jako profesor medycyny, autor artykułów i książek, wykładowca... mimo to wszystko nie był w stanie sprawić, by jego ukochana mama nie umarła. Śmierć matki była jedną z dwóch tragedii, które sprawiły, że do dziś boi się kochać kogoś innego niż członków rodziny.

Około piętnaście lat temu zainteresował się kardiologią, poszerzył swe doświadczenie jako lekarz o tą dziedzinę medycyny. Około pięć lat temu zaczął odkrywać bardziej swe ludzkie emocje... inaczej... on się zakochał, a potem utracił najbliższą sobie osobę. Do dziś nosi w sercu ranę, która nie chce się zagoić. Czas bowiem nie leczy ran, zaciera jedynie pewne wspomnienia. Czas nie jest lekarzem dusz, jest jedynie sprzątaczką.
Ze względu na trudności z nawiązywaniem relacji międzyludzkich nigdy nie związał się z nikim. Miał romans z bardzo bliskim i długoletnim przyjacielem, jednak skończył się on śmiercią owej osoby. Mężczyzna potrzebował bardzo wiele czasu by dotrzeć do lekarza, zdobyć zaufanie lisa. Kiedy już mu się to udało miał w nim swego wiernego partnera i przyjaciela. Miało być pięknie, szczęście miało trwać wiecznie... nic jednak nie było takie jak powinno. Jego ukochany zginął w wypadku, a lis nie był w stanie by temu zapobiec. Uciekając przed bólem poświęcił się pracy i nauce. Śmierć przyjaciela rozbiła go emocjonalnie, sprawiła, że zaczął jeszcze bardziej, z większym uporem uciekać przed uczuciami.
Ostatni rok jego życia był jednocześnie jednym z najlepszych i najgorszych. Jego przeznaczeniem i przekleństwem. Mógłby ze spokojem powiedzieć, że kocha i nienawidzi jednocześnie. Te uczucia się ze sobą łączą w dziwnej symbiozie, której nie każdy jest w stanie pojąc sensu. Rok z życia mężczyzny, podczas którego nie potrafił pogodzić się z stratą ukochanej osoby, jednocześnie starając się żyć dla swego dziecka, poświęcić mu całkowicie. Próbować poskładać to coś co było rozbitymi kawałkami szkła, kiedyś układającego się w jego życie.

Trzy lata temu urodził się jego pierworodny, prawdopodobnie jedyny i ostatni syn. Nie. Nie był to owoc romansu czy szalonej nocy. Analityczny umysł lekarza wszystko zaplanował do każdej chwili. Dziecko urodziła mu chińska bogini, być może to był przejaw jej miłosierdzia dla boskiego pupila, a może jedynie kaprys. Tylko dzięki niej mógł zostać ojcem. Dokładnie trzy lata temu przeniósł się ze szpitala do prywatnego gabinetu, nie od razu, ale bardzo stopniowo. Powoli. Najpierw dziecko miało opiekunki, ale kiedy na pierwsze urodziny pojawiło się u maluszka coś takiego jak ogonek postanowił zrezygnować całkowicie z praktyki w szpitalu. Maleństwo jest lisem, ale w praktycznie przez cały czas pozostaje w ludzkiej postaci, nie do końca też kontroluje pojawianie się u uszków i ogonka. Przyczyną obecnej formy dziecka, oraz tego, że czasami pojawiają się jedynie lisie atrybuty jest być może pochodzenie matki.

Dziś lis pracuje w domu, dzieli swój czas między opieką nad dzieckiem, a pacjentami. Ma wynajętą opiekunkę dla dziecka i gosposię, która zajmuje się jego domem. Żyje. Jednak nie planuje. Żyje kolejnym dniem swego trzyletniego już dziecka. Trwa myślą, że pojawią się kolejni pacjenci i nie umie zapomnieć jak bardzo kogoś kiedyś kochał... Rok... to powinno już minąć... ale czemu nadal jest w nim? Kiedy zamyka oczy wciąż go widzi, ma wrażenie, że wystarczyłoby podnieść dłoń, a ukochany tam będzie. Prawie... prawie czuje ciepło jego ciała przy sobie, ale kiedy otwiera oczy jest sam. Kiedy zasypia znów przeżywa chwile z nim. Już nie płacze. Łzy wyschły. Radzi sobie całkiem dobrze dzięki wsparciu ojca, ale nie potrafi przestać kochać zmarłego przyjaciela. W tym nawet jego zdolny ojciec nie potrafił sobie poradzić, a może to lis blokuje to? Nie chce zapomnieć? Chce żyć przeszłości, bo w niej jest ktoś kto był tak bardzo bliski, że każdy oddech bez niego boli?


Jeśli ktoś lubi czytać o uczuciach:
We Build Cathredrals to our pain
Establish monuments to attain


... nie wiem kim jestem i po co jestem...

Z kliniczną precyzją obserwuję swoje ciało. Wiem co się stało, wiem co będzie się działo przez następne minuty, godziny, dni. Zdaję sobie doskonalę sprawę, iż to wszystko jest moją winą. Jestem jednak zbyt młody by samego siebie nienawidzić. Czuję jednak, że to czego obawiam się najbardziej zostawiło już znamię w moim sercu, piętno na mej duszy. Z czasem zacznie rosnąć niszcząc mnie od wewnątrz, rodząc gorzkie i trujące owoce. Zrobiłem jeden krok za dużo. Stałem na krawędzi i zamiast cofnąć się w odpowiedniej chwili zrobiłem krok do przodu. Spadam. Czuję, że niedługo upadnę i rozpadnę się na miliony kawałków. Nieznośna chwila oczekiwania ciągnie się w nieskończoność. Trwam w ciszy, która mnie niszczy. Pragnąć odkupienia uciekam od osób, które mogą mi pomóc.
Proszę o pomoc. Błagam wręcz o nią. Milcząc. Moje puste oczy są wrzaskiem, jednak nikt go nie słyszy. Zamykam oczy i słyszę tykanie zegara. Mój wdech i wydech. Miarowy. Normalny. Bez symptomów zmian chorobowych. Moje serce bijące w rytmie uważanym za normalny. Około siedemdziesiąt razy na minutę. Raz. Dwa. Trzy... Nie czuję, ale mam pełnię świadomości faktu, iż krew mych żyłach krąży dostarczając tlen do całego mego ciała. Czy jednak jak zrobię to czego pragnę poczuję ulgę. Czy ból fizyczny zastąpi ten psychiczny? Upadam. Moja głowa opada wolno na prawe ramię. Niczym w zwolnionym filmie, czas wlecze się w nieskończoność. Moja dłoń, prawie majestatycznie, unosi się by zetrzeć kroplę spływającą po moim policzku. Słona łza, która nie dotknie już moich ust. Lekko uchylone w subtelnym uśmiechu. Coraz szerszym. Powoli się rozchylają bym coś wyszeptał...

Freedom from all of the scars and the sins
Lest we drown in the darkness within


... lata mijają, a ja wciąż nie rozumiem siebie...

Dźwięki roznoszą się w mej głowie. Pustka, która mnie otacza, przytłacza, otumania. Ospałe ruchy nie mające sensu. Otwieram oczy na świat, którego nie rozumiem. Uciekam od bólu, który mnie zniewolił. Nie pragnę. Nie potrzebuję. Ja już nawet nie błagam. Chwila za chwilą. Szept, który jest krzykiem. Krzyk, który jest błaganiem o litość. Umieram by narodzić się znów. Wstaję z popiołów błędów i zbędnych decyzji dnia poprzedniego. Buduję coś w nicości kłamstw i oszustw. Unoszę dłonie ku niebu wierząc iż coś się stanie. Coś. Ktoś. Może nie dziś. Czy umieranie nadziei boli? Czy śmierć wiary może mieć poważne konsekwencję? Pamięć. Która zawodzi i nie daje odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Wątpliwości przeszywające boleśniej niż ostrza mieczy. Proszę stwórcy by pomógł mi. Błagalne pieśni, które nie będą wysłuchane. Nie usłyszę odpowiedzi. Nie znajdę tak wskazówki. Moje zbawienie... moja wolność... moja przyszłość...

Here in the darkness that I lay
Depression heavy in its weigh


... coś zaczyna się zmieniać i chyba go kocham...

Z milczenia w szept. Z ciszy w szmer. Powstaję by znów żyć. Ja. Moje. Nie zniszczy mnie nic. Dziś wiem, że to co było to tylko ułuda. Zbyt piękne kłamstwa, które ranią. Zbyt wiele łez, krwi, poświęceń, upokorzeń. Zbyt wiele rzeczy, które nie pozwalają mi wstać, odejść, nie uciekam. Nie poddaję się. Mimo wszystko, wbrew wszystkiemu i z wszystkim co próbuje mnie zniszczyć. Tak blisko jednak tak przerażająco daleko. Pragnę wstać ale nie potrafię. Jeszcze. To tylko kwestia czasu. Pierwsze nuty. Nieśmiałe. Niedopracowane. Tak ułomne w swym pięknie. Pierwsze doznania znów na nowo odrywane. Pierwsze gesty takie naiwne i nieświadome. Na nowo kiedy wszystko już poznane i odkryte. Czymże jestem dziś? Kim? Czy nadal można określać mnie tym mianem? Czy człowieczeństwo nie jest słabością? Kim będę bez tego balastu? Uczucia. Pragnienia. Ja. Dziś. Jutro. Za rok. Dziesięć lat. Tworzę? Czy już zaczynam niszczyć siebie. Kiedy przekroczyłem tą niewidzialną granicę po której jest już tylko szaleństwo?
Szept w mej głowie nie jest kimś, czymś to nadal moje myśli. Nadal ja i to co oznaczam. Jestem. Myślę. Czekam na pierwsze reakcje mojego ciała. Na nowo. Otwieram oczy pierwszy raz. Znów. Czuje a może mi się wydaje? Może pragnienie by cokolwiek poczuć jest silniejsze od realnych odczuć? Mózg. Świadomość. Moje. Nadal moje a może już mego tworu. Ja. Zaczynam się gubić. Modlę się... nie ja nie wierzę ale jednak ślę modły do kogoś. Nadzieja, która sprawia iż chce wierzyć wbrew zdrowemu rozsądkowi. Wierzyć ale w co? Czy zaczynam gubić logikę?
Strach. Pierwsze nieprzyjemne ukłucia lęku. Powoli, delikatnie zaczynają mnie obejmować, otaczać, osaczać. Czuję jak z każdą chwilą nabiera na sile próbując pokonać mnie. Przerażenie, które pragnie mnie zmusić bym ukląkł. Nie. Nie będę niewolnikiem. Muszę to pokonać. Muszę. Kiedy planu i sensu brak. Oddycham powoli. Wierzę, że wciąż oddycham. Wiara pozwala mi odkryć w sobie coś zaskakującego. Wiara nie pozwoli mi odejść. Nie dziś. Nie w tej chwili.

Mysterys forgotten chords

Budząc się dzisiejszego ranka... demony przeszłości mnie dopadają...

Krew na moich dłoniach... rozbiłem to pieprzone lustro. Szkło na podłodze... czuję się jakbym kroczył po rozbitym krysztale. Każda kolejna drobinka wbijająca się w moje ciało... czuję? Szkarłat... nie czuję przyjemności... nie czuję lęku... nic nie czuję. Zamykam oczy i krzyczę... mój głos... taki dziwny... obcy... niczego nie rozumiem. Padam na kolana błagając niebiosa o jeden dzień, jedną godzinę, jeden moment. Jego głos. Ton głosu. Dłoń na moim ramieniu. Nie czuję już nic. Jedna śmierć... powaliła mnie na kolana... kolejna sprawiła, że nie wiem czy znów będę potrafił wstać rano i oddychać. Uciekam przed sobą, swymi demonami, znajomym mi światem szukając ukojenia w nieznajomym i przerażającym. Bezpieczeństwo dnia powszedniego już nigdy nie powróci. Boję się przyjacielu... czemu nie ma cie przy mnie... obiecaliście być przy mnie zawsze i na zawsze... zawsze... kłamstwo emocji, których nadal nie pojmuję.

"Niech staną zegary, zamilkną telefony,
Dajcie psu kość, niech nie szczeka, niech śpi najedzony,
Niech milczą fortepiany i w miękkiej werbli ciszy
Wynieście trumnę. Niech przyjdą żałobnicy.

Niech głośno łkając samolot pod chmury się wzbije
I kreśli na niebie napis: „On nie żyje!”
Włóżcie żałobne wstążki na białe szyje gołębi ulicznych,
Policjanci na skrzyżowaniach niech noszą czarne rękawiczki.

W nim miałem moją Północ, Południe, mój Zachód i Wschód,
Niedzielny odpoczynek i codzienny trud,
Jasność dnia i mrok nocy, moje słowa i śpiew.
Miłość, myślałem, będzie trwała wiecznie: myliłem się.

Nie potrzeba już gwiazd, zgaście wszystkie, do końca;
Zdejmijcie z nieba księżyc i rozmontujcie słońce;
Wylejcie wodę z morza, odbierzcie drzewom cień.
Teraz już nigdy na nic nie przydadzą się.
"*
* Hugh Auden - Blues pogrzebowy (Funeral Blues)
Słabe i Mocne Strony
Lis jest genialnym lekarzem. Profesor medycyny, chirurg urazowy, który specjalizuje się ostatnio w kardiologi. Jego przekleństwem i błogosławieństwem zarazem jest bardzo dobra pamieć. Z detalami odtworzy coś z pamięci co zobaczył lub usłyszał, jednocześnie nie może zapomnieć złych dla siebie chwil. Kocha grę w szachy, planowanie, zastanawianie się co dalej. Bez planów lub gdyby coś poszło nie po jego myśli zatraciłby poczucie bezpieczeństwa, poczułby strach. Potrzebuje ściśle określonego planu dnia, którego by się trzymał. Takich punktów bezpieczeństwa. Być może dlatego próbuje mieć więcej niż jeden plan na daną sytuację. Poczucie bezpieczeństwa jest dla niego bardzo ważne. Jest perfekcjonistą, surowym względem siebie. Nienawidzi kiedy coś nie wychodzi mu od razu. Ma lekką alergię na dotyk. Nie lubi jak ktoś stoi zbyt blisko lub nadmiernie go dotyka. Woli zachować dystans. Nie lubi też jak ktoś go przytula bez uprzedzenia.Ma pewne problemy z relacjami miedzy ludzkimi. Jest szczery do bólu. Ma trudności z pojmowaniem elementarnych relacji międzyludzkich. Jego szczerość może być uznawana za przejawy bycia wrednym, jednak tak nie jest. Jest perfekcjonistą, zimnym, dokładnym, bardzo spokojnym i opanowanym perfekcjonistą. To słowo oddaje i jego słabość i siłę. Jest silniejszy,
zwinniejszy i szybszy od zwykłego człowieka. Do tego ma silne zęby, może bardzo dotkliwie pogryźć. Zna podstawowe techniki samoobrony, jak również potrafi walczyć za pomocą sztyletów. Jednak jest przy tym istotą, która unika walki. Woli pomóc rannej osobie niż zacząć walczyć. Jeśli już to robi to w ostateczności, tak by obronić siebie lub kogoś. Jest prawdziwym lekarzem z pasji i powołania. Jest wytrzymały na ból fizyczny, ale za to wrażliwszy na ten psychiczny. Potrzeba bardzo dużo czasu by komuś zaufał, wpuścił go do swego serca. Zatem bardzo ciężko się z nim zaprzyjaźnić, ale potem też jeśli się go zrani lis potrafi nie wybaczyć i być zbyt pamiętliwy. Jest wrażliwy na komplementy, nie ufa im, ale jednak uwielbia ich słuchać. Staje się wówczas milszy. Komplementami nie zdobędzie się jego zaufania,
ani wiedzy o nim, ale można sprawić, że się uspokoi i przestanie warczeć. Patent na wszelakie złe chwile lisa. Ma bardzo wrażliwe zmysły, czulszy węch, wzrok i słuch od człowieka. Zmysły wyostrzone jak u lisa, co może być zaletą i wagą jednocześnie.
Potrafi grać na fortepianie, gra ze słuchu, ale z drugiej strony fałsz w grze innej osoby sprawia, że czuje się niekomfortowo. Wychwycenie złego tonu niby jest dobre, ale może też sprawić, że czuje zimny dreszcz na ciele. Nieprzyjemne.
Umiejętności
Po pierwsze lis jest cenionym profesorem medycyny, praktykującym kardiochirurgiem.
Po drugie ma bardzo dobrą pamięć słuchową i wzrokową.
Po trzecie gra na fortepianie, nawet ze słuchu, potrafi odtworzyć jakiś utwór.
Po czwarte potrafi się bronić, zna podstawowe techniki samoobrony, potrafi też walczyć za pomocą sztyletów.
Na koniec po piąte jest odporny na ból, oczywiście nie każdy, ale pewne dawki potrafi zlekceważyć.
Moce
*Zmiana w człowieka (dowolny wygląd), lub zmiana w człowieka z ogonami i uszkami lisa. Może kopiować czyjś wygląd, aczkolwiek nie skopiuje zachowania idealnie jeśli nie zna wystarczająco dobrze skopiowaną osobę. Ma dodatkowo jeden swój uniwersalny ludzki wygląd, jego własny, nie powielony od nikogo innego. Przy tym jednym wyglądzie może mieć w formę przejściową, człowiek z uszami oraz ogonami.

*Telepatia. Lis potrafi porozumiewać się za pomocą myśli, im lepiej kogoś zna tym lepiej mu to wychodzi. Ze znajomymi może się tak kontaktować nawet jeśli są daleko od niego. Jeśli chodzi o obce osoby, by nawiązać z nimi kontakt musi wiedzieć ich, przynajmniej na samym początku "rozmowy". Do tego można dodać, że nie każdy musi chcieć odpowiadać na jego komunikaty mentalne. Nie może nikogo do tego zmusić. Może ograniczyć się do samego czytania myśli kogoś, analogicznie jak wyżej.
Ciekawostki
Nazwisko Yamato przyjął jakiś czas temu, w sumie tylko po to by poczuć się bardziej wyjątkowo, niczym cesarz, władca, którym przecież nigdy nie będzie. Potęga, o której śni czasami, jest dla niego niedostępna. Lisek kocha swojego syneczka najbardziej na świecie. Potrafi doskonale zajmować się maluszkiem, aczkolwiek bez gosposi pewnie by zbyt wiele nie zdziałał w kuchni. Nigdy go nie ciągnęło do gotowania. Uwielbia dni spędzone tylko z syneczkiem, lub ojcem, takie rodzinne, pełne miłości i zrozumienia. Stara się by wszystko wróciło do normy, udaje przed wszystkimi, nawet przed samym sobą, że jest ok... Lis lubi dania mięsne na słodko. Kawa? Tylko latte smakowe, karmelowe lub czekoladowe.
Nie lubi ostrych ani gorzkich potraw, kojarzą się mu one z truciznami. Kocha książki, ma ich w domu bardzo wiele, a i tak ma wrażenie, że mógłby kupić kolejną i kolejną i tak dalej. Jako istota odrobinę próżna czasami podkreśla swe oczka makijażem, aczkolwiek nie jest to coś częstego, chwilowe kaprysy. Ze zwierząt ceni sobie koty za niezależność, a psy za wierność, jednak każde z nich traktuje na równi sobie, jako potencjalnego przyjaciela. W sumie nic w tym dziwnego, sam w pewnym stopniu jest zwierzątkiem. Uwielbia też długie spacery, takie romantyczne, mogą być w otoczeniu natury, lub bardziej miejsce... ważne by u boku ukochanej osoby. Bardzo mu kogoś takiego brak. Czuje pustkę, której póki co nikt nie potrafił zapełnić. Nawet dziecko nie jest w stanie pomóc liskowi.


Ostatnio zmieniony przez Miyamoto dnia Czw Lis 16, 2017 10:11 pm, w całości zmieniany 10 razy
avatar
Miyamoto

http://luciferum.forumpolish.com/t183-miyamoto-miya http://luciferum.forumpolish.com/t220-miyamoto#409

Powrót do góry Go down

Re: Miyamoto "Miya" Yamato

Pisanie by Luciferum on Czw Paź 12, 2017 6:04 pm

Akceptuję!
space
Witamy w Luciferum dziewięcioogoniastego lisa, to miasto ma do siebie, że potrafi leczyć wszelki ból. Więc może znajdzie się ktoś, kto uleczy również twój ból.
Tego ci z całego serca życzę i nie zapomnij założyć informatora
Dostajesz 7 Nefrytów!
avatar
Luciferum

Kieszenie : Wszystko co potrzeba, by zmienić świat na lepsze.
http://luciferum.forumpolish.com/t36-wzor-karty-postaci#48 http://luciferum.forumpolish.com/t37-wzor-informatora#50

Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach